Hotelowy arystokrata

opublikowano: 27-03-2015, 00:00

Było nie minęło: Ignacy Jan Paderewski pod koniec XIX wieku był światową gwiazdą pianistyki i koncertował za najwyższe stawki.

Jako inwestor doszedł do wniosku, że „łatwiej zarabiać, niż wydawać”. Na szczęście jednak budowę hotelu Bristol zaryzykował.

Stara pocztówka. Przed wojną fragment Krakowskiego Przedmieścia koło Bristolu miał inny układ i taksówki oczekiwały w długim sznurze, gdy dzisiaj podjeżdżają na wezwanie. Traktem Królewskim jeździły pod oknami hotelu również tramwaje, po wojnie zlikwidowane.
Wyświetl galerię [1/6]

Stara pocztówka. Przed wojną fragment Krakowskiego Przedmieścia koło Bristolu miał inny układ i taksówki oczekiwały w długim sznurze, gdy dzisiaj podjeżdżają na wezwanie. Traktem Królewskim jeździły pod oknami hotelu również tramwaje, po wojnie zlikwidowane. FOT. GRZEGORZ KAWECKI, JACEK ZALEWSKI, MATERIAŁY PRASOWE

Słynny berliński hotel Adlon doczekał się serialu, opowiadającego o jego losach w kolejnych epokach historycznych. Na podobną opowieść jak najbardziej zasługuje starszy od niego Bristol. Na taką inicjatywę się nie zanosi, ale arystokrata wśród hoteli idealnie wpisuje się w nasz cykl „Było, nie minęło”.

Europejska metropolia pod zaborem

Bristol otwarty został w 1901 r., czyli trwa już 114 lat. Z jego działalności trzeba jednak odliczyć 11 lat końcówki PRL, gdy został zamknięty i czekając na remont, straszył martwą bryłą. Obecnie jest najstarszym działającym hotelem w stolicy. Jego sąsiad i rywal z drugiej strony Krakowskiego Przedmieścia, czyli Europejski, pochodzi z 1877 r., ale obecnie nie działa. Stał się wielkim placem budowy, bo skala generalnego remontu przekracza standardy takiej inwestycji. Bristol zaś był wielokrotnie modernizowany, lecz mury są od początku te same. Pod koniec XIX wieku w jego miejscu przy Trakcie Królewskim stał zabytkowy pałac Tarnowskich, ale został rozebrany bez sprzeciwu społecznego, co dzisiaj byłoby niemożliwe.

Warszawa była wówczas zdegradowaną stolicą wymazanej z mapy świata Polski, ale jako miasto rozwijała się bardzo dobrze. Z przełomu wieków pochodzą tak imponujące gmachy, jak Filharmonia Narodowa i Politechnika Warszawska. Na inwestycyjną hossę nałożyła się ówczesna moda budowania w europejskich metropoliach luksusowych hoteli wzorowanych na pałacach arystokracji. Wzniesienia Bristolu podjęło się Towarzystwo Akcyjne Budowy i Prowadzenia Hotelów, stworzone przez Stanisława Roszkowskiego. Nakłonił on Ignacego Paderewskiego do sprzedania spółce należącej do pianisty działki na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Karowej oraz nabycia większości akcji.

Wybrany w konkursie projekt hotelu przewidywał budynek w modnym wtedy stylu secesyjnym. Inwestorzy polecili jednak przerobienie elewacji na neorenesansową, a formy gmachu na monumentalną. Secesyjny pozostał jednak wystrój wnętrz. Po załatwieniu formalności właściwa budowa trwała ponad dwa lata, a koszt sięgnął 2 mln rubli, czyli mniej więcej… połowy ówczesnego budżetu Warszawy. Bristol powstał z materiałów polskich, wzniesiony siłami polskich firm.

Pierwszy gość powitany został 19 listopada 1901 r. Najwyższy w Warszawie gmach był wówczas szczytem nowoczesności, w tym pod względem przeciwpożarowym. Na czterech piętrach dla gości miał po 50 lokali, większych od zwykłego pokoju, ale w całym hotelu samodzielną łazienkę i WC miało tylko… 20 — takie były wtedy standardy nawet na luksusowej półce. Potem z każdą modernizacją budowane były kolejne piony sanitarne i łazienek przybywało kosztem powierzchni pokojowej.

Modna cudzoziemska nazwa

Kibicujący budowie hotelu mieszkańcy Warszawy oczekiwali nazwy polskiej, ale inwestująca spółka poszła za ówczesną modą. Nazwa Bristol pochodzi nie wprost od angielskiego uzdrowiska, lecz od arystokraty Fredericka Herveya, czwartego earla Bristolu. Był znanym w Europie podróżnikiem, na którego szlaku powstawały kolejne Bristole. Starszym bratem warszawskiego jest podobny architektonicznie wiedeński. Dzięki jednakowej nazwie całkowicie odrębne własnościowo luksusowe hotele już na początku XX wieku tworzyły swoistą sieciówkę.

Warszawski Bristol wyposażony został w 11 wind, z czego dla gości była tylko jedna, kryształowa. Miała żelazną balustradę wykładanąmosiądzem, zezłomowaną w 1969 r. Układ centralnej przezroczystej windy do dzisiaj jest wyróżnikiem Bristolu w stosunku do innych pięciogwiazdkowych hoteli. Przy czym w szybie obecnie chodzą dwie mniejsze windy, no i kryształy zastąpiono specjalnym szkłem. Po otwarciu hotel przynosił straty, między innymi z powodu obciążenia zaciągniętym na budowę długiem hipotecznym. Dzięki dodatkowym dochodom z wynajmu pomieszczeń handlowych, usługowych i gastronomicznych wyszedł wreszcie na plus w 1914 r., ale jego rozwój gwałtownie zahamował wybuch pierwszej wojny światowej. Bristol częściowo zajęli okupujący stolicę Niemcy.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości hotel zyskał szczególną pozycję polityczną, jako że jego główny udziałowiec Ignacy Jan Paderewski został w 1919 r. premierem. I właśnie w Bristolu zorganizował inauguracyjne posiedzenie swojego rządu. Innym wydarzeniem z tej dziedziny był w 1923 r. bankiet pożegnalny wydany na cześć marszałka Józefa Piłsudskiego, który wtedy postanowił wycofać się z działalności publicznej i osiąść w podwarszawskim Sulejówku.

Byłby neorenesansowy biurowiec

W niepodległej II Rzeczypospolitej powstało w Warszawie wiele hoteli i hotelików o niższym standardzie, ale znacznie tańszych. Gości pięciogwiazdkowych nie było tak wielu, przecież ruch biznesowy we współczesnym rozumieniu był wtedy minimalny. Bristol organizował słynne na całą Europę wydarzenia artystyczne i towarzyskie, ale z trudem wiązał koniec z końcem. Ignacy Jan Paderewski, mieszkając już w Szwajcarii, sprzedał w 1928 r. swoje akcje Bankowi Cukrownictwa z Poznania. Nowy właściciel zamierzał przekształcić Bristol w biurowiec, ale po zastanowieniu utrzymał działalność hotelarską. Gruntowna modernizacja w latach 1928-31 doprowadziła do wszystkich pokoi wodę w formule przynajmniej umywalki, a w wystroju wnętrz wyeliminowała secesję.

Co ważne, przez wielki kryzys hotel przeszedł obroną ręką. Podczas drugiej wojny światowej i okupacji z Bristolu mogli korzystać tylko Niemcy. Per saldo wielkim szczęściem hotelu była okoliczność, że podczas Powstania Warszawskiego także znajdował się w rękach niemieckich. Przetrwał nie tylko dwa miesiące ciężkich walk w najbliższej okolicy, lecz uniknął wysadzenia w powietrze w końcówce 1944 r., gdy cała Warszawa była planowo niszczona i palona. Bryła Bristolu z charakterystyczną gloriettą majestatycznie trwała wśród morza gruzów.

Otwarty dla ludności miast i wsi

Po wojnie ocalały, choć wyniszczony hotel szybko wznowił działalność. W 1947 r. został przejęty przez miasto, ale do połowy 1948 r. właścicielem formalnie pozostawał Bank Cukrownictwa. W luksusowych restauracjach powstała gospoda ludowa, uruchomiona z okazji 70. urodzin Józefa Stalina. Nowe trendy potwierdzały takie wpisy w księdze wybitnych gości: „Po dobrze przepracowanym dniu dobrze tańczyło mi się w restauracji hotelu Bristol. Dumny jestem, że moje murarskie ręce wpisują się do księgi pamiątkowej. Młodszy przodownik pracy, 8 marca 1951 r.” W 1952 r. Bristol przeszedł pod zarząd i na własność Orbisu, wracając do obsługi zagranicznych turystów. Hotelowi nadano jednak nowy wystrój w stylu realizmu socjalistycznego.

Cudzoziemska nazwa została utrzymana, ale w pakiecie Orbis Bristol. Turystyczna centrala podejmowała starania o przeprowadzenie kapitalnego remontu, ale nie udało się znaleźć wykonawcy, który sprostałby wymaganiom. Bristol stopniowo podupadał, zwłaszcza gdy od 1974 r. na czele stołecznych hoteli znalazła się nowo otwarta Victoria. Po zdegradowaniu do II kategorii hotelarska przyszłość gmachu Bristolu drugi raz w jego dziejach stanęła pod znakiem zapytania. W 1977 r. premier Piotr Jaroszewicz przekazał budynek Uniwersytetowi Warszawskiemu w celu ulokowania tam biblioteki. Pomysł ten szybko upadł, ale staczanie się hotelu trwało.

Kawiarnia pozostawała miejscem spotkań warszawskiej bohemy i elity towarzyskiej, ale w barach królował dewizowy półświatek. W listopadzie 1981 r., tuż przed stanem wojennym, Bristol został zamknięty w celu dokonania generalnego remontu. Ponieważ nie było na to pieniędzy, martwy gmach na całą dekadę otoczony został drewnianym płotem, za którym nic się nie działo.

Reaktywacja z siódmym piętrem

Dopiero po upadku PRL brytyjski koncern hotelarski Forte zawarł z Orbisem umowę joint venture i zainwestował miliony w przywrócenie hotelowemu arystokracie dawnego blasku. Elementem remontu było dobudowanie w podziemiach niezbędnego dla hotelu pięciogwiazdkowego basenu, a także siódmego piętra. Stało się ono konieczne ze względów technologicznych, ale z zewnątrz wygląda do dzisiaj fatalnie, swoją barakową elewacją psując neorenesansową bryłę.

Do wnętrz powróciła jednak elegancka secesja. Odrodzony Bristol przyjął pierwszego gościa 5 grudnia 1992 r., ale formalnego otwarcia dokonała 17 kwietnia 1993 r. brytyjska premier Margaret Thatcher, nocująca w odtworzonym apartamencie Ignacego Paderewskiego.

Po kolejnych zmianach właścicielskich hotel trafił w latach 1998-2013 do sieci Le Royal Méridien, wchodzącej w skład międzynarodowego konsorcjum Starwood Hotels and Resorts. W tym okresie historyczna nazwa kolejny raz została schowana w pakiecie jako Le Méridien Bristol. Zmiana na razie ostatnia nastąpiła w 2013 r., gdy po kolejnym remoncie i unowocześnieniu wnętrz Bristol dołączył do jednej z najbardziej prestiżowych sieci hotelowych The Luxury Collection.

Potwierdza to jego przynależność do światowej ekstraklasy, obejmującej 80 takich obiektów na świecie. Do tej marki dołączane są najbardziej legendarne hotele w różnych krajach, poddawane pieczołowitym remontom, mającym podkreślić ich splendor. Obiektów pięciogwiazdkowych jest wiele, w samej Warszawie stoi już dziesięć, ale rozstrzygają o tym parametry techniczne i normy wyposażenia. Bristol ma jeszcze stuletnie tradycje.

Goście z najwyższej półki

Ze względu na jakość usług oraz znakomite położenie, po sąsiedzku z Pałacem Prezydenckim, hotel przyjął już imponującą grupę słynnych gości na czele z brytyjską królową Elżbietą II i japońskim cesarzem Akihito. Oprócz najważniejszych polityków przeważają w niej artyści, sportowcy i szeroko rozumiany świat showbiznesu. Koronowane głowy nie zawsze spędzają noc, czasami apartament Ignacego Jana Paderewskiego jest dla nich miejscem odpoczynku dziennego, ale zawsze wpisują się do księgi. Pierwszym tak słynnym gościem była w 1913 r. noblistka Maria Curie-Skłodowska.

Przed wojną atelier na piątym piętrze miał Wojciech Kossak, który zobowiązania finansowe wobec hotelu spłacił obrazami, wiszącymi potem w jednej z sal restauracyjnych — niestety, zaginęły. Z hotelowego balkonu na rogu ul. Karowej śpiewał dla ulicznej publiczności Jan Kiepura. A Marlena Dietrich, mająca pokój zarezerwowany w Europejskim, przeniosła się do Bristolu, który urzekł ją od pierwszego spojrzenia. Dzisiaj nie jest już ani najnowocześniejszym, ani największym hotelem stolicy. Dzięki położeniu w historycznym sercu Warszawy i legendzie, jaka go otacza — Bristol wciąż jednak uchodzi za najwytworniejszy, jak na arystokratę przystało.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy