Hulajnogi dla biznesowych sprinterów

opublikowano: 18-08-2019, 22:00

Operatorzy mają mniej więcej pół roku, by zarobić na elektrycznej hulajnodze. Wbrew powszechnej opinii o łatwym zysku temu biznesowi towarzyszy istotne ryzyko. Opowiada o nim Marcin Maliszewski, prezes blinkee.city, w najnowszym odcinku podcastu „Puls Biznesu do słuchania”

„Puls Biznesu”: Co jest bardziej opłacalną inwestycją — elektryczne hulajnogi czy skutery?

Marcin Maliszewski: Zależy, jak na to patrzeć. Hulajnogi wiążą się z dużo większym ryzykiem ze względu na regulacje i długość życia.

Ile więc żyje hulajnoga?

Oferujemy przejazdy e-hulajnogami od maja i dotąd — na szczęście — jeszcze żadne z naszych urządzeń całkowicie się nie połamało. Owszem, zdarzają się uszkodzenia, ale takie, które da się naprawić. Podeszliśmy jednak do tego produktu zupełnie inaczej niż konkurencja — pracowaliśmy wspólnie z producentem, zastosowaliśmy nowatorskie rozwiązania. Wszystkie nasze doświadczenia z rozwoju biznesu skuterowego przenieśliśmy na hulajnogi. Jeśli chodzi o długość życia, to sądzę, że może być to nawet wyraźnie ponad pół roku.

Nawet? Niektórzy powiedzieliby — tylko.

Użytkownikom rzeczywiście może się tak wydawać. Natomiast trzeba wziąć pod uwagę to, że hulajnogi są wykorzystywane po 10 razy dziennie i robią po 30-40 km przebiegu. Jeżeli tę samą hulajnogę wzięłaby osoba prywatna, to mogłaby nią jeździć nawet 10 lat i byłaby ona sprawna. Natomiast tutaj mówimy o bardzo intensywnym użytkowaniu.

Czyli da się zarobić w tak krótkim czasie tyle, by hulajnoga zwróciła się bardziej niż elektryczny skuter?

Ten biznes liczy się trochę inaczej. Hulajnogi to raczej sprint — bo i czas życia jest krótki. Z kolei w przypadku skutera dystans jest dłuższy: mówimy nie o jednym, dwóch sezonach, lecz o dużo dłuższym czasie. Jeśli więc mielibyśmy liczyć zwrot z inwestycji, to zależy on od okresu, jaki wybierzemy. W przypadku inwestycji, w której liczy się tylko jeden sezon, bardziej opłaca się hulajnoga. Jeżeli zaś weźmiemy pod uwagę cztery lata, to jest inaczej. Podstawowa różnica między hulajnogami a skuterami jest taka, że skutery są uregulowane — podlegają kodeksowi ruchu drogowego i jest to biznes dużo bardziej stabilny. W przypadku hulajnóg jest ryzyko. Tak naprawdę najbliższe dwa lata pokażą, dokąd ten rynek pójdzie. Jestem pewien, że nawet za rok będzie wyglądał zupełnie inaczej niż teraz.

Pod kątem urządzeń czy sposobu płatności?

Raczej modeli biznesowych. Pojawią się zapewne abonamenty, dodatkowe punkty promocyjne, a także integratorzy usług.

Krytycy hulajnóg często podnoszą argument, że te pojazdy są tylko pozornie ekologiczne, bo ich utylizacja wiąże się z dużymi kosztami dla środowiska.

My mamy bardzo transparentny model. Nasze hulajnogi są ekologiczne: ich ramy są wykonane głównie z aluminium, czyli z materiału, który można regenerować lub ponownie użyć bez żadnego problemu. Natomiast baterie w naszych hulajnogach są wymienne, więc jeśli po ponad sześciu miesiącach kończy się cykl życia urządzenia, to wyciągamy baterię, by jeździła w następnej ramie. Ta bateria będzie działała przez trzy, cztery lata, a potem trafi do powerbanku, gdzie zyska kolejne życie. Zazwyczaj łatwo krytykować, nie mając pełnej wiedzy o tym, jak działa ten biznes.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Sołtys

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu