Będą rekordy w liczbie budowanych mieszkań, dlatego nie ma co liczyć na wzrost ich cen.
Mieszkaniowi deweloperzy ruszają z budową zatrzymanych przez kryzys inwestycji mieszkaniowych, a także nowych, nad których przygotowaniem ślęczeli od końca 2008 r. W efekcie większość z nich liczy, że będzie bić rekordy sprzedaży. Gant Development chce rozpocząć budowę 1,5 tys. mieszkań, Robyg — co najmniej 1,4 tys., Ronson — 1,2 tys. Echo Investment wprowadza koparki na dziewięć placów budowy, gdzie powstanie 2,2 tys. mieszkań i domów. Atlas Estates rusza z 700 lokalami. JW Construction ma przygotowane projekty na 4,2 tys. i chce zaoferować tyle, by w 2012 r. mógł sprzedać nawet 2,5 tys. mieszkań.
— Liczba projektów, które uruchomimy w tym roku, będzie zależała od sprzedaży. Na razie jest ona zadowalająca, mimo niełatwej sytuacji na rynku. Wzrostu cen w tym roku się nie spodziewam — mówi Jarosław Szanajca, prezes Dom Development, należący do najbardziej powściągliwych.
— Nie gramy na wzrost cen. Naszą przewagą jest właśnie niska cena przy oferowanej jakości lokalizacji, dlatego nie obawiamy się o efekty sprzedaży. W samym szczycie kryzysu było nam trochę głupio, że ceny były aż tak wysokie. Teraz wreszcie są one rynkowe — mówi Sławomir Horbaczewski, wiceprezes Marvipolu, który rozpocznie w tym roku budowę nawet 2,2 tys. mieszkań.
Mieszkania czekają
Według firmy doradczej REAS, na koniec ubiegłego roku w sześciu największych polskich aglomeracjach było w ofercie prawie 39 tys. mieszkań, z czego prawie 9,5 tys. już gotowych. W całym 2010 r. deweloperzy rozpoczęli budowę ponad 63 tys. jednostek mieszkalnych, czyli o 42 proc. więcej niż w 2009 r. Czy więc uruchomienie w tym roku tak dużej liczby projektów to dobry pomysł?
— Argumenty za to: korzystne trendy demograficzne, wzrost wynagrodzeń, a także migracje do metropolii i sytuacja na rynku pracy. Hamować popyt może wzrost stóp procentowych, a w konsekwencji spadek zdolności kredytowej — tłumaczy Kazimierz Kirejczyk, prezes firmy REAS.
Układa dwa scenariusze przyszłości.
— W pierwszym deweloperzy obniżą oczekiwania cenowe tak, że wprowadzone do sprzedaży mieszkania będą znajdywały odpowiednio dużą liczbę nabywców. Drugi to wzrost liczby niesprzedanych mieszkań, która już w tej chwili jest dość duża. Najbardziej prawdopodobne jest to, że deweloperzy nieco obniżą ceny, ale liczba lokali w ofercie będzie nadal rosła, mimo trochę większego niż przed rokiem popytu — tłumaczy Kazimierz Kirejczyk.
Mała stabilizacja
Od kryzysowego 2009 r. popyt na mieszkania i ich cena się ustabilizowały.
— Ceny mieszkań w 2011 r. niemal nie wzrosną. Nie ma też co liczyć na obniżki na rynku wtórnym. W perspektywie planów deweloperów ewentualna podwyżka cen w 2012 r. będzie raczej symboliczna — 3-5 proc. Kryzys bardzo nas przestraszył, mamy więc dłuższy okres stabilności na rynku — mówi Małgorzata Pajor, szefowa warszawskiego biura Ober-Haus.