...i nie sprywatyzuje dwóch Polmosów
Wysokie wyceny znaków towarowych polskich wódek oraz niska rentowność przemysłu spirytusowego zniechęciły Ambrę do inwestowania w branżę. Spółka szykowała się do przejęcia Polmosów z Lublina i Łańcuta.
Janusz Palikot, prezes Ambry, szacuje, że za każdy ogólnopolmosowski znak towarowy trzeba będzie zapłacić co najmniej 100 mln zł.
— Inwestowanie tak dużych pieniędzy miałoby sens, gdybyśmy kupili jeden z najlepszych znaków, np. Luksusową czy Krakusa. Spodziewam się jednak, że ich ceny znacznie wzrosną w przetargach, a przy fatalnej kondycji branży i konieczności poniesienia olbrzymich kosztów promocji znaków rada nadzorcza uznała inwestycję za nieopłacalną — wyjaśnia prezes spółki.
Akcjonariusze doszli do wniosku, że na zwrot inwestycji musieliby czekać dłużej niż 5-6 lat.
Takie stanowisko Ambry nie jest odosobnione. Większość firm chętnych do przejęcia wódczanych fabryk obawia się pozycji Agrosu — wyłącznego importera polmosowskich wódek. Dlatego też przyszli inwestorzy i spirytusowe fabryki nie zamierzają podbijać cen w przetargu na marki. Tymczasem budżet planuje dostać za każdy z popularnych znaków około 100 mln zł.
Zniechęca też kondycja samych Polmosów. Sprzedaż krajowych zakładów spirytusowych zmniejszyła się w 1998 roku o 18 proc. w porównaniu ze 114,7 mln l wódki sprzedanymi w roku 1997. Głównym powodem był 12-proc. wzrost akcyzy. Tymczasem we wrześniu budżet planuje kolejną — o 4,5 proc. — podwyżkę. Pogłębi to jeszcze bardziej kryzys w branży.
Monopol Agrosu na zagraniczną sprzedaż wódki i fiskalna polityka państwa, która, jak twierdzą Polmosy, pogłębia złą kondycję branży, mogą spowodować, że inwestorzy w ogóle nie będą chcieli angażować się w przejmowanie spirytusowych fabryk.