I po recesji. Czas na rozruch

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2009-11-16 00:00

Wśród zagranicznych inwestorów rośnie przekonanie, że nasz region wyjdzie z kryzysu szybciej niż strefa euro.

Najgorsze już za nami — uważają grube ryby europejskich rynków finansowych

Wśród zagranicznych inwestorów rośnie przekonanie, że nasz region wyjdzie z kryzysu szybciej niż strefa euro.

Po pięciu kwartałach kurczenia się gospodarka strefy euro wreszcie wyszła na plus. Według najnowszych danych Eurostatu, w trzecim kwartale PKB wzrósł o 0,4 proc. kw./kw. wobec spadku o 0,2 proc. poprzednio.

To zasługa m.in. rosnącego eksportu Niemiec i Francji, największych gospodarek Europy, który pomógł zrekompensować niechęć konsumentów do wydawania pieniędzy.

Siłę pokazała również gospodarka całej Unii Europejskiej, która wzrosła w minionym kwartale o 0,2 proc. kw./kw., wobec zniżki o 0,3 proc. w drugim.

— Dane są dobre, choć nieco słabsze od prognoz — ocenia Monika Kurtek, ekonomistka Banku BPH.

Analitycy oczekiwali wzrostu w ujęciu kwartalnym o 0,5 proc. Zdaniem ekonomistki, w kolejnych kwartałach sytuacja powinna się poprawiać, co sugerują wskaźniki wyprzedzające.

Oby nie falstart

Czy koniec recesji w Eurolandzie oznacza, że najgorsze już za nami? Taki właśnie wniosek płynie z najnowszej ankiety agencji ratingowej Fitch wśród zarządów 52 największych instytucji finansowych w Europie. W trzecim kwartale aż 84 proc. ankietowanych uznało, że dno kryzysu mamy za sobą. Kwartał wcześniej było ich 72 proc. Z 27 do 14 proc. zmalała natomiast liczba przekonanych, że jesteśmy w środku zamieszania. Zapowiedzi zbliżającego się drugiego dna to margines (zaledwie 2 proc.). Polscy zarządzający również są optymistami.

— Prawdziwe dno kryzysu już za nami. Nie ma już takich problemów z uzyskiwaniem finansowania jak w czwartym kwartale 2008 r. Wskaźniki wyprzedzające obrazują pozytywny scenariusz, ale twarde dane, np. poziom bezrobocia, pokazują, że jest jeszcze wiele do zrobienia — mówi Robert Garnczarek, członek zarządu AXA PTE.

Podobnie umiarkowany optymizm prezentuje większość ekonomistów.

— Najgorsze mamy za sobą, załamanie się skończyło. Nie powinniśmy jednak utożsamiać końca recesji z powrotem silnej koniunktury. Między tymi pojęciami jest jeszcze marazm i właśnie w nim przynajmniej do połowy przyszłego roku będziemy tkwić —uważa Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Banku.

Analitycy ostrzegają, że powrót koniunktury ma kruche podstawy.

— W minionym kwartale wzrost był zasługą działań banków centralnych oraz rządów, które wprowadziły programy stymulacyjne. To może być jednorazowa poprawa —ostrzega Monika Kurtek.

Tym bardziej że według danych Europejskiego Banku Centralnego, we wrześniu zmniejszyła się wartość kredytów dla sektora prywatnego.

Niepewna kolejność

Zarządzający ankietowani przez Fitch coraz lepiej oceniają perspektywy Europy Środkowej i Wschodniej. 44 proc. pytanych oczekuje, że kryzys potrwa krócej niż 12 miesięcy. Trzy miesiące temu taki optymizm prezentowało jedynie 18 proc. ankietowanych. Zarządzający uważają, że nasz region szybciej wyjdzie z kryzysu niż strefa euro i Wielka Brytania (odpowiednio 33 proc. i 31 proc. przewiduje, że procesy recesyjne skończą się w ciągu 12 miesięcy). Polscy zarządzający sądzą, że wiara w siłę naszego regionu jest przesadna.

— Nasze statystyki są dobre, ale jeśli przyjrzeć się uważnie, to widać, że spora w tym zasługa czynników, które nie muszą się powtórzyć, np. osłabienie złotego, programy pomocowe w Niemczech. Najpierw z recesji wyjdą USA, potem strefa euro i dopiero na końcu Europa Środkowa i Wschodnia. Wyjątkiem mogą być Węgry, które dzięki reformom mogą szybciej wyjść na prostą. Polska nie zanotowała spadku PKB, ale gdy inni wejdą już na ścieżkę szybkiego wzrostu, my możemy pozostać na tym niskim poziomie — mówi Robert Garnczarek.