Idą chudsze czasy dla portów lotniczych

Mira Wszelaka
opublikowano: 11-02-2009, 00:00

Zniknięcie Centralwingsa, cięcie siatki przez Ryanaira i trudna sytuacja gospodarcza zaczynają odbijać się na przewozach pasażerskich.

Zniknięcie Centralwingsa, cięcie siatki przez Ryanaira i trudna sytuacja gospodarcza zaczynają odbijać się na przewozach pasażerskich.

Siłą napędową prężnie rozwijającego się rynku lotniczych przewozów pasażerskich były linie niskokosztowe i ruch zarobkowy do Wielkiej Brytanii i Irlandii. Najpierw szalejące koszty paliwa, następnie sytuacja ekonomiczna, która znacznie ograniczyła potencjał emigracyjny, a następnie polityka oszczędnościowa firm sprawiły, że porty lotnicze żyją pod presją spadku liczby pasażerów. W ubiegły roku z rynku zniknął Centralwings, którego część charterową w ciągu najbliższych trzech miesięcy wchłonie LOT. Odczuły to boleśnie porty, w których przewoźnik był mocno obecny: Warszawa, Kraków, Gdańsk i Łódź.

Pomogły czartery

Z siatki Ryanaira zniknęło 11 kierunków głównie na Wyspy (od 29 marca), z których aż trzy straci Szczecin. Na razie jednak port radzi sobie nieźle. W styczniu zanotował 20-procentowy wzrost przewozów.

— Na nasze wyniki mocno zapracowały dwa dość nowe połączenia charterowe do Egiptu — mówi Krzysztof Domagalski ze szczecińskiego portu.

Przed spadkami cudownie uratował się Poznań, który licząc rok do roku przewiózł w styczniu o... 21 pasażerów więcej.

— Niestety luty może być gorszy. Sporo lotów nam wypadło — przyznaje Hanna Surma, rzecznik portu.

Reszta największych portów zanotowała spadki — największe Warszawa i Kraków. Tu jednak nikt nie wpada w defetyzm. Przestawiciele obu portów uważają, że to przejściowe wahania związane głównie z kondycją przewoźników i zasobnością portfeli potencjalnych pasażerów.

— O jakimkolwiek trendzie będziemy mogli mówić najwcześniej po I kwartale. Najlepiej jednak poczekać na dane półroczne — mówi Jakub Mielniczuk, rzecznik Przedsiębiorstwa Państwowego Porty Lotnicze.

Bo mieli lepszą pogodę...

Przedstawiciele krakowskiego portu pocieszają się 2-procentowym wzrostem miesiąc do miesiąca (styczeń był nieco lepszy od grudnia). Z kolei Katowice spadki "zawdzięczają" głównie bardzo dobremu wynikowi w styczniu ubiegłego roku, kiedy ze względu na warunki pogodowe obsługiwano sporą część ruchu z Krakowa.

Zdaniem Tomasza Dziedzica z Instytutu Turystyki, ruch w portach lotniczych będzie w dużej części zależał od zainteresowania i potrzeb potencjalnych pasażerów.

— To, że przewoźnicy dostosowują siatkę do aktualnych potrzeb jest zachowaniem jak najbardziej racjonalnym. Jeżeli tylko wzorem LOT nie podpisywali kontraktów paliwowych na górce, to paradoksalnie obecnie ze względu na niskie ceny ropy znajdują się w dużo lepszej sytuacji niż pół roku temu — mówi Tomasz Dziedzic.

Nie wiadomo jednak jak sytuacja gospodarcza na Ukrainie wpłynie na kondycję Wizzaira, który od ubiegłego roku podbija tamtejszy rynek.

Mira Wszelaka

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu