IDM: deszcz był początkiem emocji na GPW

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2002-07-04 17:16

Dobrze, że nie mieszkamy w Anglii, bo gdybyśmy tam mieszkali i opady deszczów byłyby dla nas codziennością, to GPW nigdy by nie handlowała. Dziś w związku z silniejszymi opadami deszczu warszawska giełda wstrzymała obrót między 10.00 a 11.00. Najciekawsza, jak dotąd, godzina została odroczona. Ale chciałoby się rzec: co się odwlecze, to nie uciecze. Dalszy przebieg sesji był nad wyraz emocjonujący i w pełni zrekompensował chwile wyczekiwania.

Do godziny 10.00 notowania przebiegały normalnym trybem. Rynek otworzył się po 1206 pkt. Przez pierwsze minuty kontrakty poruszały się w okolicach 1204 pkt., a przed samą 10.00 zwyżkowały do 1209 pkt. Ta tendencja została kontynuowana godzinę później, w momencie, gdy usunięto usterki techniczne. Futuresy zwyżkowały do 1211 pkt. i wszystkie znaki na niebie zapowiadały w dalszym ciągu aprecjację. Jak się później okazało rynek nie jest taki mocny, jak by się wydawało. Jest wręcz słabiutki. Kolejne trzy ruchy cenowe były już tylko i wyłącznie do dołu. Pierwszy z nich, tuż po osiągnięciu kursu maksymalnego (1211 pkt.) sprowadził notowania kontraktów do 1195 pkt. (okolice wczorajszego zamknięcia – ewentualny poziom wsparcia). Drugi, trzy godziny później, gwałtownie zdołował kurs kontraktów do 1181 pkt., przy wydatnej pomocy zleceń stop-loss. Po krótkiej korekcie i powrocie w rejony 1190 pkt. przyszła kolej na trzecią falę, tym razem wyhamowaną dopiero przy 1174 pkt. Na zamknięciu kurs kontraktów serii wrześniowej zdołał odrobić jedynie trzy punkty, ustalając kolejne minimum na zamknięciu i w dodatku w parze z indeksem WIG20.

Po wczorajszej poprawie nastrojów i powrocie popytu na największych polskich spółkach, dziś przyszła kolej na zniechęcenie i wyzbywanie się akcji. Co gorsza minimum zanotowaliśmy zarówno na kontraktach terminowych, jak i na indeksie WIG20. Nie wróży to zbyt dobrze przed jutrzejszą sesją. Ponownie może się okazać, że najniższy dołek, nie jest wcale najniższym, a w tym mogą nawet nas nie ochronić największe opady deszczu.

Paweł Gołębowski