Igrzyska olimpijskie oraz majówkowe

opublikowano: 14-04-2021, 20:00

Standardowy komunikat ministra Adama Niedzielskiego o przedłużeniu antyepidemicznych zakazów i nakazów (z drobnymi korektami) na tydzień 19-25 kwietnia nie był żadnym zaskoczeniem.

Przy czym przedsiębiorcom z branży hotelarskiej wyprzedzeniowo zapowiedziano już paraliż na świąteczną trzydniówkę 1-3 maja. Natychmiast rozpoczęło to przygotowania noclegowej oferty podziemnej, na którą popyt będzie ogromny. Wielkanocne obrazy np. ze słynnej zakopianki przepowiadają również igrzyska majówkowe. Bez wprowadzenia któregoś z konstytucyjnych stanów nadzwyczajnych policja nie ma żadnych uprawnień np. do zawracania samochodów, zaś kierowcy nie mają obowiązku deklarowania, dokąd i na jak długo jadą. Majówka generalnie będzie miernikiem aktualnego poziomu zaufania obywateli do państwa tzw. dobrej zmiany.

Jaśniejszym punktem ponurego komunikatu ministra zdrowia był sygnał możliwej regionalizacji rygorów. Najwygodniejsze dla władców traktowanie całej Polski jedną miarką to nieuczciwy element rządowej taktyki (strategia nie istnieje) przeciwdziałania COVID-19. Żenujące jest także „besztanie” w propagandzie władzy całych regionów, zwłaszcza Mazowsza i Śląska, za ich przewodzenie w statystyce zakażeń. W tym przekazie absurdem jest posługiwanie się liczbami bezwzględnymi, przecież populacja województw jest ogromnie zróżnicowana. Przoduje mazowieckie (to wpływ Warszawy) z ponad 5,4 mln mieszkańców, śląskie liczy ponad 4,5 mln, zaś brązowy medal dzielą dwa – wielkopolskie ma 3,5 mln, a małopolskie ponad 3,4 mln. Trójka najmniejsza to podlaskie z populacją 1,2 mln, lubuskie zamieszkiwane przez nieco ponad 1 mln i wreszcie opolskie – prawie 1 mln. Podobno władcy mentalnie dojrzewają do przewrotu kopernikańskiego, po którym poziom epidemii będzie przeliczany na 100 tys. mieszkańców. Obecnie tzw. ściana wschodnia cierpi za niewinność. Ciekawe, że rząd PiS to zagłębie własnego elektoratu dowartościowuje, ale zarazem paraliżuje restrykcjami nieuzasadnionymi danymi lokalnymi.

Z okazji studniówki przed Igrzyskami XXXII Olimpiady w Tokio premier Mateusz Morawiecki osobiście oznajmił prewencyjne zaszczepienie ekipy. Uwzględniona została także reprezentacja piłkarska, która jeszcze wcześniej zagra w finałach EURO 2020. Wyprawa olimpijska obejmie 200-240 zawodników, ze sztabami i działaczami to ponad 1070 osób, zaś kadra piłkarska z otoczką PZPN liczy około 60. Decyzja oczywista, chociaż premier nie doprecyzował trybu prawnego. Niedawno do tzw. pierwszego etapu szczepień dopisano w rozporządzeniu tajemniczą kategorię „16) osoby bezpośrednio zapewniające funkcjonowanie podstawowej działalności państwa”, ale dla obu ekip sportowych pewnie zostanie dodany następny punkt specjalny. Od razu nasuwa się pytanie, czemuż szybszą ścieżką nie zostaną objęte reprezentacje na inne mistrzostwa Europy czy świata.

Prezesi Andrzej Kraśnicki (PKOl) i Zbigniew Boniek (PZPN) docenili rządowy gest, który przed igrzyskami Tokio 2020 oraz finałami EURO 2020 był oczywistością. Fot. Krystian Maj / KPRM

Mnie zaś właśnie dopadła... nie, nie zaraza, tylko jej mikrodawka, czyli szczepionka. Rzecz jasna nie skorzystałem z przepisu przytoczonego powyżej, po niemal zapomnianej już rejestracji przyszło nagle na komórkę wezwanie z systemu e-Zdrowie. Skumplowałem się z brytyjsko-szwedzkim preparatem wektorowym AstraZeneca (na razie pierwszą dawką), który najlepiej rozpoznał brytyjską mutację SARS-CoV-2. Komisja Europejska ponoć może nie przedłużyć kontraktów z koncernami produkującymi szczepionki wektorowe, ale obecnie mają one na terytorium Unii Europejskiej pełne prawa stosowania. Co zaakceptowało również moje lewe ramię.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane