Dobrych informatyków już brakuje na rynku, a będzie ich jeszcze mniej. Podkupują ich zachodnie firmy i oddziały międzynarodowych korporacji w Polsce.
Paweł Dębski doskonale rozumie, dlaczego większość jego znajomych informatyków i programistów pracuje za granicą. Sam kilka lat temu realizował projekty kolejno w Emiratach Arabskich, Niemczech i Holandii. Gdy w Polsce nie dostał interesującej i atrakcyjnej finansowo oferty, przez internet poszukał lepszej. Spakował walizki i wyjechał z kraju. W 2002 r. z zapasem gotówki powrócił i założył własną firmę software’ową eConsulting. Zatrudnia pięciu pracowników. Stara się im oferować jak najbardziej atrakcyjne warunki, bo na polskim rynku jest ogromny popyt na dobrych specjalistów.
— Realizują projekty dla klientów z UE, Szwajcarii i Bliskiego Wschodu. Otrzymują pensję plus premię za zadania, biorą udział w szkoleniach. W granicach rozsądku korzystają w celach prywatnych ze służbowych komórek i swobodnie z laptopów. Wpływają na decyzje o zakupie sprzętu komputerowego do firmy — opisuje Dębski.
Mimo to w eConsulting ciągle brakuje nowych pracowników.
— Wielu kandydatów ma zbyt wysokie wymagania finansowe, inni chcą się specjalizować tylko w określonym obszarze, na przykład w finansach. Myślę o wprowadzeniu dodatkowych elementów motywacyjnych. Zamierzam najlepszym pracownikom zaproponować udziały w spółce i może kupić dla nich samochody — mówi Paweł Dębski.
Exodus
Półtora roku temu jeden z pracowników eConsultingu wyjechał do USA na zaproszenie renomowanej firmy informatycznej. Dębski się temu nie dziwi. Za granicą specjaliści z branży zarabiają średnio o 50 proc. więcej niż w Polsce.
— W Niemczech przeciętny informatyk dostaje blisko 5 tys. dolarów brutto miesięcznie, w Wielkiej Brytanii powyżej 4 tys. USD. W Polsce może liczyć średnio na 2 do 4 tys. zł brutto — mówi Kazimierz Sedlak, właściciel agencji Sedlak & Sedlak, zajmującej się analizą wynagrodzeń.
Z raportu IDC (International Data Corporation) wynika, że do 2008 r. w Unii Europejskiej zabraknie pół miliona ekspertów od technologii sieciowych.
— W polskiej branży informatycznej płace nie są wystarczające, aby zatrzymać odpływ pracowników na Zachód — podkreśla Dorota Kulesza, menedżer w agencji Randstad Infostaff.
Z badań Randstad Infostaff wynika, że w 2004 r. wynagrodzenia w tej branży wzrosły w naszym kraju średnio o 10 proc.
— W walce o najlepszych pracowników rodzime firmy zyskały silnych konkurentów w postaci dużych centrów kompetencyjnych i oddziałów wsparcia. Są one przenoszone do Polski przez międzynarodowe korporacje ze względu na niższe koszty pracy — mówi Dorota Kulesza.
Zdaniem Radosława Porczyńskiego, zastępcy dyrektora ds. wdrożenia SAP, kluczem do zatrzymania w firmie pracownika IT jest przede wszystkim wiedza o tym, co go motywuje.
— Dla mnie jako menedżera w tej branży najważniejsza jest praca przy dużych ogólnopolskich lub międzynarodowych projektach, gdzie można zdobywać dodatkowe umiejętności w zarządzaniu. Istotne, aby wdrażany projekt opierał się na nowoczesnych rozwiązaniach. Gratyfikację finansową stawiam na drugim miejscu — mówi Radosław Porczyński.
Dla programistów liczy się możliwość ciągłej specjalizacji, dostęp do najnowocześniejszych technologii. Inżynierowie oprogramowania z kolei chcą uczestniczyć w ciekawych projektach, które stałyby się silną pozycją w ich życiorysie.
Informatyków motywuje najczęściej perspektywa awansu na kierownika projektu.
— Moi pracownicy przeszli w ostatnim półroczu dwa szkolenia z zakresu SAP. Dzięki zdobytej wiedzy oraz zaangażowaniu we wdrożenie SAP stają się bardziej wartościowi na rynku pracy — przekonuje Radosław Porczyński.
Przyjazny klimat i bonusy
— W ich przypadku nie sprawdzają się standardowe rozwiązania. Lubią swobodną atmosferę w pracy, nieformalny strój, otwartą komunikację z przełożonym. To indywidualiści. Jedna z zagranicznych firm dawała zatrudnionym służbowe hondy. Zmieniła jednak tę politykę i wyznaczyła dla pracowników kwoty na zakup pojazdu. O marce i modelu decydowali sami. Po tym posunięciu wzrosła wydajność zespołu — zauważa Stefan Kowalski, konsultant HR w FPA Group, który wdraża w firmach systemy motywacyjne.
W firmach i działach IT najlepiej sprawdza się tzw. system kafeteryjny.
— Pracodawcy mogą przygotować różne bazy bonusów, a pracownicy w zależności od pozycji mogą wybierać coraz więcej elementów. Na przykład baza składa się z laptopów, samochodów służbowych, szkoleń. Specjalista może wybrać np. 2 elementy, a ewentualna kwota refundacji dla niego wynosi np. tysiąc złotych — mówi Stefan Kowalski.