Inicjatywa spotkania Komisji Europejskiej (KE) z Grupą Wyszehradzką (V4) powinna była wypłynąć z Brukseli już dawno. W unijnych traktatach i strukturach V4 nie istnieje, ale ostatnio stała się głośnym bytem politycznym. Kreatywność Wyszehradu tak naprawdę zawęża się do wspólnej niezgody czterech rządów na relokację uchodźców. Czerwcowe spotkanie premierów V4 oraz Beneluksu w Warszawie potwierdziło, że jedynym punktem łączącym obie grupy jest zamiar wyegzekwowania od Zjednoczonego Królestwa maksimum należności budżetowych przed brexitem. W innych strategicznych i palących kwestiach różnice są wręcz biegunowe.

Jean-Claude Juncker nieprzypadkowo przekazał propozycję właśnie goszczącemu w Brukseli premierowi Robertowi Fico. Dobrze im się współpracowało podczas słowackiej prezydencji Rady Unii Europejskiej w drugim półroczu 2016. Ale najważniejsze, że dzięki inteligentnemu rozegraniu kwestii uchodźców Słowacja jest jedynym państwem V4, którego nie objęła wszczęta przez KE procedura ws. uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego UE. Obecnie organizatorem wyszehradzkich spotkań jest premier Viktor Orbán, ale tego wewnętrznego ustalenia V4 przewodniczący KE nie wziął pod uwagę. Robert Fico naturalnie poparł ideę dwustronnego szczytu, ale lojalnie przekaże temat węgierskiemu koledze. W sierpniu polityczna Bruksela wymiera, zatem spotkania KE — V4 realnie można spodziewać się najwcześniej we wrześniu. Najbardziej skrótowy komentarz do tej inicjatywy zapisany jest w tytule.
PS Prenumeratorom załączonego do dzisiejszego „PB” magazynu „Weekend” wyjaśniam, że notka „Błyskawiczna pacyfikacja Sądu Najwyższego” zamieszczona tam na str. 4 oddana została do druku między zakończeniem procedowania ustawy w Sejmie i Senacie a prezydenckim wetem.