Indeks WIG 20 nie pokona szybko bariery 1,5 tys. pkt

Sebastian Gawłowski
opublikowano: 2002-01-29 00:00

Bliskość psychologicznej bariery 1,5 tys. punktów w przypadku indeksu WIG 20 sprawia, że rośnie liczba chętnych do realizacji zysków. Zdaniem większości analityków, rynek zdyskontował już wszystkie pozytywne informacje i raczej nie starczy mu sił na pokonanie tej granicy.

W efekcie trwającej od października ubiegłego roku fali wzrostowej wartość głównych indeksów zwiększyła się średnio o 40 proc. Wskaźnik grupujący 20 największych firm giełdowych — WIG 20 — znalazł się w pobliżu poziomu 1,5 tys. pkt, który powszechnie uważany jest za docelowy dla dotychczasowej fali wzrostowej. Większość analityków uważa, że jeszcze nie przyszedł czas na sforsowanie tej bariery.

— Dzięki dynamicznej aprecjacji indeks WIG 20 doszedł do poziomu, który był uznawany za prognozowany zasięg zwyżek. Tym samym na rynku rośnie prawdopodobieństwo wystąpienia korekty. Warto jednak zwrócić uwagę, że w dalszym ciągu część polskich akcji jest agresywnie akumulowana. Teoretycznie wystarczyłaby nawet tylko jedna pozytywna wiadomość, by zmobilizować inwestorów do ataku na tę barierę. Po wczorajszej sesji szanse na jej przebicie jednak istotnie zmalały — ocenia Andrzej Łucjan, analityk BM BPH.

Do dynamicznych zwyżek kursów akcji w ostatnim okresie przyczyniły się głównie oczekiwania co do obniżki stóp podczas styczniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej.

— Redukcja stóp procentowych o 150 punktów, na którą liczy rynek, jest już całkowicie uwzględniona w cenach — dodaje Andrzej Łucjan.

— Obserwowane wczoraj spadki należy uznać za próbę wyprzedzenia decyzji RPP przez uczestników rynku. Z tego powodu po zakończeniu posiedzenia rady nie spodziewam się większego załamania na giełdzie — mówi Dariusz Nawrot, analityk DM PBK.

Specjaliści zwracają uwagę, że w dłuższym horyzoncie impulsem, który przesądzać będzie o koniunkturze na GPW, jest powrót na ścieżkę wzrostu naszej gospodarki.

— Dotychczasowe zwyżki nie miały podstaw fundamentalnych. Tymczasem nadzieje na przyspieszenie wzrostu PKB są bardzo duże. W rezultacie już sam fakt uwidocznienia poprawy sytuacji, chociażby we wskaźnikach makroekonomicznych, będzie wystarczającym pretekstem do kupna walorów — twierdzi Andrzej Łucjan.

Inwestorzy zaczynają również po cichu liczyć na zmianę nastawienia Rady Polityki Pieniężnej i kontynuację polityki cięć stóp rzędu 250 -300 pkt w pierwszym półroczu.

— Jeśli dodatkowo złoty ulegnie dalszemu osłabieniu — o około 5 proc. — do zakupów dokonywanych przez otwarte fundusze emerytalne dołączą też zapewne inwestorzy zagraniczni — prognozuje Sebastian Słomka, analityk, BDM PKO BP.

Z kolei Dariusz Nawrot zwraca uwagę, że kwestią otwartą pozostaje jednak skala ożywienia gospodarczego.

— Nie należy spodziewać się, że będzie duża, co może zdecydowanie osłabiać chęć do kupna akcji — zaznacza specjalista DM PBK.

Największego zagrożenia dla dalszej poprawy na GPW należy szukać przede wszystkim za granicą. Okresowo, pod wpływem czynników lokalnych, korelacja rodzimego rynku z rynkami zachodnimi maleje. Jednak w dłuższym terminie GPW podąża za wytycznymi napływającymi z amerykańskich i europejskich parkietów.

— W ostatnim czasie dysproporcja między sytuacją na GPW a rynkami zachodnimi stała się bardzo wyraźna. Spodziewam się, że na najbliższych sesjach polski rynek powinien zachowywać się relatywnie słabiej i ten dystans będzie się niwelował — spekuluje analityk DM PBK.

Mimo pozytywnego w tonie wystąpienia Alana Greenspana, szefa Rezerwy Federalnej, i oczekiwań kontynuacji redukcji stóp przez Fed, analitycy nie są przekonani co do perspektyw wzrostu największej gospodarki świata.

— Sytuacja na giełdach zachodnich wciąż jest niejasna. Impulsem do jej pogorszenia może być pogłębienie się objawów recesji w USA — wyjaśnia Andrzej Łucjan.

Zbliżający się termin publikacji wyników za ostatni kwartał 2001 r. również nie będzie sprzyjał wzrostom na giełdzie. Choć słabe wyniki są już uwzględnione w cenach, a reakcja rynku powinna być neutralna, niewykluczone są indywidualne niespodzianki, mogą zachwiać kursem poszczególnych walorów. Mimo że uczestnicy rynku spodziewają się słabych rezultatów, są one już raczej faktem historycznym. Inwestorzy przykładają obecnie większą wagę do przyszłych rezultatów, a tu, niestety, nie ma żadnej gwarancji, że w kolejnych kwartałach zanotują one istotny progres.

Okiem eksperta

Korekta jest potrzebna

W średnim terminie sytuacja na rynku wciąż jest jak najbardziej pozytywna. Korekta jest czymś naturalnym na wzrostowym rynku i jak pokazuje historia obecnego trendu, pomagała w jego kontynuowaniu. Poziom 1,5 tys. punktów dla WIG 20 jest za często wspominany jako docelowy poziom wzrostów. Wydaje się, że tu faktycznie może nastąpić osłabienie, jednak niewykluczone że jeszcze w trakcie obecnej fali wzrostowej WIG 20 może sięgnąć poziomu 1,7 tys. punktów. Cięcie stóp o 250 - 300 punktów w najbliższych miesiącach jest jednym z istotnych warunków przybliżającym rodzimą gospodarkę do powrotu na ścieżkę wzrostu. Czynnik ten będzie decydował o sytuacji na giełdzie w dłuższym horyzoncie.

Waldemar Bojara

doradca inwestycyjny DM BOŚ

Wyczerpany potencjał

Obecnie wszystkie czynniki pobudzające styczniową falę wzrostową zostały już zdyskontowane. Posiedzenie RPP powinno być przełomem, który przyniesie głębszą korektę. Jednak, jeżeli rada zdecyduje się na redukcję stóp rzędu 200 punktów bazowych, może to wywołać jedno-, dwusesyjne wzrosty, po których dopiero nastąpi właściwa korekta. Moim zdaniem, jej zasięg dla WIG 20 można szacować na 1,3 tys. — 1350 punktów. Po zakończeniu korekty spodziewam się, że fala wzrostowa będzie kontynuowana. Na koniec roku wartość indeksu największych spółek może wynieść około 1,8 tys. punktów. Jak z tego wynika, korekta może okazać się bardzo dobrym momentem do akumulowania akcji.

Sebastian Słomka

kierownik Działu Analiz BDM PKO BP