Polski rynek akcji nadal jednym z najsłabszych na świecie
Zanosi się na kolejna falę spadków. WIG20, WIG oraz wskaźniki małych i średnich spółek przebiły tegoroczne minima.
Czerwiec na giełdzie rozpoczął się bardzo źle. Po siedmiu sesjach miesiąca indeksy WIG i WIG20 tracą ponad 6 proc. To głównie rezultat pięciu ostatnich sesji, na których WIG20 stracił 6,44 proc. Irytacja polskich inwestorów jest tym większa, że nasz rynek znowu — tak jak na początku roku — spada szybciej niż czołowe giełdy na świecie. W czerwcu londyński indeks FTSE i nowojorski DJIA straciły mniej więcej po 3,5 proc. Tymczasem tylko wczoraj na warszawskim parkiecie podstawowe indeksy traciły ponad 3 proc.
— Nasz rynek już w kwietniu był jednym z najsłabszych na świecie i nic się nie zmieniło. Nadal problemem warszawskiej giełdy jest brak świeżego kapitału i reakcja na dane makro, rosnącą inflację i kiepskie dane o bezrobociu w USA — mówi Marcin Kiepas, analityk XTB.
Marnym pocieszeniem jest to, że są jeszcze rynki gorsze od naszego. Wczoraj na giełdzie w Szanghaju główny indeks stracił 8 proc. Wszystko przez obawy o zmniejszenie akcji kredytowej po podwyższeniu minimalnego poziomu rezerw bankowych.
Bernanke z pomocą
Inwestorów w kraju i za granicą martwi rekordowo droga ropa i perspektywa rosnącej inflacji. Wczoraj za baryłkę surowca płacono prawie 136 dolarów, tylko o 3 dolary poniżej rekordu wszech czasów. Sytuację próbował ratować Ben Bernanke, szef amerykańskiej Rezerwy Federalnej (Fed). W poniedziałkowym wystąpieniu mówił, że niebezpieczeństwo pogrążenia się amerykańskiej gospodarki w głębokiej recesji wydaje się słabnąć mimo piątkowych doniesień o wzroście bezrobocia.
— Choć aktywność gospodarcza w tym kwartale będzie prawdopodobnie niska, to ryzyko, że gospodarka wkroczyła w poważną recesję w ostatnim miesiącu, najwyraźniej się zmniejszyło — uspokajał Ben Bernanke.
To nie wystarczy, by nakłonić inwestorów do powrotu na rynek akcji, zwłaszcza nad Wisłą. Nasilające się spadki grożą, że główne indeksy wybiją się dołem z konsolidacji. To oznacza przyspieszenie zjazdów.
— Od czterech miesięcy mamy trend boczny. Na światowych giełdach znówu psuje się koniunktura, co grozi nam wybiciem w dół. Z analizy technicznej wynika, że WIG20 może spaść do 2500 pkt, a indeks WIG do 40 tys. — mówi Marcin Kiepas.
Bez paniki
Analitycy radzą, by nie ulegać panice, bo to może tylko zaszkodzić. Trzeba śledzić kolejne dane makro, głównie ze Stanów Zjednoczonych, i informacje z globalnych rynków.
— Jeśli z USA będą napływać kolejne złe informacje, wpłynie to negatywnie na nasz rynek. Jednak wierzę, że najgorsze mamy za sobą, a w najbliższym czasie warszawski parkiet powinien poruszać się w trendzie bocznym — uważa Marek Świętoń, analityk Ipopema Securities.
Specjaliści podkreślają, że w polskiej gospodarce nie dzieje się nic złego.
— Na rynku nie widać paniki, więc nie grozi nam drastyczne załamanie. Bronią nas silne fundamenty. Sądzę, że rynek jest w stanie ruszyć w stronę 3000 pkt na WIG20 — przyznaje Sebastian Siejko, makler Unicredit CA IB Polska.
Jeśli dojdzie do kolejnego tąpnięcia na GPW, odważniejsi gracze mogą wykorzystać je do zakupów przecenionych akcji.
— Ewentualna kolejna fala spadkowa może być ostatnią z dużych. Dlatego spadki mogą okazać się dobrym momentem do zakupów — uważa Marcin Kiepas.
Niewykluczone, że zakupy rozpoczną się już wkrótce.
— Popyt powinien się pojawić, bo wyceny wielu spółek są już atrakcyjne — ocenia Sebastian Siejko.