Dziś pierwsze w tym roku posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (ECB). Najpewniej nie zaskoczy inwestorów — główna stopa procentowa pozostanie bez zmian (4 proc). Z kolei Jean-Claude Trichet, prezes ECB, kolejny raz powie, że nadrzędnym celem prowadzonej polityki jest walka z inflacją. To nieśmiertelny dogmat, będący fundamentem każdej polityki monetarnej. Ostatnio budzi jednak coraz większe wątpliwości.
Czy polityka ECB, będąca sztuką kompromisu w pogodzeniu interesów 15 krajów strefy euro, jest właściwa? Euro stało się jedną z najmocniejszych walut na świecie, głównie właśnie za sprawą restrykcyjnej polityki ECB. To z czasem zmniejszy konkurencyjność europejskich produktów na rynkach globalnych. Niedawno mieliśmy mały skandal związany z zapowiedziami Airbusa o przeniesieniu produkcji poza Europę. Tak czy inaczej, przy założeniu globalnej, trwającej kilka lat recesji, zbyt silne euro może mieć fatalne skutki.
Warto zatem spojrzeć na wszystko z pragmatycznego punktu widzenia. Bo czy wzrost cen żywności i energii na świecie będzie na tyle trwały, by nie pozwolić na zmniejszenie presji cenowej w najbliższych miesiącach? Czy nie warto rozważyć zmiany rynkowych akcentów, skupiając się na ryzyku spowolnienia gospodarki? To nasiliłoby pojawiające się spekulacje dotyczące możliwego cięcia stóp przez ECB w końcu roku, co mogłoby doprowadzić do większej przeceny notowań europejskiej waluty. I zadowoleni z tego byliby nie tylko tamtejsi politycy, ale zwłaszcza przedsiębiorcy. Warto się tym zainteresować, bo z czasem i my w pełni dołączymy do wielkiej europejskiej rodziny.
Marek Rogalski