Czeka nas kilka nerwowych miesięcy, ale ostry rajd na koniec roku wywinduje GPW. I to sporo — mówią zarządzający.
ING TFI należało do największych optymistów w noworocznej ankiecie "Pulsu Biznesu". Jego zarządzający obstawiali, że na koniec roku WIG wzrośnie do 50 tys. pkt. Lipiec się kończy, a główny indeks wzrósł o niespełna 2 proc. i nie dobił nawet do 41 tys. pkt.
— Nadal jesteśmy optymistami, ale nieco mniejszymi niż na początku roku. Zakładamy, że do końca roku WIG wzrośnie do 47 tys. pkt, czyli o około 15 proc., licząc od obecnego poziomu. Polska gospodarka ma silne fundamenty, o czym świadczą choćby dane o rosnącej produkcji. Spółki wykażą wzrost zysków, a wyceny są w pobliżu historycznych średnich — mówi Maciej Bombol, dyrektor inwestycyjny ING TFI.
Smutna jesień
Wzrost GPW o 15 proc. do końca roku to bazowy scenariusz ING TFI. A pesymistyczny?
— Nie wierzę w duże spadki. W negatywnym scenariuszu na koniec roku będziemy na obecnym poziomie. Ale to będzie oznaczało okazję do zakupu akcji. Ten scenariusz jest dużo mniej prawdopodobny — zaznacza Maciej Bombol.
Optymistyczna prognoza nie oznacza wcale, że inwestorów czeka sielanka.
— Trwający obecnie trend boczny skończy się spadkami i wrzesień, październik mogą być nerwowe. Ale koniec roku będzie lepszy — mówi Maciej Bombol.
Jego zdaniem, warto inwestować teraz w akcje, bo w długim terminie da się na nich zarobić istotnie więcej niż na lokatach czy obligacjach.
Obligacje w dołku
Zarządzający ING radzą, by zamiast na blue chipy lepiej teraz postawić na małe i średnie spółki.
— Wyceny małych i średnich spółek są atrakcyjne. To one najbardziej korzystają na ożywieniu gospodarczym i wykazują poprawę wyników. Historycznie przynosiły najwyższe stopy zwrotu — mówi Maciej Bombol.
Za atrakcyjne sektory uznaje banki i budownic- two.
— Obecne wyceny polskich banków są wysokie i atrakcyjniejsze są banki w regionie, ale mają bardzo dobre perspektywy — poziom ubankowienia Polaków jest na niskim poziomie, co daje podstawy do wzrostu. Firmy budowlane będą korzystały na inwestycjach finansowych przez Unię — tłumaczy Maciej Bombol.
Skończył się natomiast czas imponujących zysków z polskich obligacji.
— Przez trudną sytuację fiskalną krajów południowej Europy pojawiają się obawy o trwałość ożywienia gospodarczego. To może przekładać się na wzrost awersji do ryzyka i mimo stabilnej sytuacji budżetu rentowność polskich obligacji może rosnąć tak jak w maju — mówi Maciej Bombol.