Innowacje jak seks przerywany

Mirosław Konkel
06-04-2011, 11:39

Innowacyjność pracownika liczy się tylko dla co trzeciego przedsiębiorcy. Pozostali wolą biernych, miernych, ale wiernych.

Z innowacyjnością w polskich firmach jest jak ze stosunkiem przerywanym. Daje przyjemność, ale nie do końca. Niby szef żąda od ciebie pomysłów, ale gdy mu je zgłaszasz, widzisz jego niezadowoloną minę. Nie jest przecież na tyle nierozsądny, by podjąć ryzyko związane z proponowaną przez ciebie zmianą. Taki smutny wniosek płynie m.in. z badań zrealizowanych przez dr Dagmarę Lewicką, socjolog z Wydziału Zarządzania Akademii Górniczo-Hutniczej (AGH) w Krakowie, która współpracuje z firmami szkoleniowymi i doradztwa personalnego.

Wielu pracodawców nie docenia pomysłów swoich ludzi.
Zobacz więcej

Wielu pracodawców nie docenia pomysłów swoich ludzi.

Na pozór wszystko wygląda pięknie. Aż 78 proc. menedżerów, biorących udział w sondażu zrealizowanym przez dr Lewicką, deklarowało, że od zatrudnionych oczekuje inicjatywy. Zaś 70 proc. stwierdziło, że nowe pomysły są w firmie akceptowane. Dwie trzecie respondentów oświadczyło, że w ich spółkach cenione są kompetencje związane z innowacyjnością i przedsiębiorczością. Ośmiu na dziesięciu ankietowanych powiedziało, że podwładni mają możliwość podnoszenia kwalifikacji, a w przedsiębiorstwie jest swoboda przepływu informacji. Natomiast siedmiu na dziesięciu badanych oświadczyło, że pracownicy dość często mają dostęp do firmowych zasobów wiedzy.

Deklaracje deklaracjami, a jaka jest rzeczywistość?

Pozorne działania

Z analiz dr Lewickiej wynika, że ponoszenie ryzyka jest akceptowane jedynie w czterech na dziesięć firm i tylko w co drugiej zatrudnieni mają możliwość decydowania o sposobie wykonywania pracy. Tymczasem właśnie ta samodzielność - podkreśla socjolog z AGH - jest kluczowa w dopracowywaniu i testowaniu innowacji. Nikt rozsądny - twierdzi ekspertka - nie przedstawia przecież pomysłu, o którym nie wiadomo, czy działa i jakie przynosi efekty.

Ze szkoleniami wspierającymi rozwój innowacyjności też mogłoby być dużo lepiej. Takie zajęcia organizowane są w 50 proc. badanych przez socjolog firm. Sęk w tym, że w połowie przypadków nie ma narzędzi oceny praktycznych wyników takich kursów, choćby prostego podliczenia liczby innowacyjnych pomysłów złożonych do menedżera w ciągu miesiąca.

- Są to więc najprawdopodobniej szkolenia realizowane na zasadzie "aby było coś do wpisania w roczny raport", nie zaś inicjatywy zgodne ze strategią firmy, po których oczekuje się konkretnych efektów innowacyjnych - uważa dr Dagmara Lewicka.

Lepiej się nie wychylać

Na inny problem zwraca uwagę Katarzyna Królak-Wyszyńska, partner w firmie doradczej Innovatika. Jak stwierdza, przedsiębiorcy wydają spore pieniądze na szkolenia pracowników niższego szczebla z innowacyjności, a kompletnie zapominają o przygotowaniu w tym kierunku menedżerów liniowych, dyrektorów i zarządu. Dlatego kadra kierownicza nie ma nawet szansy nabyć otwartości, pozwalającej na zaakceptowanie rewolucyjnych rozwiązań.

- Gdy przeszkoleni pracownicy przedstawiają swoje koncepcje nie przeszkolonym menedżerom, często trafiają na mur korporacyjnej obojętności i oportunizmu. Pomysły kurzą się na biurkach przepracowanych menedżerów, bo nikt na nie nie czeka - zauważa Katarzyna Królak-Wyszyńska.

Polepszeniu klimatu dla innowacyjności nie sprzyja również polityka kadrowa przedsiębiorstw.

- Zaledwie jedna trzecia firm podejmuje działania przyciągające pracowników kreatywnych i przedsiębiorczych - zauważa dr Dagmara Lewicka.

Optymizmem nie napawają również badania Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP). Pokazują, że idealny pracownik według polskich przedsiębiorców to osoba lojalna: wierny szefowi fachowiec, który nie musi za dużo myśleć. Dla 88 proc. pracodawców liczy się głównie pracowitość. Jest dla nich bez znaczenia, czy przychodzący na rozmowę kwalifikacyjną człowiek zna języki obce. Nie pytają też o jego mobilność czy gotowość do zmian.

Innowacyjność zatrudnionych jest ważna tylko dla co trzeciego właściciela małej i średniej firmy badanej przez PARP. Od ryzyka nasi przedsiębiorcy wolą stabilność i bezpieczeństwo. Co gorsze, kryzys utrwalił w nich postawy asekuracyjne. Dowodem na to jest spadek odsetka firm, które cenią u podwładnych samodzielność - z 71 proc. w 2009 r. do 58 proc. w zeszłym roku. Ich motto: nie wychylać się i przetrwać złe czasy.

No, ale podobno nadchodzą lepsze czasy - czy wraz z nimi pojawi się większa otwartość na innowacje?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Innowacje jak seks przerywany