Innowacje to szansa dla branży

opublikowano: 24-04-2015, 00:00

ROZMOWA Z PROF. ROMANEM KOŁACZEM, REKTOREM UNIWERSYTETU PRZYRODNICZEGO WE WROCŁAWIU, LEKARZEM WETERYNARII

„Puls Biznesu”: Czy zauważył pan, że kiedy w Polsce mówimy o innowacyjności, to zawsze w odniesieniu do przemysłu?

WYZWANIE:
WYZWANIE:
Produkcja żywności to jedno z najważniejszych wyzwań dla świata. dlatego potrzebuje ona stałej stymulacji — podkreśla prof. Roman Kołacz, rektor Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, lekarz weterynarii.

Prof. Roman Kołacz: Przede wszystkim za dużo mówimy, a za mało wdrażamy. W raporcie Innovation Union Scoreboard klasyfikującym kraje europejskie pod kątem innowacyjności nawet awansowaliśmy w 2014 r. z grupy słabych innowatorów do grupy umiarkowanych. Ale rzeczywista poprawa jest nieznaczna — wśród 34 państw jesteśmy na 29 miejscu, m.in. przed Rumunią, Łotwą i Estonią.

Innowacyjność i rolnictwo nie idą w parze?

I dlatego potrzeba stymulacji! Produkcja żywności to jedno z najpoważniejszych wyzwań świata, na którym 920 mln osób głoduje. Do 2050 r. produkcja żywności powinna wzrosnąć 2,5-krotnie. A przecież terenów pod uprawy i pastwiska ani wody nam nie przybędzie. Innowacyjność na wsi ma znaczeniew perspektywie cywilizacyjnej, ogólnoludzkiej, ale także w skali mniejszej: rolnictwo to miejsce pracy ponad 1,8 mln Polaków. Zanim zbudujemy wysoką pozycję w świecie jako producenci np. procesorów czy maszyn, już ją mamy jako producenci żywności.

Mimo powszechnego narzekania, że produkcja rolna jest nieopłacalna?

Dla jednych opłacalna, a dla innych nie. Na Dolnym Śląsku mamy na przykład gospodarstwa kilkusethektarowe, stosujące nowoczesną technologię, środki ochrony nowej generacji, innowacyjne rozwiązania. Te gospodarstwa zarówno w uprawie polowej, jak i w hodowli zwierzęcej mają dochody na poziomie europejskim. Ale w całej Polsce mamy wciąż za dużo drobnych gospodarstw, ponad połowa z nich użytkuje nie więcej niż 5 hektarów, mają o wiele gorsze wyniki, niższą opłacalność. To oznacza, że ich właściciele żyją biedniej.

Tymczasem w Unii Europejskiej nacisk kładzie się na zrównoważone rolnictwo, nie olbrzymie latyfundia, jakie u nas powstają gdzieniegdzie na zachodzie kraju, ani nie kilkuhektarowe płachetki, które produkują głównie tradycyjnymi metodami i zaspokajają najwyżej własne potrzeby. Gospodarstwa 200, 300-hektarowe to jest dobry standard i podstawa opłacalności.

Skoro tych mamy najmniej, nie mamy czym konkurować…

O biznesowym potencjale sektora świadczy najlepiej to, że mimo niekorzystnej struktury i przewagi rozdrobnionych gospodarstw jesteśmy jednym z europejskich liderów. Wartość produkcji daje nam 7. miejsce w Europie. Polska jest największym w Europie producentem pszenżyta, jabłek, czarnej porzeczki, pieczarek, ziemniaków. W produkcji mięsa drobiowego, mleka w proszku, masła mamy 3. miejsce na kontynencie. I te sektory produkcji są najbardziej

innowacyjne. Oczywiście nie wystarczy wyprodukować, wyhodować, trzeba jeszcze zrobić to najtaniej i umieć dobrze sprzedać — i to wciąż nasza lekcja do odrobienia. Bo rynek działa w dwie strony i jeśli rolnik niemiecki taniej wyprodukuje, to u nas sprzeda. A niestety importujemy nie tylko banany i pomarańcze, które tutaj nie rosną, ale także wieprzowinę.

Bo za mało jej produkujemy?

Za mało, bo produkcja nie była opłacalna. Nie była opłacalna, bo była źle prowadzona. Jeżeli hodowca duński jest w stanie uzyskać 30, a nawet więcej prosiąt od jednej lochy, a polski 15 — to koszty produkcji są nieporównywalne. Ta sama rasa, podobne warunki, tylko tamci producenci mają i chcą mieć wiedzę o tym, jak różnymi metodami wspierać hodowlę i osiągać lepsze wyniki produkcyjne. I im się opłaca. Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu bardzo zabiega, żeby udrożnić przepływ wiedzy do producentów.

Czy są na tyle otwarci?

Większe gospodarstwa prowadzą ludzie dobrze wykształceni, bardziej otwarci na innowacje. Nie zawsze korzystają z innowacji za pośrednictwem instytutów czy uczelni. Często przez duże firmy produkujące dla rolnictwa maszyny lub środki ochrony, dla których prowadzą pilotażowe gospodarstwa wdrożeniowe. Oczywiście nie można założyć, że rolnictwo stanie się innowacyjne i konkurencyjne tylko na skutek oddziaływania dużych koncernów. One często propagują zunifikowane rozwiązania, nie zawsze dostosowane do lokalnych warunków. I to zadanie dla uczelni działających w regionach. Jeśli jest w Sudetach grupa producentów wołowiny, to właśnie naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu wiedzą, czym wołowina sudecka ma się wyróżniać, jak prowadzić hodowlę, czym karmić, kiedy i jakie zabiegi wykonać, żeby to był dochodowy biznes.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Gołasa

Polecane