Iwona Wolna wróciła z USA do Polski i... wykorzystuje nasz kraj do ekspansji. W sprzedaży świetlików za granicą bardzo pomaga internet.
„PB”: Studio Dom proponuje świetlik rurowy — cóż to takiego?
Iwona Wolna, zastępca prezesa, współwłaściciel Studia Dom: Jest to urządzenie składające się z giętkiej rury, która wprowadza naturalne światło do niedoświetlonych pomieszczeń.
Skąd pomysł na zajęcie się tak niszowym produktem?
— Działanie w niszy to szansa na wyszarpanie miejsca na rynku, szczególnie dla mniejszych firm. Innowacje są modne. W 1997 r. po ponad 20 latach pobytu w USA postanowiłam odwiedzić polskie rodzinne strony. Podczas tej sentymentalnej wycieczki zrodził się konkretny biznesowy plan. Postanowiłam „oświetlić” Europę w zupełnie nowy sposób, znany dotąd tylko w USA i Australii.
Polska stała się bazą wypadową. Dlaczego?
— Chciałam powrócić z emigracji i odnaleźć polskie korzenie. Inna sprawa, że Polska leży w sercu Europy. Zadecydowała lokalizacja i to, że kraj dysponuje wykształconymi kadrami.
Jak polski rynek przyjął produkt?
— Lata 1997-98 były naznaczone piętnem kryzysu w branży budowlanej. Klienci nie poszukiwali nowinek. Szybko zaczęliśmy szukać rynków zbytu w zachodniej Europie. Najbliższa mi była Wielka Brytania, ze względu na język i mentalność. To był strzał w dziesiątkę, w 2003 roku 35 proc. ogółu dochodów pochodziło z Anglii.
Anglia ma wśród polskich przedsiębiorców opinię kraju, na który trudno wejść. Czy Pani jako obywatelce amerykańskiej było łatwiej?
— Na pewno nie było trudno. Wyspiarze są bardzo elastycznymi klientami i szybko chłoną rynkowe sensacje. Za granicą niestety pokutuje jeszcze stereotyp Polski jako kraju socjalistycznego. Brak szerszej promocji naszego kraju na rynkach zewnętrznych jest głównym problemem polskich przedsiębiorstw.
W jaki sposób firma prowadzi sprzedaż w Wielkiej Brytanii?
— Świetlik trafia głównie do klientów indywidualnych za pośrednictwem internetu. Tam sklepy takie są bardzo popularne, w Polsce wzbudzają jeszcze wiele nieufności.
Jak można sobie z nią poradzić?
— Klient może w każdej chwili oddać produkt, bez faktury i tłumaczenia. Mieliśmy tylko dwa takie przypadki. Internet jest w ogóle doskonałym sposobem na pozyskanie klienta i w miarę tanią reklamę. Jesteśmy niewielką firmą i nie możemy sobie pozwolić na duże nakłady na promocję. Gros działań marketingowych jest prowadzonych w sieci. Reklama na serwisach internetowych Google czy Overture może z powodzeniem zastąpić kosztowny system lokalnej dystrybucji.
Bezpośredni kontakt to przeżytek?
— Oczywiście, że nie. Internet wiele ułatwia. Nie rezygnujemy jednak z tradycyjnych kanałów sprzedaży. Jesteśmy w trakcie podpisywania umów z niemieckimi firmami, które zajmą się dystrybucją świetlików. Przygotowujemy się do targów w Berlinie i Monachium. Jesteśmy absolutnie pierwsi z tego typu produktem za Odrą. Dopuszczenie świetlika do obrotu trwało ponad 2 lata. Niemieckie instytuty nie miały do czego go porównać.
Co poradzi Pani mniejszym polskim firmom, które planują ekspansję?
— Powinny skupić się na dostarczaniu produktów i usług w sektorach, którymi nie interesują się koncerny. Niszowe i oryginalne produkty cieszą się coraz większym powodzeniem w UE. Warto też wykorzystywać zdobycze cywilizacji, np. internet. Poza tym należy stawiać na jakość i sprawny serwis.