Interwencja w Brukseli

Mariusz Zielke
opublikowano: 2005-01-05 00:00

Nasi eurodeputowani będą żądać wyjaśnień, dlaczego unieważniono przetarg na testy na BSE.

Mamy już pierwsze reakcje na nasz artykuł o unieważnieniu przez Komisję Europejską (KE) przetargu na dostawę testów na BSE, wykrywających chorobę szalonych krów. Polscy europarlamentarzyści zażądają wyjaśnień od Brukseli. Wczoraj miało też dojść do spotkania między przedstawicielami KE a polskimi urzędnikami w celu odblokowania środków przeznaczonych na wyposażenie polskich laboratoriów w testy i aparaturę do badań. Nie udało nam się dowiedzieć, czy doszło do niego i jakichkolwiek uzgodnień. Być może jednak sprawa nie rozejdzie się po kościach, jak to zdarzyło się w przypadku opisanych przez „PB” w lutym 2004 r. zamówień na radary dla straży granicznej.

— Już skierowałem zapytanie do Komisji Europejskiej w tej sprawie. Poruszymy ją też na najbliższym zebraniu koła polskiego w Strasburgu — mówi Adam Bielan, eurodeputowany z Prawa i Sprawiedliwości.

Święta krowa

Przypomnijmy: w grudniu 2004 r. Reprezentacja Komisji Europejskiej (RKE) odrzuciła raport polskiej komisji przetargowej w sprawie rozstrzygnięć przetargu na zakup sprzętu laboratoryjnego i 710 tys. testów do badań na BSE. To całe nasze tegoroczne zapotrzebowanie, na które UE miała przeznaczyć z funduszu Phare 12 mln EUR. Raport odrzucono, tłumacząc, że komisja przetargowa naruszyła procedury. Oznaczało to unieważnienie przetargu i zablokowanie pieniędzy. Może to wstrzymać badania, co miałoby katastrofalne skutki dla rynku mięsnego.

Na taki ruch zareagowały więc szybko polskie urzędy: Główny Inspektorat Weterynarii, resort rolnictwa oraz Jednostka Finansująco-Kontraktująca (JFK — organ pośredniczący w zamówieniach z Phare). Urzędnicy, którzy zwykle nie lubią się wychylać, tym razem w ostrych pismach poprosili Urząd Komitetu Integracji Europejskiej (UKIE) o interwencję. Według relacji świadków i pism do UKIE, to unijny ekspert uczestniczący w ocenie ofert miał naginać procedury, próbować lobbować na rzecz firmy ze swojego kraju (konkretnie holenderskiej) oraz wygłaszać zapowiedzi, że przetarg i tak zostanie unieważniony. Strona polska sugeruje więc, że przetarg unieważniono nie z powodu naruszenia przez nasz kraj procedur, ale z powodu niezadowolenia RKE ze zwycięstwa firm polskich.

Tylko procedury

Z takimi zarzutami nie zgadza się Bruno Dethomas, szef RKE. W odpowiedzi na pytania „PB” poinformował, że powodem unieważnienia przetargu było naruszenie procedur, a nie lobbing.

— Między oferentami nie było holenderskich firm! Ocena specyfikacji i raportów dokonywana jest przez trzy sekcje w RKE oraz niezależnych ekspertów. Pojedyncza osoba nie ma wpływu na ostateczne decyzje — twierdzi Dethomas.

Problem w tym, że — według polskich instytucji — właśnie urzędnik unijny próbował wpłynąć na dopuszczenie firmy holenderskiej do przetargu. Firma ta bowiem nie mogła złożyć oferty, gdyż nie miała koniecznych certyfikatów. Jej dopuszczenie byłoby naruszeniem procedur.

Bruno Dethomas twierdzi też, że przed upływem kontraktowania tego projektu (28 lutego 2005 r.) żaden z nowych testów nie dostanie certyfikacji.

— Koniec kontraktowania oznacza utratę pieniędzy, niedorzecznością byłoby blokować decyzję dla pewnych hipotetycznych nowych oferentów — twierdzi Dethomas.

Do „PB” zgłosił się też jeden z byłych pracowników RKE. Stwierdził, że to JFK popełnia mnóstwo błędów przy przetargach i sama jest sobie winna, że czasem są one odrzucane.

— W tym przypadku było podobnie, a zarzuty wobec Holendra są bezpodstawne. Wynosił nie dokumenty przetargowe, ale własne notatki — mówi nasz rozmówca.

Jeśli ma rację, konsekwencje powinni ponieść polscy urzędnicy.