Inwestor na Wulkanie

Oderwanie się od TF Silesia i odzyskanie zaufania kontrahentów — od tego chce zacząć reaktywację Andrzej Strzeboński, szef szczecińskiej stoczni

Wulkan — tak kiedyś nazywała się Stocznia Szczecińska. Dzisiaj to nazwa największej pochylni zakładu — od dawna niemal nieużywana. Andrzej Strzeboński, który niedawno został prezesem Szczecińskiego Parku Przemysłowego, zarządzającego stoczniowymi aktywami, zapewnia, że i Wulkan, i cała stocznia znów zaczną tętnić życiem.

— Musimy przeprowadzić audyt, by zdiagnozować potrzeby finansowe i opracować harmonogram działań niezbędnych do wznowienia produkcji stoczniowej w Szczecinie. Konieczne jest także odbudowanie zaufania armatorów, by znów chcieli zamawiać u nas statki — mówi Andrzej Strzeboński. W grę wchodzą także roszady właścicielskie.

— Obecnie właścicielem jest Towarzystwo Finansowe Silesia (TFS), mające siedzibę w Katowicach i zaangażowane m.in. w restrukturyzację górnictwa. Stocznia natomiast potrzebuje inwestora, który skupi się przede wszystkim na rozwijaniu jej działalności, znającego i rozumiejącego rynek budowy statków — podkreśla Andrzej Strzeboński.

Dzierżawa Gryfii

O właścicielskich kwestiach prezes próbował rozmawiać m.in. z Markiem Grubarczykiem, ministrem gospodarki morskiej, i Pawłem Brzezickim, wiceszefem resortu. Choć deklarują wsparcie odbudowy stoczni, na rozmowy o zmianach kapitałowych nie są gotowi.

— Na razie przygotowujemy się jedynie do wydzierżawienia majątku przez pobliską stocznię Gryfia — ucina Paweł Brzezicki. Dzięki niej na terenach szczecińskiej stoczni znów mają być budowane statki. TFS natomiast nie odpowiedziało na pytania „PB” dotyczące przymiarek do zmian kapitałowych. Z naszych informacji wynika jednak, że rząd chce, by fundusz mocniej angażował się także w projekty niegórnicze. Andrzej Strzeboński na razie nie ujawnia, kogo widziałby w charakterze nowego właściciela stoczni. Zapewnia jedynie, że spółka potrzebuje kapitału, i deklaruje, że więcej szczegółów będzie mógł podać za miesiąc.

Na wokandzie

Przez wiele lat, jako wiceprezes Stoczni Szczecińskiej Porta Holding w upadłości (zarządzała aktywami do 2002 r. — patrz ramka), wspólnie z jej prezesem i współwłaścicielem Krzysztofem Piotrowskim zabiegał o odzyskanie kontroli nad majątkiem i rozwój działalności związanej z budową statków. Dziś jednak o powrocie do prywatyzacji menedżerskiej nie chce mówić. Krzysztof Piotrowski uważa natomiast, że ostateczna decyzja dotycząca własności stoczniowych aktywów zależy od wyroku sądu, który analizuje roszczenia menedżerów związane z utratą kontroli nad stocznią. — Rozpraw spodziewam się w czerwcu 2016 r. — mówi Krzysztof Piotrowski.

Wartość stoczniowych akcji szacuje na 200 zł za sztukę, czyli w sumie na około 300 mln zł. Jeśli wygra, skarb raczej nie zechce tyle zapłacić. Pytanie, czy odda stocznię. Na decyzję sądu trzeba poczekać. Krzysztof Piotrowski nie spodziewa się, że rząd dobrowolnie odda Porcie Holding stoczniowe aktywa przed rozstrzygnięciem sprawy. Ministrowie z rozrzewnieniem wspominają co prawda lata świetności stoczni i nie wykluczają zadośćuczynienia dla menedżerów za utratę przed laty kontroli nad majątkiem, jednak szczegółów nie podają. © Ⓟ

Titanic czy feniks

Kłopoty Stoczni Szczecińkiej zaczęły się w latach 90. Po rozpadzie Związku Radzieckiego Rosja nie chciała zapłacić za stojące na pochylniach statki, więc stoczni groziła upadłość. Jej szefowie, z Krzysztofem Piotrowskim na czele, znaleźli na nie nowych nabywców i zawarli układ z wierzycielami, którzy m.in. przejęli akcje za długi.

Po kilku latach stocznia była jedną z najlepszych w Europie. Menedżerowie zmienili nazwę na Stocznia Szczecińska Porta Holding. Powołali też Grupę Przemysłową, która przejęła jej akcje. Na początku następnego stulecia spółka popadła jednak w tarapaty finansowe. Poprosiła rządową Agencję Rozwoju Przemysłu (ARP) o poręczenie 40 mln USD kredytu. Negocjacje trwały miesiącami. Ostatecznie rząd uznał, że pomoże stoczni, jeśli odzyska nad nią kontrolę. Menedżerowie się nie zgodzili.

Zarzucono im działanie na szkodę spółki i trafili do aresztu, ARP natomiast przejęła stoczniowe aktywa za 1 zł. Równocześnie rządowe instytucje zaczęły wspierać stocznię. Problem w tym, że niemal wszystkie produkowane przez nią statki były nierentowne. Pod koniec ubiegłej dekady miliardowe wsparcie dla szczecińskiej spółki zakwestionowała Bruksela. Stocznia musiała zaprzestać działalności, a ARP miała jej znaleźć właściciela.

Majątek kupiło TFS, wydzierżawiając na 10 lat część aktywów śląskiej firmie Kraftport, mającej 5 tys. zł kapitału i zajmującej się docieplaniem elewacji. Kraftport nigdy nie wznowił w stoczni produkcji, a sądowe odebranie mu praw dzierżawy trwało 2,5 roku. Menedżerów Porty Holding uniewinniono, zaczęli więc zabiegać o odzyskanie aktywów i wznowienie produkcji w stoczni. Obecnie zarządza nią powołany przez TFS Szczeciński Park Przemysłowy, który dzierżawi majątek firmom budującym konstrukcje stalowe. Rząd deklaruje jednak pomoc i powrót na rynek budowy statków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Inwestor na Wulkanie