Inwestor z baranim łbem

Samochwała w kącie stała i wciąż tak opowiadała: mam w portfelu cyrk i bajki, inwestycje z progiem niskim, zamiast w akcje — w ilustracje

Bujny świat fantazji dzieci i dorosłych łączyć może znacznie więcej niż zdrobnienie świerszczyk, chociaż nawet ciągnąc zabawowy wątek, udałoby się dojść do szczęśliwego połączenia obrazów jak z bajki i zyskownej lokaty. Tym, co rozgrzewało wyobraźnię czytelników „Świerszczyka” tuż po wojnie, były przede wszystkim wyczarowane sprawną, cienką linią ilustracje, których autorem był Jan Marcin Szancer, przyjaciel Jana Brzechwy. Kiedy drugi ulepił w krótkich zdaniach charyzmatycznego pana Kleksa, pierwszy wyrysował postać, którą młody odbiorca zachował w głowie — w każdej pozie wymalował ją raz na kartonie, a później oglądał w ciągle wznawianych książkach. Kartony natomiast, baśniowo unikatowe, będzie można licytować w Sopockim Domu Aukcyjnym w sobotę.

POGODA BAROWA:
Wyświetl galerię [1/2]

POGODA BAROWA:

„Sen o siedmiu szklankach” Jana Marcina Szancera będzie licytowany od 5 tys zł. Przyśnił się chłopcu, który postanowił uratować przed niepogodą pociąg z czajnika i pudełek po zapałkach, łapiąc deszcz, grad i wiatr do szklanek. [FOT. SOPOCKI DOM AUKCYJNY]

Brzechwa inwestorom

W związku z tym, że rynek aukcyjny rzeczywiście nabrzmiewa od nowych kategorii obiektów, niedługo po planszach komiksowych musiały się pojawić oryginały kultowych ilustracji — a więc te akwarele czy rysunki, które powielano następnie w druku, nierzadko wznawiając wydania tak długo, że zapamiętało je kilka pokoleń. Na aukcję zaplanowaną na 24 lutego wystawione zostaną wyłącznie prace spod ręki Jana Marcina Szancera, na czele z różnymi scenami z udziałem pana Kleksa — a dokładnie, znacznie wyszczuplonego Franciszka Fiszera, bo to sylwetka duszy przedwojennego kabaretu odbiła się w dziecięcych książkach. W przeciwieństwie do tuszy samego Fiszera kompozycje Szancera napędzała wręcz lekkość dynamicznych, czasem wirujących pociągnięć, wciągających młodego widza w tygiel wydarzeń ujętych w żywej kolorystyce i często z ptasiej perspektywy.

— Wiadomo, że kiedy oglądamy ilustracje do takich pozycji, zakupy są zwykle nacechowane ogromnym sentymentem, ale w przypadku prac Szancera nie można zapominać, że mówimy po prostu o dobrej sztuce, doskonałym malarstwie w małym formacie — a ta kategoria odrobinę się wymyka właśnie komiksom — komentuje Katarzyna Dąbrowska, specjalistka Sopockiego Domu Aukcyjnego. Trzymając się jednak półki dla młodzieży, warto przypomnieć, że plansza z Tytusem, Romkiem i A’Tomkiem została w czerwcu wylicytowana do 38 tys. zł — z półki dla tradycjonalistów byłby natomiast Kossak, ale dobrze sprawdzić, jakim przelicznikiem okaże się w tym wszystkim pan Kleks.

— W związku z tym, że rynek ilustracji nie jest jeszcze rozwinięty, ceny wywoławcze zostały ustanowione na bardzo przystępnym poziomie. Zaczynają się od 1 tys. zł dla projektów kostiumów, wielobarwne kompozycje z panem Kleksem będą licytowane od 5 tys. zł, natomiast najwyższy próg to 6 tys. zł

— dotyczy m.in. pierwowzoru okładki tomiku „Brzechwa dzieciom”, znanej z każdej biblioteki, ukazującej się w dziesiątkach wznowień — dodaje Katarzyna Dąbrowska. Podczas gdy na lokalnym rynku w sobotę rozbrykają się Lis Witalis z panienką z okienka, na dobre rozpędzi się też kilkudniowa aukcja widoków cyrkowych — z bohaterami tak samo wirującymi w powietrzu o niespotykanych kolorach, też z lat 60., tylko ze znacznie wyższym progiem wejścia i jakimś wymykającym się ciągle smutkiem w oczach.

Tylko bez cyrków

Z kogucim i baranim łbem, na białej chmurze ginie hen, tak jak malował pan Chagall — takimi słowami o zapomnianym, płynącym świecie pisał Wojciech Młynarski, celnie określając przy okazji charakter trwającej internetowej aukcji. Do 1 marca licytujący w Christie’s będą mogli przebijać kolejne dziesiątki tysięcy dolarów, wydzierając sobie pierwszeństwo do nieziemsko odrealnionego, mieniącego się w morskich zieleniach i słodkich różach cyrku. „Le Cirque” to bardzo rzadka edycja barwnych litografii Marca Chagalla, zarysowywanych bezpośrednio na kamieniu litograficznym i opublikowanych w 1967 r., a więc w erze pana Kleksa. Malarz wspomina w tym cyklu dzieciństwo w Witebsku, w którym przystawali czasem obwoźni akrobaci, a na wiejskich festynach dech zapierały popisy woltyżerki. Cyrk jest niepokojący — jest głęboki — pisał później autor — to ponadczasowy taniec, w którym łzy i uśmiechy, gra nóg i ramion przybierają formę wielkiej sztuki.

Na litografiach widzimy więc i unoszącą się zwiewnie postać na trapezie, i smutnego pierrota, karkołomne salta, woltyżerkę, a nawet widowiskowe akrobacje na rowerze — część postaci twardo na arenie, część miękko zawieszonych w powietrzu. Takie płynące sylwetki, razem z kogucim i baranim łbem, tworzą autorski język Chagalla, nastrój szczęścia tak niebiańskiego, że zasmucająco nierzeczywistego. Zawsze przecież ten wdzięczny lot zatrzyma stroma ściana małych twarzy, widoczna na większości cyrkowych litografii — publika raz roześmiana, a raz niełaskawa. W jednym ze wspomnień malarza zatrzymała się scena, którą widział w młodości na ulicy, kiedy ojciec z dziećmi niezgrabnie, mozolnie wykonywał jakieś akrobatyczne sztuczki. Chagall poczuł wtedy kłujący strach, że taka może być dola każdego, kto szuka dla siebie życia artysty — nikt się nie zatrzymywał, wszyscy przeszli, nie sięgając nawet po drobne do kieszeni. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Inwestor z baranim łbem