Inwestorów może wywiać z Polski

Zagraniczne firmy bez skutku czekają na pozwolenia na lokalizację farm morskich. Czują się dyskryminowane

Chętnych do budowy farm morskich na Bałtyku jest więcej niż miejsc. A dostępne lokalizacje trafiają głównie do polskich firm.

— Nic dziwnego, że firmy zagraniczne, które też licznie ubiegają się o pozwolenia na budowę farm morskich na Morzu Bałtyckim, czują się dyskryminowane — zauważa Arkadiusz Sekściński z Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Popyt na wiedzę

Na Bałtyku dopiero rusza program budowy farm wiatrowych. Do dziś Ministerstwo Transportu wydało osiem pozwoleń na lokalizację (łącznie na 6 GW mocy), a wniosków dostało… 60.

Wśród szczęśliwych zdobywców są Polska Grupa Energetyczna, PKN Orlen, Kulczyk Investments i Deme — jedyna firma zagraniczna w tym gronie i jedyna, która zrealizowała już projekty farm morskich w innych częściach świata. Polscy inwestorzy dopiero będą się uczyć. Właśnie na problem zwracają uwagę zagraniczni gracze.

— Budowa farm morskich wymaga doświadczenia i technologii. Zagraniczne firmy je mają. Polskie, co naturalne, jeszcze nie — zauważa Jarosław Pole ze Stowarzyszenia Energii Odnawialnej, który jest jednocześnie odpowiedzialny za rozwój projektów morskich w EDP Renewables Polska (największy gracz na rynku lądowych farm wiatrowych w Polsce).

— Uważamy, że Polska potrzebuje doświadczenia spoza granic kraju, choć pozyskanie go może być skomplikowane. Popyt na specjalistów jest ogromny, szczególnie w Niemczech czy Wielkiej Brytanii — podkreśla Jarosław Pole. Na Wyspach plany inwestycyjne zakładają budowę farm morskich o mocy 6 GW w ciągu pięciu lat, a w Niemczech — ok. 10 GW do 2020 r. Inżynierowie mają więc co robić.

Cierpliwość do czasu

Na razie zagraniczne firmy cierpliwie czekają na swoją kolej. Wiele z nich zgłosiło resortowi transportu po kilka projektów, ale często blokuje je resort rolnictwa — jedno z kilku ministerstw opiniujących wnioski. O pozwolenia bezskutecznie ubiegają się m.in. EDP oraz hiszpańska Iberdrola. Nadzieje inwestorów oznaczają realne wydatki. Złożenie wniosku wiąże się z wydaniem kilkuset tysięcy złotych na badania ewentualnych lokalizacji.

— Firmy płacą i czekają. Bez końca czekać jednak nie będą. W końcu wycofają się z polskiego rynku — przewiduje Arkadiusz Sekściński.

Gorzej, że dobra wola ministerialnych urzędników może nie wystarczyć, by ich zatrzymać. Problemem jest brak możliwości przyłączenia owych mocy do sieci przesyłowej. Henryk Majchrzak, prezes PSE Operator, firmy zarządzającej krajowymsystemem energetycznym, deklarował dotychczas, że może przyłączyć najwyżej 1 GW morskich farm wiatrowych — sześciokrotnie mniej, niż przewidują plany inwestorów, którzy już dostali pozwolenie.

3,5

mln EUR Tyle średnio kosztuje wybudowanie 1 MW mocy wiatrowych na morzu (szacunki na podstawie projektów zrealizowanych na Zachodzie)…

40

proc. …tyle z tej kwoty, w ujęciu minimalnym, zostaje w kraju, w którym realizowana jest inwestycja. Czyli tyle kosztują m.in. usługi geologiczne, logistyka, wieże.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Inwestorów może wywiać z Polski