Inwestorzy dyskontują wejście do strefy euro

Marek Knitter
opublikowano: 2003-07-10 00:00

Ministerstwo Finansów sprzedało całą oferowaną pulę 10-letnich obligacji DS1013 o wartości 1 mld zł. I choć za wcześnie jeszcze, by mówić o poprawie nastroju na rynku obligacji, wiara w członkostwo Polski w strefie euro utrzymuje się.

Wyniki aukcji okazały się dobre, biorąc pod uwagę spadek zainteresowania papierami ze wszystkich niemal rynków w ciągu ostatnich kilku tygodni. Popyt wyniósł ponad 3 mld zł. Oferty napłynęły przede wszystkim od krajowych inwestorów.

Średnia rentowność na przetargu wyniosła 5,169 proc. wobec maksymalnej na poziomie 5,171 proc. i minimalnej 5,151 proc. W tym czasie na rynku wtórnym rentowność tych obligacji wynosiła 5,17 proc.

— Fakt, że średnia rentowność była tak bliska maksymalnej oraz dochodowości tych papierów na rynku wtórnym, może świadczyć o tym, że większość obligacji na aukcji kupił jeden duży inwestor — uważa Tomasz Zdyb, analityk Pekao SA.

Potwierdzać to może zachowanie się graczy na rynku wtórnym zaraz po aukcji: natychmiast wzrosły ceny 10-letnich papierów. Do zakupów ruszyli inwestorzy, którzy odesłani zostali z aukcji z kwitkiem.

— W tej sytuacji dzisiejszy, dodatkowy przetarg papierów o maksymalnej wartości 200 mln zł powinien zakończyć się również sukcesem resortu finansów — dodaje analityk Pekao SA.

Atmosferę podgrzewa dodatkowo fakt, że kolejna okazja do kupienia papierów 10-letnich będzie dopiero w październiku.

Wyniki aukcji i późniejsze zachowanie się inwestorów na rynku wtórnym pokazują, że nastąpiła lekka poprawa nastrojów na rynku obligacji. Zdaniem analityków, jeśli na rynku niemieckim również utrzyma się dobry nastrój, jest szansa na dalsze wzrosty. Zwłaszcza w segmencie 10 lat, który bardziej zależy od perspektyw członkostwa Polski w strefie euro niż od bieżącej sytuacji gospodarczej i politycznej.

— Po nerwowości, spowodowanej złą sytuacją na rynkach zagranicznych, udana aukcja poprawiła sentyment graczy do polskich papierów. Inwestorzy wierzą, że Polska ma szansę na wejście do strefy euro jeszcze przed 2013 rokiem, wbrew pojawiającym się opiniom niektórych zagranicznych instytucji — mówi Łukasz Tarnawa, główny analityk PKO BP.

— Rynek na razie spokojnie reaguje na wypowiedzi polityków dotyczące strefy euro. Inwestorzy zagraniczni zdają sobie sprawę, że poparcie dla wejścia Polski do Eurolandu jest bardzo duże. A czy będzie to rok później czy wcześniej, nie ma już takiego znaczenia dla wyceny dłuższych obligacji — uważa Przemysław Magda, analityk Banku Handlowego.

Więcej, politycy coraz ostrożniej wypowiadają się na temat człnkostwa Polski w strefie euro. Wicepremier Jerzy Hausner, który złagodził ostatnio swoje stanowisko, musi zdawać sobie sprawę, że wypowiedzi o odroczeniu wejścia do Eurolandu wprowadzają nerwowość na rynku. Może to spowodować wzrost kosztów obsługi długu publicznego.

Inwestorzy słuchają uważnie wypowiedzi polityków, jednak przede wszystkim czekają na konkretne dane, dotyczące sytuacji finansów publicznych. Na tej podstawie sami chcą wyrobić sobie zdanie na temat perspektyw członkostwa Polski w strefie euro, a tym samym sytuacji na rynku 10-letnich obligacji.

W pierwszej kolejności ekonomiści czekają na budżet na 2004 r. Największą obawą rynku finansowego jest zapowiadany wzrost deficytu budżetowego, a tym samym długu publicznego, bez perspektywy cięć w wydatkach. Jerzy Hausner jednak próbował wczoraj uspokoić inwestorów, podając konkretne daty.

— Naszym zamierzeniem jest, by Polska do końca 2007 r. spełniała kryteria z Maastricht — mówił Jerzy Hausner w Sejmie.

Problem w tym, że dane, potwierdzające, czy Polska spełnia kryteria z Maastricht, będą znane najwcześniej pod koniec maja 2008 r., kiedy zostaną opublikowane przez Główny Urząd Statystyczny. Natomiast decyzja o naszym wejściu do strefy euro będzie podjęta przez instytucje UE prawdopodobnie jesienią 2008 r. Do tego czasu Polska powinna już znajdować się co najmniej dwa lata w systemie ERM II.

— Jeżeli dojdzie do spełnienia kryteriów z Maastricht pod koniec 2007 r., to do strefy euro moglibyśmy wejść w 2008 r., ale istnieją obawy, że ze względu na tryb oceny może to nastąpić w 2009 r. — ocenia Andrzej Bratkowski, wiceprezes NBP.

Oficjalne stanowisko NBP w tej sprawie pozostało jednak niezmienione. Zdaniem Leszka Balcerowicza, szefa banku, Polska powinna przystąpić do strefy euro w 2007 r., jeśli będą spełnione kryteria z Maastricht. Problem w tym, że najprawdopodobniej nie będą. W tej sytuacji w pierwszej kolejności silnym wahaniom poddany zostanie cały segment 5-letnich papierów, których zapadalność przypada na 2008 r.