Agendy amerykańskiego rządu federalnego były w poniedziałek zamknięte z powodu śmierci prezydenta Ronalda Reagana. NASDAQ i NYSE nie będą pracowały z tego samego powodu w piątek. Niespodziewanie więc skrócił się tydzień giełdowy, co powinno było zmniejszyć aktywność inwestorów. Czekaliśmy na dwa wystąpienia Alana Greenspana. Wydawało się, że nie dojdzie do technicznego przełomu, a jednak byki były bardzo zdeterminowane i potrafiły wygenerować zdecydowany sygnał kupna. Mówiło się, że nastroje na rynku poprawiało obecne w mass mediach wspomnienie tak dobrej dla amerykańskiej gospodarki ery Reagana. Może to i prawda, w końcu giełda to psychologia.
Nieco jeszcze za wcześnie na początek letniej hossy, ale skoro wielu inwestorów oczekiwało jej w końcu czerwca, to może po prostu nastąpiło przesunięcie w czasie. Tak czy inaczej, byki mocno trzymają kierownicę i nie zanosi się, by chciały ją oddać. Co prawda po sesji inwestorzy byli rozczarowani prognozami Texas Instruments, ale to jedynie nieznacznie schładzało nastroje. Sytuacja jest jasna: obóz byków otworzył sobie drogę do ataku na szczyty i tylko szybki odwrót w skali podobnej do poniedziałkowej zwyżki może ten sygnał kupna anulować. Wczoraj się na to nie zanosiło, chociaż niektóre wypowiedzi Alana Greenspana, szefa Fed („jeśli inflacja będzie rosła, to możliwe jest agresywne podniesienie stóp”), mogły inwestorów lekko przestraszyć.
Przed nami czwartkowe święto w Polsce i piątkowy przestój w handlu w USA. Powinno to znacznie ograniczać aktywność inwestorów. Dzisiejsze dane makro nie będą miały wielkiego znaczenia dla rynków akcji. Może tylko wielkość sprzedaży w raporcie o zapasach w hurtowniach trochę wpłynie na nastroje. Za to jutro może być bardzo ciekawie. Po pierwsze, Bank Anglii może znowu podnieść poziom stóp procentowych. Co prawda, to powinno być już w cenach, ale przypomni Amerykanom o zbliżającym się posiedzenie Fed i może lekko popsuć nastroje. Poza tym dowiemy się, jak wyglądały ceny w handlu zagranicznym. Szczególnie ważne będą ceny importu (bez paliw), bo one mocno wpływają na inflację. Mieliśmy w piątek dowiedzieć się, jaka była inflacja w cenach producenta (PPI), ale ponieważ giełdy nie pracują, to dane te dostaniemy w czwartek. Najważniejsze może być wystąpienie szefa Fed, Alana Greenspana, który przed nominacją na piątą kadencję zeznaje na forum komisji senackiej. Zapewne nie powie nic nowego, ale wszyscy wiemy, że czasem reakcje na jego słowa są nie do przewidzenia.
Co w tej sytuacji zrobi dzisiaj nasz rynek? Powinien się stabilizować, ale są sygnały, że w Warszawie pojawił się kapitał zagraniczny, a ten jest nieobliczalny. Warto zauważyć, że poniedziałkowy przetarg na bony 10-letnie zakończył się bardzo dobrze i złoty bardzo się wzmocnił zarówno do euro, jak i dolara. To może sygnalizować, że kapitał zagraniczny lekceważy nasze problemy polityczne. Oczywiście jeden przetarg to za mało na dalekosiężne prognozy, ale złoty bardzo wyraźnie wszedł w nowy trend.
Jeśli zagranica uwierzy w to, że złoty będzie się wzmacniał, a na giełdach światowych zapanuje letnia hossa, to i nasz rynek musi na tym zyskać. Wtedy zagranica zarobiłaby dwa razy: na kursach akcji i na wzmacniającym się złotym. Jestem jednak w kłopocie, co napisać na temat dzisiejszej sesji. Nasz rynek zachowuje się ostatnio (szczególnie w ostatni piątek) tak dziwnie, że każdy ruch jest możliwy. Jeśli pojawiła się zagranica i już skupiła wystarczającą ilość akcji, to rynek ruszy dzisiaj do góry i bez problemów przełamie opór. Jeśli fundusze zagraniczne nie mają tylu akcji, ile chciałyby, albo czekają (na przykład na wynik wyborów europejskich), to nic się nie będzie działo. Najbardziej logiczne byłoby przyjęcie postawy wyczekującej. Sesja byłaby podobna do wczorajszej.