Inwestorzy nadal omijają rynek akcji

Sebastian Gawłowski
opublikowano: 2002-10-03 00:00

Wczorajsza sesja na warszawskiej giełdzie ponownie upłynęła pod znakiem głębokiego marazmu i symbolicznej aktywności inwestorów. Gracze, którzy liczyli, że wtorkowy rajd indeksów na giełdach w Stanach Zjednoczonych będzie impulsem, który wywoła ożywienie na rodzimym rynku srodze się zawiedli. GPW zachowuje się niezależnie od giełd światowych i w efekcie patowa sytuacja została podtrzymana.

Stało się już niemal tradycją, że na negatywne wieści z zagranicznych parkietów GPW reaguje niemal natychmiast — ostatnie zachowawcze sesje należy przy tym traktować wyłącznie jako wyjątek potwierdzający regułę — w przypadku wzrostów, szczególnie tak spektakularnych jak we wtorek, pozostaje głucha i nie poddaje się emocjom.

Inwestorzy na Zachodzie chcą jak najszybciej zapomnieć o najgorszym od lat kwartale, z nowymi nadziejami rozpoczęli ostatni trymestr roku kojarzony z cyklicznym odbiciem na giełdach. Mimo że rodzimi gracze również z wytęsknieniem oczekują na poprawę koniunktury w końcówce roku, to ich optymizm wyczerpał się już na samym początku środowych notowań. Indeks największych spółek WIG 20 rozpoczął sesję 1,5-proc. zwyżką, i to było wszystko, na co stać było stronę popytową.

Na sytuację na warszawskim rynku akcji praktycznie żadnego wpływu nie miały zwyżki panujące przez większą część sesji na europejskich parkietach, gdzie inwestorzy dyskontowali wtorkowy szał zakupów na Wall Street. Tymczasem na rodzimej giełdzie kolejne godziny handlu upływały na powolnym osuwaniu się wartości wskaźnika blue chipów w kierunku 1040 punktów. W powszechnej opinii inwestorów, przebicie tego poziomu byłoby sygnałem do poważnej przeceny. Rynek już kilkakrotnie jednak dowiódł, że nie ma ochoty na spadek poniżej tego wsparcia, a dotychczasowe zawieszenie w próżni bardzo mu odpowiada.

Kursy największych spółek praktycznie przez całą sesję niwelowały zyski wypracowane na starcie notowań, czemu towarzyszyły minimalne obroty. Ich łączna wartość to zaledwie 77 mln zł. Śmiesznie mało jak na największy rynek akcji w rejonie Europy Środkowej i Wschodniej. Podaż kontrolowała sytuację na walorach KGHM, TP SA oraz PKN Orlen.

Mizernie prezentowały się również BZ WBK i BPH PBK. Natomiast w strefie wartości dodatnich pewnie utrzymywały się walory spółek informatycznych. Wśród emitentów wchodzących w skład portfela WIG 20 najlepiej zaprezentował się Orbis, którego kurs wzrósł o blisko 2 proc. Gracze nie przejęli się informacją o rychłej sprzedaży akcji hotelarskiej spółki przez Skarb Państwa.

Z ogólnego marazmu wyłamywał się Elektrim. Ożywione, na tle pogrążonego w zapaści rynku, notowania jego papieru można wiązać z nowymi propozycjami dla obligatariuszy spółki, dotyczącymi spłaty zobowiązań. Typowo spekulacyjny charakter handlu akcjami holdingu potwierdziła Agencja Standard & Poor’s wycofując dotychczasowe ratingi długu spółki, degradując firmę do poziomu śmieciowego.

Ostatnia sesja nie wniosła nic nowego do sytuacji rynkowej i na dobrą sprawę nikt nie miałby większych pretensji jeśliby w ogóle się nie odbyła. Rynek akcji nadal pozostaje w bezruchu, a co gorsza, z letargu nie są w stanie wyrwać go nawet najbardziej spektakularne zrywy na zagranicznych parkietach. Im dłużej taka beznadziejna sytuacja będzie się utrzymywać, tym wybicie z dotychczasowej konsolidacji powinno być dynamiczniejsze. Jednocześnie, jak zwykle nadejdzie ono w najmniej oczekiwanym momencie.

Mimo wszystko o kierunku ruchu zadecydują zapewne wytyczne z giełd zachodnich. Wydaje się jednak, że dla oczyszczenia fatalnej atmosfery na rynku giełdowym najlepszy byłby obecnie dynamiczny spadek.