Inwestorzy nie lubią Polski Wschodniej

opublikowano: 21-05-2019, 22:00

Polska Strefa Inwestycji miała ułatwić życie firmom i przyciągnąć najmniejsze. Nie do końca się to udało. Nadzieja w nowelizacji.

Od września 2018 r., kiedy ruszyła Polska Strefa Inwestycji (PSI), czyli specjalne strefy ekonomiczne w nowym wydaniu, do końca kwietnia 2019 r. 14 spółek zarządzających wydało 188 decyzji.

— Jeśli przez cały rok zostałoby utrzymane podobne tempo, decyzji byłoby ok. 270. Średnia z ostatnich 10 lat to 237 zezwoleń rocznie. Początki PSI są więc umiarkowanie dobre. Mimo kampanii informacyjnych prowadzonych przez wiele stref przedsiębiorcy wciąż są często zaskoczeni możliwością skorzystania ze zwolnień podatkowych. Popularność decyzji o wsparciu jest więc porównywalna do wcześniejszego systemu, mimo że obecnie w prawie dowolnym miejscu kraju można się ubiegać o ten rodzaj pomocy publicznej, a ograniczenia obowiązują głównie w województwie mazowieckim — komentuje Piotr Folwarczny, starszy menedżer w firmie doradczej Crido.

Rekordowy był 2014 r., kiedy strefy wydały łącznie 436 zezwoleń. Było to związane ze zmianami w pomocy publicznej: inwestorzy spieszyli się, by skorzystać ze starych, lepszych zasad jej udzielania.

Ani wschód, ani mali

Choć w Polsce Wschodniej można dziś skorzystać z wyższej pomocy publicznej i odbierać ją przez więcej lat — 15, a nie 10 lub 12, jak w innych częściach kraju, to wciąż najwięcej chętnych inwestorów jest w strefach katowickiej, łódzkiej i wałbrzyskiej.

— Wyjątkiem jest warmińsko-mazurska, która dorównuje pod tym względem liderom. Ale już nie pod względem nakładów: najwyższe są znowu w katowickiej, łódzkiej i wałbrzyskiej. Oznacza to, że bliskość zachodniej granicy, dobra infrastruktura oraz dostępność kadr liczą się dla wielu inwestorów bardziej niż warunki otrzymania pomocy — mówi Piotr Folwarczny.

Zauważa też, że ideą wprowadzonych przez rząd zmian było zachęcenie małych firm do skorzystania ze zwolnień podatkowych. Progi wejścia dla średnich firm są obniżone o 80 proc., dla małych o 95 proc. a dla mikro — o 98 proc.

— Wydawałoby się, że powinno ich być sporo więcej, ale w pierwszych ośmiu miesiącach decyzje o wsparciu dostało dokładnie tyle samo przedsiębiorców z kategorii mikro-, małych i średnich, co z kategorii dużych: 94 — mówi menedżer Crido.

Produkcja? W Katowicach!

Eksperci firmy porównali też progi wejścia dla inwestorów produkcyjnych.

— W ok. 60 proc. powiatów obowiązują najwyższe wartości bazowe, czyli 60, 80 lub 100 mln zł. Branża nowoczesnych usług biznesowych, IT i badawczo-rozwojowa może liczyć na spore redukcje, o 95 proc., a produkcyjna, nawetnajbardziej zaawansowana — nie ma żadnych preferencji — zauważa Piotr Folwarczny.

Wskazuje też na paradoksy. Ponieważ w miastach tracących funkcje społeczno-gospodarcze i sąsiadujących z nimi gminach próg wejścia wynosi bazowo 10 mln zł (najniższy z możliwych), to wystarczy, że duży przedsiębiorca zainwestuje co najmniej tyle np. w Katowicach sąsiadujących z Sosnowcem czy Gliwicach sąsiadujących z Zabrzem, choć i Katowice, i Gliwice rozwijają się świetnie, a cały Śląsk raczej nie narzeka na bezrobocie.

— Natomiast minimalna wymagana wartość inwestycji dużego przedsiębiorcy w przypadku powiatu suwalskiego to 80 mln zł. To nie do końca logiczne — mówi Piotr Folwarczny.

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii myśli o nowelizacji PSI. Projekt ma zostać opublikowany przed wakacjami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu