Wczoraj po południu kurs euro wobec dolara był najniższy od 11 miesięcy. Rynek przełamał kluczową barierę 1,30 na parze EUR/USD. Ostatni raz euro było tak tanie w pierwszej dekadzie stycznia 2011 r. Wczorajszy kurs był o 13 proc. niższy od tegorocznego szczytu 1,48 USD za euro z początku maja.
Atak na minimum
Analitycy podają różne przyczyny słabości europejskiej waluty. Marek Wołos tłumaczy sytuację grą inwestorów pod wykresy, której celem było przełamanie ważnego z psychologicznego punktu widzenia poziomu 1,30 na parze EUR/USD.
— Twarde dane i wypowiedzi polityków mają obecnie niższy wpływ na kursy walut. Inwestorzy grają bardziej technicznie na podstawie krótkoterminowych wykresów. Po nieudanej próbie wyjścia ponad poziom 1,3240 na EUR/USD rynek zwątpił w możliwość umocnienia europejskiej waluty. Podobne zachowania były widoczne wczoraj, wokół psychologicznego poziomu 1,30 EUR za dolara. Trwałe przełamanie bariery doprowadzi do spadków euro na roczne minima — mówi Marek Wołos, członek zarządu DM TMS Brokers.
Z kolei według Piotra Popławskiego, wczorajsze wahania na rynku eurodolara to konsekwencja rozczarowania inwestorów po komunikacie Fedu.
— Część graczy oczekiwała czegoś więcej po wypowiedzi Amerykanów (np. wskazówek co do kolejnego programu wsparcia QE3) — mówi Piotr Popławski, analityk BGŻ.
Rykoszetem za sąsiadów
Wyższy kurs dolara względem euro to kolejny pretekst do wyprzedaży walut z rynków wschodzących, w tym złotego. Polska waluta jeszcze we wtorek zanotowała30-miesięczne minima wobec euro (4,5976 zł). Wpływ na notowania miała informacja o obniżeniu perspektyw ratingu dla Czech, Bułgarii, Litwy i Łotwy. Po znacznej porannej przecenie kurs złotego się odbił. Według Andrzeja Tomczyka, polskiej walucie mogło pomóc zamknięcie długiej pozycji (gra na wzrost) przez jednego z dużych inwestorów.
— Jako że transakcja miała miejsce w godzinach nocnych, tj. w momencie bardzo ograniczonej płynności, spowodowało to istotną zmianę kursu — zauważa Andrzej Tomczyk, analityk Admiral Markets. Początkowo złoty nie zareagował na spadek wartości euro wobec dolara. Jednak późnym popołudniem kurs polskiej waluty ruszył w kierunku szczytów. Dolar kosztował nawet 3,52 zł.
NBP zaprasza do gry
Co dalej? W najbliższym czasie trzeba przygotować się na wysoką zmienność. Analitycy ostrzegają, że mimo dobrej kondycji naszej gospodarki złoty może dalej tracić.
— W najbliższych dniach spodziewam się podejścia do 4,60 zł za euro. Potem istnieje duże prawdopodobieństwo, że rynek się ustabilizuje i docelowo kierunek na parze EUR/PLN zostanie odwrócony. Na rynku dolara widoczne jest otwarte pole do wzrostu w okolice 3,60 zł — mówi Marek Wołos.
— W perspektywie najbliższych miesięcy bliżej nam do 4,80 zł za euro. Wartości powyżej będą zachęcały inwestorów do sprzedaży — dodaje Andrzej Tomczyk. Polski rynek jest uważany za płynny, łatwo jest wejść i wyjść dużym inwestorom. Dlatego złoty traci przy niekorzystnych informacjach ze strefy euro i rynków wschodzących. Notowaniom nie pomaga brak konkretnych działań ze strony NBP i BGK. Oprócz tego płynny rynek to duże pole do popisu dla spekulantów szukających łatwego zarobku na wahaniach kursowych. — Widać chęć do dużej spekulacji na złotym. Inwestorów nie odstrasza, a wręcz zachęca do tego, brak działania ze strony NBP i BGK. To ewidentne zaproszenie do gry na złotym — mówi Marek Wołos.