Inwestorzy stoją nocą po granty

opublikowano: 2010-11-03 06:05

Dziś pierwszy, i pewnie ostatni dzień składania wniosków o wsparcie dużych projektów. Lista społeczna i trzy dni koczowania w Ministerstwie Gospodarki. Polska Anno Domini 2010. Walka o granty z UE.

Tego jeszcze nie było. Przez trzy weekendowe dni i noce w holu Ministerstwa Gospodarki stała kolejka osób, które dziś o 8.15 chciały jako pierwsze złożyć wnioski o dofinansowanie w ramach działania 4.5.1. To granty przeznaczone dla największych inwestycji produkcyjnych. Dziś ruszył nowy nabór — ostatni w tym roku, a może i w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy. Budżet to 350 mln zł. Decyduje liczba punktów, ale resort gospodarki przyjmie wnioski do wysokości 200 proc. budżetu. Potem — czy wniosek będzie świetny, czy nie — nikt go nie będzie oceniał.
Wielcy obecni

W piątek po południu jako pierwsi pod ministerstwem ustawili się przedstawiciele inwestorów.

— Rekomendowaliśmy naszym klientom ustawienie się w kolejce. Gdybym była na miejscu Ministerstwa Gospodarki, rozważyłabym zmianę procedury, by uniknąć takiego zamieszania, które rzuca cień na wizerunek Polski przyjaznej inwestorom. W końcu mówimy tutaj o kilkusetmilionowych inwestycjach tworzących ponad 150 miejsc pracy. Procedura powinna była sprzyjać wyborowi najlepszego projektu a nie najszybszego sprintera — komentuje Magdalena Burnat-Mikosz, partner w Deloitte.

Dwa pierwsze miejsca na liście to klienci Deloitte, na trzecim miejscu jest projekt Biotonu, a na czwartym — Petrologic.

— Kiedy późnym popołudniem w piątek zobaczyliśmy, co się dzieje, nie wahaliśmy się ani chwili. Mamy aż pięć wniosków. Licząc, że dofinansowanie może sięgnąć średnio 50 mln zł, pieniędzy starczy dla siedmiu wniosków, a do oceny przyjętych będzie maksymalnie 14 pierwszych projektów. Ponieważ może pojawić się kilka gigantycznych projektów, realnie przewiduję, że do oceny zostanie przyjętych około dziesięciu. Nie możemy sobie pozwolić na to, by nasi klienci nie zostali ocenieni i przez to stracili szanse na dotacje — mówi Michał Gwizda, partner w Accreo.

Dziesiątkę na liście zamyka manager z KPMG.
Wyszło jak zwykle

Firmy konsultingowe ściągały z zagranicy prezesów zagranicznych koncernów, które chcą w Polsce inwestować, żeby przez weekend zdobyć ich podpisy pod wnioskami. Granty z UE to jeden z trzech instrumentów wspierania inwestycji. Są jeszcze zwolnienia podatkowe w specjalnych strefach ekonomicznych i granty rządowe. To jednak właśnie działanie 4.5 ze względu na duże granty gotówkowe daje Polsce dużą przewagę nad innymi krajami, które walczą o inwestycje.

Pieniądze na działania 4.5.1 i 4.5.2 (przeznaczone dla firm usługowych i RD) skończyły się w czerwcu. W sierpniu "PB" informował, że resort gospodarki znalazł jeszcze 90 mln EUR, które dostaną firmy produkcyjne. Rafał Baniak, wiceminister gospodarki, zapowiadał wtedy, że MG może ogłosić dłuższy nabór i ustalić kryterium przesądzające o przyznaniu grantu, np. liczba miejsc pracy czy wartość inwestycji. Ostatecznie zdecydowano, że w przypadku takiej samej liczby punktów w dwóch wnioskach, wygra ten, który zlokalizowany jest w rejonie o większej stopie bezrobocia.
Ludzki pan

Urzędnicy spodziewali się tego, co się stało. Na stronie MG wisi komunikat z informacją, że wnioski będą przyjmowane od 8.15, a gmach ministerstwa zostanie otwarty nie wcześniej niż o 7.00. Kolejka stała w środku ministerstwa. Podobno sam Waldemar Pawlak, minister gospodarki, który spotkał oczekujących w piątek przed długim weekendem, zdecydował, by wpuścić ich do holu.