Zdaniem wielu analityków w kryzysowym czasie, jak najbardziej bezpieczne inwestowanie, to recepta na sukces nie tylko dla inwestorów instytucjonalnych, ale też dla „drobnych ciułaczy”. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że w inwestowaniu wbrew pozorom to nie zysk jest najważniejszy, a zachowanie kapitału. Bez niego wszak nie ma inwestora. Obecna duża zmienność na rynkach kapitałowych oznacza dla inwestorów podwyższone ryzyko. Potencjalnie można więc sporo zarobić, ale też trzeba się liczyć z dużymi stratami. W takiej sytuacji rozsądnym posunięciem wydaje się trzymanie większości kapitału w bezpiecznych aktywach. Najbardziej pożądanymi instrumentami są te, które na pierwszym miejscu oferują pełną gwarancję wpłaconego kapitału, a dopiero na drugim jakąś, choćby nawet tylko niewielką stopę zwrotu. W Polsce do najbardziej popularnych z nich niezmiennie należą: obligacje skarbowe oraz lokaty bankowe.
- W warunkach niestabilnej sytuacji rynkowej popyt zarówno na obligacje, jak i na lokaty, ze strony inwestorów detalicznych jest znaczny. Ostatnie dostępne dane Ministerstwa Finansów wskazują na to, że w sierpniu sprzedano obligacje detaliczne o wartości nominalnej 253,1 mln zł. Oznaczało to, że w stosunku do lipca br. ich sprzedaż wzrosła o 88 proc. i poszła w górę o 14 proc. w ujęciu rok do roku – mówi Marek Nienałtowski główny analityk Domu Kredytowego Notus S.A.
Z kolei wg. informacji NBP, wartość oszczędności osób prywatnych trzymanych na kontach w bankach w sierpniu br. sięgnęła rekordowego poziomu 445,1 mld zł. i była o 10,6 proc. wyższa niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku.
Coraz większą popularnością cieszą się fundusze obligacji co potwierdzają dane Analiz Online, za trzeci kwartał br. Wynika z nich, że do funduszy obligacji wpłynęło 1,5 mld zł., fundusze akcji z kolei stopniały o ok. 2,6 mld zł.
Jak podsumowują Analizy Online w wyniku zawirowań na rynkach finansowych, nasze oszczędności w funduszach zmniejszyły się w sumie o 11 mld, dla porównania na rachunkach i lokatach bankowych „leży” ponad 408 mld zł.
Co kupić?
Dla inwestorów indywidualnych najbardziej oczywistą bezpieczną przystanią są lokaty bankowe czy obligacje. Inwestujący w fundusze mogą zwrócić się w stronę funduszy rynku pieniężnego czy obligacji, ewentualnie stabilnego wzrostu, w których akcje stanowią zwykle ok. 20-30 proc.
- Ciekawym i w mojej opinii wartym polecenia instrumentem mogą być też obligacje komunalne czy korporacyjne. Szeroki ich wybór można znaleźć na działającym już od ponad dwóch lat rynku Catalyst, prowadzonym przez GPW. Z racji na nieco wyższe ryzyko, można tu liczyć na wyższe odsetki, sięgające w przypadku niektórych papierów nawet kilkunastu procent w skali roku – proponuje Bernard Waszczykowski analityk z Open Finance.
W październiku br. w ofercie resortu finansów znajdują się: 2-letnie oszczędnościowe obligacje skarbowe o stałym 4,5 proc. oprocentowaniu, 3-letnie obligacje skarbowe o zmiennej stopie procentowej (4,54 proc. w pierwszym okresie odsetkowym), 4-letnie indeksowane oszczędnościowe obligacje skarbowe (5,00 proc. w pierwszym rocznym okresie odsetkowym) oraz 10-letnie emerytalne oszczędnościowe obligacje skarbowe (5,75 proc. w pierwszym rocznym okresie odsetkowym). W tym przypadku mamy gwarancje skarbu państwa, która - było nie było - jest warta niekiedy więcej niż gwarancje najlepszych nawet banków.
Z kolei w przypadku lokat, to najlepsze w tej chwili oferty dla 3,6 i 12-miesięcznych depozytów oferują roczne odsetki na ubruttowionym poziomie około 5,5-6,0 proc.
- W przypadku wyboru lokat z codzienną kapitalizacją odsetek warto jednak pamiętać o tym, że choć przed wyborami rząd nie zdecydował się na niepopularną społecznie zmianę od przyszłego roku sposobu zaokrąglania podstawy opodatkowania i samego podatku do pełnych groszy z pełnych złotych, to wcale nie jest powiedziane, że nie zdecyduje się na nią po nich – twierdzi główny Analityk z Notusa.
- Należy pamiętać, że oferowane przez banki lokaty antybelkowe są co prawda bardzo korzystne dla ich klientów, ale też uszczuplają dochody budżetu o ok. 380 mln zł rocznie, a to może być dla rządu łakomym kąskiem w trudnych czasach – dodaje Nienałtowski.