Jeszcze w lipcu kapitał z akcji trafiał na rynki surowcowe, windując ceny ropy. Teraz, gdy bańka surowcowa pękła, nie ma mowy o odwrotnym mechanizmie. Poniedziałkowe bankructwo Lehman Brothers zmieniło postrzeganie rzeczywistości przez inwestorów. Panuje pesymizm, a analitycy po cichu typują kolejne instytucje, które upadną.
Kiedy strach definitywnie zastąpił chciwość, inwestorzy masowo pozbywają się ryzykownych papierów. Gwałtownie spada liczba otwartych pozycji na rynkach terminowych. Dodatkowo, na giełdach zdecydowanie przeważa podaż. Dzięki wysokim obrotom udało im się wycofać dużą część kapitału. Tylko w poniedziałek i wtorek z głównych parkietów świata wyparowały 3 bln USD.
Kapitalizacja rynków akcji zmalała w miesiąc o ponad 10 proc., czyli prawie o 5 bln dolarów (do 43 bln USD).
W dwucyfrowym tempie traciły giełdy azjatyckie (oprócz Japonii), europejskie i Ameryki Płd. W Rosji można mówić o krachu. Tymczasem kapitalizacja spółek notowanych w USA stopniała jedynie o 6 proc., choć to tam zawirowania w sektorze finansowym są największe. Prosta analiza sugeruje wycofywanie dużych kapitałów z rynków zagranicznych przez inwestorów z najbogatszych krajów świata. Potwierdzają to również zyskujący dolar i jen (to w nich globalni inwestorzy biorą często tanie kredyty).
Globalni inwestorzy uciekają też z funduszy obligacji korporacyjnych. Wszystko przez amerykański Reserve Primary Fund, który był pierwszym od 14 lat "bezpiecznym" funduszem z notowaniami pikującymi niczym kurs bankruta (w związku z odpisami na obligacje Lehmana i innych banków). Jego aktywa, nawet po spadku o ponad 60 proc., wynoszą 23 mld USD. Kłopoty sygnalizują również Wachovia czy Russell Investment. Nie dziwi więc, że według agencji Bloomberg, po ostatnich zawirowaniach wokół Lehmana sprzedaż obligacji korporacyjnych zmniejszyła się o połowę. I to pomimo mocnego wzrostu ich rentowności.
Gdzie zatem płyną miliardy z rynków akcji i surowców? Inwestorzy nie stracili zaufania jedynie do obligacji rządowych, czyli gwarantowanych przez państwa. Wyjątkiem są papiery rosyjskie. Nie przeszkadzają im nawet niskie obecnie odsetki. Ceny amerykańskich czy japońskich papierów dłużnych mocno wzrosły, mimo że stawki krótkoterminowych pożyczek międzybankowych na świecie idą silnie w górę. Na przykład rynkowa wycena trzydziestoletnich obligacji rządu USA skoczyła w tym tygodniu prawie o 5 proc. W przypadku czterolatek było to 2 proc., podobnie jak japońskich dziesięciolatek. To duże ruchy. A przecież podstawowe stopy pozostały bez zmian. Wczoraj jednak, kiedy amerykański rząd uratował AIG, oferując 85 mld USD, na świecie nastąpił gwałtowny odwrót od obligacji, ale tylko na chwilę.
Na rynkach panuje dezorientacja. Wiele grubych ryb finansjery woli przeczekać burzę, stojąc z boku. Taką tezę potwierdzają chociażby amerykańskie dzienniki finansowe piszące o olbrzymich zasobach gotówki, jakie zgromadziły wielkie fundusze hedgingowe. Z zakupami, które rozruszałyby światowe rynki, mają jednak poczekać nawet kilka miesięcy. Dla drobnych inwestorów najważniejsze jest jednak to, gdzie trafi gotówka wycofywana z prawie wszystkich rynków. Nie wszystkie pieniądze idą przecież na pokrycie strat, a wiadomo, że gotówka nie lubi bezczynności.
Kryzys finansowy w USA potrwa zapewne jeszcze miesiące, a o trwalszych
wzrostach na giełdach można zapomnieć. Recesyjne nastroje w Europie i USA raczej
przekreślają powstanie kolejnej bańki surowcowej. Trudno też się spodziewać, że
niskie rentowności obligacji rządowych zaspokoją lubiących ryzyko inwestorów.
Nie można wykluczyć, że kiedy opadnie kurz, a sytuacja na rynkach finansowych w
miarę się unormuje, na celowniku dużego kapitału znajdą się akcje wybranych
spółek z krajów rozwijających się. Tu PKB pomimo globalnego spowolnienia wciąż
szybko rośnie. Mocno przecenione, ale silne fundamentalnie spółki, także z GPW,
powinny przynieść spory zarobek. Nie ma jednak co liczyć na szybki powrót do
łask firm surowcowych czy eksporterów, którym globalne trendy mocno nie
sprzyjają. Na celowniku mogą się znaleźć papiery lokalnych firm usługowych,
produkcyjnych i finansowych, jeśli pokażą zdolność do zwiększania zysków w
obecnej sytuacji rynkowej.