Inwestycja tylko dla wytrwałych

Anna GołasaAnna Gołasa
opublikowano: 2015-12-07 22:00

Choć Polacy mogą sobie pozwolić na nieco większe metraże niż przed dekadą, wciąż muszą na nie odkładać latami

W ostatnim dziesięcioleciu wzrosły wynagrodzenia, ale też ceny mieszkań. W Warszawie za średnią roczną pensję można kupić niemal tyle samo metrów kwadratowych co przed dekadą (4,23 mkw. w 2005 r. i 4,59 mkw. w 2015 r.) — wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS).W najlepszej sytuacji są mieszkańcy Łodzi, którzy mogą sobie pozwolić na mieszkania większe o 2,6 mkw. niż w 2005 r. W Krakowie odnotowano wzrost o 1,01 mkw., a we Wrocławiu o 0,8 mkw.

TP, Puls Biznesu

Przestrzeń dla siebie

Z danych GUS wynika też, że Polacy użytkują znacznie większe niż kiedyś mieszkania. W przeliczeniu na jedną osobę w najlepszej sytuacji są wrocławianie, którzy mają dla siebie o prawie 10 mkw. więcej niż w 2005 r. (wzrost z 23,2 do 32,9 mkw.). Na większy metraż mogą też liczyć warszawiacy (wzrost z 25 mkw. do 30,5 mkw.) i krakowianie (wzrost z 21,7 do 26,8 mkw.). W Poznaniu średnia powierzchnia dla jednego mieszkańca zwiększyła się o 4,6 mkw. (z 24,8 do 29,4 mkw.). Najmniej zyskali łodzianie (wzrost z 22,8 do 26,7 mkw.).

— W Danii i Austrii na jednego mieszkańca przypadają około 52 mkw. Można jednak zauważyć światełko w tunelu — nasi klienci coraz częściej przyznają, że zamieniają mieszkania na większe — mówi Roma Peczyńska, menedżer ds. marketingu poznańskiego osiedla Red Park.

Chude lata

Sytuacja nie wygląda tak kolorowo, jeśli wziąć pod uwagę czas oszczędzania na mieszkanie. Choć dane Narodowego Banku Polskiego (NBP) pokazują, że w II kwartale 2015 r. aż 64 proc. lokali w siedmiu największych miastach Polski kupiono za gotówkę, dla przeciętnego Kowalskiego to abstrakcja.

— Małżonkowie zarabiający po 80 proc. średniego wynagrodzenia i odkładający 40 proc. pensji potrzebowaliby od 7 do 16 lat w zależności od miasta. Najdłużej potrwa to w Warszawie, a najkrócej w Zielonej Górze — wylicza Jarosław Sadowski, główny analityk Expandera.

Tłumaczy, że choć w stolicy znacznie łatwiej znaleźć pracę z pensją równą średniej krajowej, ceny mieszkań są tu znacznie wyższe. W rezultacie osoba uzyskująca przeciętne wynagrodzenie w Warszawie potrzebuje aż 122 pensji (10 lat), aby kupić mieszkanie o powierzchni 50 mkw.

W Zielonej Górze o taką pensję będzie trudniej, ale jeśli się uda, to oszczędzanie potrwa o połowę krócej (4,4 roku). Trzeba jednak dodać, że większość Polaków zarabia mniej niż wynosi średnia pensja.

— Poza tym, nasze przykładowe małżeństwo musi samo się utrzymać, a więc kwota, jaką będą w stanie odkładać, wynosi 40 proc. dochodu. W tym przypadku czas oszczędzania na 50-metrowe mieszkanie będzie dłuższy aż o ponad połowę. W przypadku Warszawy wzrośnie z 10 lat do prawie 16, czyli aż o 6 lat. W Zielonej Górze czy Łodzi procentowy wzrost jest taki sam, ale w przeliczeniu na lata wyniesie około 2,5 roku dłużej — informuje Jarosław Sadowski.

Nie tylko kasa

Porównania rynków mieszkaniowych w polskich miastach często uwzględniają jedynie różnice w cenach. Tymczasem zastanawiający się nad wyborem miejsca do życia biorą pod uwagę także inne czynniki, m.in. bezpieczeństwo i jakość miejskiego powietrza.

— Niektóre miasta osiągają skrajnie różne wyniki w poszczególnych kategoriach. Gdańsk przoduje pod względem wynagrodzeń i jakości powietrza, ale jednocześnie zajął ostatnią pozycję w kategorii dostępności przedszkoli. Atutem Katowic jest najlepsza relacja płac i cen metrażu. Stolica Górnego Śląska prezentuje się jednak bardzo źle po uwzględnieniu statystyk przestępczości.

W przypadku dostępności katowickiego metrażu warto pamiętać, że duże zatrudnienie w przemyśle wydobywczym dodatnio wpływa na lokalny poziom płac — tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.