Inwestycje bez włosa w talerzu

Bardziej elitarnie byłoby zbierać motyle czy kruchą porcelanę? — duma Kowalski, zgniatając biodegradowalny kubek z resztką kawy

Skąd w ogóle pomysł, żeby dokonywać między nimi wyboru — odpowiedziałby pewnie kolekcjoner żuków David Rockefeller, odnalazłszy słodycz optimum bez zbędnych rozterek. Omiatając wzrokiem tysiące twardych pancerzyków, skrzydełek przypominających witraże i nóżek czarnych jak z chińskiej laki, mógł jeszcze tylko przyłożyć usta do porcelany ręcznie malowanej w owady.

Wyświetl galerię [1/2]

Z DEKRETU NAPOLEONA: Zamówiony przez cesarza serwis wart ponad 6,5 mln zł nie opuścił fabryki w Miśni, tylko manufakturę w Sèvres. Napoleon zamówił w niej 256 elementów zastawy deserowej, a źródła podają, że ciastka spoczęły na nich w pałacu w Fontainebleau. Fot. Christie's

Puszyste pszczoły i podręcznikowo wybarwione motyle, zamknięte w wianuszku jagodowych liści, do ostatniej aukcji towarzyszyć mogły przy podwieczorkach dwóm pokoleniom rodziny Rockefellerów, mimo że osiadły na stole już w XIX wieku, kiedy serwis zamówił Napoleon I. Chociaż amerykański potentat pochylał się nad skrzydlatym zbiorem z czułością właściwą Nabokovowi, a francuski cesarz nie wyobrażał sobie rozłąki z serwisem nawet na zesłaniu, naczynia okazały się nie być tak bezcenne, jak się wydawało, już na majowej aukcji. Jak podaje Christie’s, rachunek wyniósł ponad 1,8 mln USD (6,5 mln zł) i zwieńczył usianą kwiecistymi spodeczkami drogę, na którą Kowalski wkroczy dopiero, kiedy przestanie zgniatać naczynia za każdym razem, jak kończy się w nich kawa.

Król zwierząt

Wiekowa porcelana, w przeciwieństwie do zastygłej w gablocie kolekcji żuków, tworzy całkowicie niepodejrzany rynek, który na właściwą sobie skalę rozwija się również w lokalnych antykwariatach. Żeby jednak zamienić kubek z automatu na leciwą filiżankę, warto nabrać rozeznania, która będzie tak naprawdę stara, bo chociaż chińska porcelana ma tradycję solidną jak bożonarodzeniowa wigilia, Europa opanowała tę magię dopiero w XVIII wieku.

Wtrącony do więzienia za chełpienie się alchemią Johann Friedrich Böttger zdołał obłaskawić króla, wytwarzając nie prawdziwe złoto, tylko to białe — twardą porcelanę, którą August II Mocny miał od tamtej pory piętrzyć wręcz obsesyjnie w swojej miśnieńskiej fabryce. Oprócz najszlachetniej dekorowanych naczyń, monarcha nie miał umiaru w dyplomatycznych upominkach, tabakierkach i figurkach, które w pewnym momencie zatraciły już kruchą niewinność, tyjąc do rozmiarów, którym nie podołały drzwiczki witryny. Śmiało fantazjując na temat cukrowych figur zdobiących osiemnastowieczne stoły, król przestał zadowalać się Harlekinem wielkości kukiełki, a zapragnął całej porcelanowej menażerii we wziętej z zoo, naturalnej skali — od egzotycznego ptactwa po słonia i nosorożca. Jeśli inwestor ściska jednak papierowy kubek w przeświadczeniu, że to przebrzmiała baśń pokroju kolekcji motyli, naprzeciw wyjdzie mu biały, porcelanowy model dropia z 1732 r., sprzedany dwa lata temu za 842,5 tys. GBP (4 mln zł). Drop to ptak, razem z gałęzią wyższy niż najstarsze ksero w biurze.

Światło spodka

Skrzyżowane sztućce — jeszcze jemy, skrzyżowane szable — jemy, i to z miśnieńskiej porcelany. Chociaż oznaczenie manufaktury Augusta II nie jest skomplikowane, jego znajomość nie będzie przydatna w rozpoznawaniu bardzo wczesnych naczyń, a już w ogóle będzie na nic, jeśli filiżanka czy waza nigdy się w Miśni nie znalazły. Gdyby imbryki rozmawiały nie tylko z Piękną i Bestią, byłoby jasne, że prawdziwa porcelana potrafi się przedstawić tylko, jeśli jest brana poważnie, a więc rękami.

— Najszybciej porcelanę rozpoznamy po tym, że przez jej najcieńsze partie prześwieca światło. Nawet jeśli przedmiot zdobiony jest grubą warstwą malatury, zwykle chociaż centralna część spodka jest od niej wolna i można spróbować podnieść ją w kierunku okna. Jeśli już trzymamy obiekt w dłoniach, możemy sobie pozwolić na sprawdzenie dźwięku, chociaż przy tak swobodnej metodzie zaleca się ostrożność — porcelana, która odpowiada głucho, może być pęknięta — przestrzega Julia Błaszczyńska z poznańskiego Artykwariatu.

Jeśli więc podniesiemy za uszko naczynie tak lekkie, że zatrzęsłoby się na samą myśl o zmywarce, nie powinniśmy być też przesadnie surowi w wytykaniu jego niedoskonałości. Nieskazitelne pozłoty, które rzekomo przetrwały lata wystawnych przyjęć i wojen, byłyby przecież równie nieautentyczne, co odświętnie odnowione ołtarze, zmieniające parafie wiejskie w wersalskie. Zagrożenie dla wartości porcelanowych aktywów może być natomiast mniej rzucające się w oczy — poważne, chociaż nie krzyczące, jak ukryty w śniegu słowiański włosek.

Włos w zupie

Porcelana najwyższej jakości musi być śnieżnobiała, chociaż — zdaniem ekspertki — nieliczne drobniuteńkie ciemne kropeczki nie obniżają wartości przedmiotu, bo powstały w czasie wypału, a więc nie są wtórną wadą.

— Problemem są za to trudno zauważalne, ale często spotykane pęknięcia włosowate, czyli bez uszczerbku, przebiegające niepozorną, cienką linią, ale istotnie wpływające na wytrzymałość porcelany. Nieznacznymi przetarciami malatury wczesnych obiektów, a w szczególności ich pozłoty, nie należy się natomiast przejmować — wyjaśnia Julia Błaszczyńska. Ostatnim z etapów przybliżania się do inwestycji dzielą się specjaliści Christie’s, którzy zwracają uwagę, że rozbita i reperowana kilkadziesiąt lat temu porcelana może być w poszkodowanych partiach bardziej żółta, a już z pewnością mniej chłodna w dotyku. Żeby się o tym przekonać, polecają przyłożyć fragment do miejsca, którym najdokładniej wyczuwa się różnice w temperaturze, a więc falistego kawałeczka twarzy między nosem a górną wargą. Gdyby antykwariusz uznał, że dopuszczamy się dewiacji, obsypując pocałunkami zastawę, zawsze możemy przypomnieć mu scenę z „Komornika”, którego bohater wykazał w końcu głębsze zaangażowanie. Z zaszklonym wzrokiem odtwarzał z kasety marsz żałobny, może czekając, aż wszyscy zauważą, że jak rozbija się rzadka filiżanka, to jakby serce też pękało.

 

 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Inwestycje bez włosa w talerzu