Inwestycje na Śląsku mogą być fest albo do luftu

opublikowano: 21-07-2015, 22:00

Izba ze kuchniom w familoku abo chałpa z laubą na placu. Chociaż na obu nieruchomościach da się już zarobić, nie będąc hanysem, trzeba uważać

Kamienice z ciemnej cegły, betonowe mrówkowce i podmiejskie modernistyczne wille to — podobnie jak przydomowe hodowle gołębi — jedne ze stałych elementów miejskiego krajobrazu śląskiej aglomeracji. Podobieństwa między poszczególnymi ośrodkami mogą być jednak zwodnicze, bo różnic pomiędzy tamtejszymi rynkami nieruchomości nie widać czasem na ulicach, ale dopiero w arkuszuz cenami.

FOTOLIA

W kolumnie z prognozowanym zarobkiem pojawić może się natomiast i wartość ujemna, i dodatnia, w zależności od tego, czy w wierszu wpiszemy nowe osiedle Brynowa czy stare bloki Bytomia.

Drogi i fabryki

Przyjęty w czerwcu rządowy program „Śląsk 2.0” zakłada, że potencjał przemysłowy regionu zostanie na tyle wzmocniony, że tereny uznane dzisiaj za postindustrialne zyskają dawny fabryczny charakter. W związku z tym, że niezbędnymi hasłami takich planów są zmodernizowana infrastruktura i ogólna rewitalizacja, również w tym przypadku prognozy poprawiają się też dla rynku nieruchomości.

Na mieszkaniowej jego części ożywienie można było zresztą zauważyć już wcześniej, bo w maju zeszłego roku za mkw. w Katowicach oczekiwano średnio poniżej 3,5 tys. zł, a w maju tego roku już prawie 4,2 tys., wynika z ofert Home Brokera. Obrazu głównego miasta aglomeracji nie można przenosić jednak na całą okolicę, bo dla pozostałych wierszy śląskiego arkusza kolumny z cenami wypeł-niają zdecydowanie niższe stawki.

Dużo taniej jest już w Tychach czy Mikołowie, jeszcze taniej w Sosnowcu, a już zupełnie daleko znajdziemy w tym szeregu chociażby Rudę Śląską. Katowice są więc wyraźnie największym lokalnym rynkiem, tak pod względem cen, jak i ilości nowych inwestycji i sprzedawanych mieszkań. Na rynku pierwotnym cena za mkw. to ponad 5 tys. zł, podczas gdy w Gliwicach to już około 4,5 tys. zł, podaje raport grupy Emmerson.

Jeśli nie planujemy być pierwszymi właścicielami mieszkania, przeciętne ceny zaskoczą nas tym, o ile potrafią być niższe — w Katowicach różnica wynosi 1 tys. zł, w Gliwicach jeszcze więcej, a za mkw. takiego lokalu w Bytomiu zapłacić trzeba średnio 2,1 tys. zł. Dysproporcje wydają się być tym większe, im mniej w danym mieście się buduje, ale zanim w naszych kalkulacjach postawimy końcowy znak sumy, wiersze z lokalizacją podzielić trzeba jeszcze przez dodatkowy parametr, jakim jest stan techniczny.

Dzielnica I Sekretarza

Dla Śródmieścia Katowic, gdzie wystawianych jest na sprzedaż najwięcej mieszkań, czynnik techniczny chyba najtrudniej byłoby oszacować. W ofercie znajdziemy przecież i najnowsze projekty o nowoczesnym standardzie, i znakomicie zlokalizowane rudery, którym albo wystarczyłby gruntowny remont, albo nie pomogłoby nic, bo to prawno-techniczne pułapki z niechcianymi lokatorami. W przypadku przedwojennych kamienic jedyną szansą dla inwestora jest więc możliwość odnowy budynku w całości, bo na takie apartamenty można spodziewać się wielu chętnych.

Poza rewitalizowaną częścią Śródmieścia potencjał wzrostowy wskazuje się też w katowickich dzielnicach o trochę innej niż w centrum zabudowie.

— Obecnie największym zainteresowaniem cieszą się dzielnice Brynów oraz Piotrowice, a na drugim miejscu, ze względu na świetną komunikację i bliskość do centrum, znajdują się dzielnica Dąb i część Osiedla Paderewskiego-Muchowiec — komentuje Dagna Karkowska z Home Brokera.

Kompleksy willowe Piotrowic czy Brynowa, podobnie jak nowe zabudowania okolic Doliny Trzech Stawów, sprawiają wrażenie, że katowicki rynek mieszkaniowy wkroczył w nową erę, pozostawiając trochę w cieniu słynną Superjednostkę, w której winda zatrzymuje się na co trzecim piętrze. Chociaż trudno tutaj o porównania jakości, gigant na żelbetowych nogach miałby jednak niepoliczalny w arkuszu walor, bo Charles de Gaulle porównał go kiedyś do dzieła czołowego światowego architekta — Le Corbusiera. Pomimo że to pewnie kurtuazja, nowym osiedlom raczej się już nie przydarzy.

Przeczytaj ulotkę

Superjednostki nie warto też skreślać, myśląc na przykład o mieszkaniu na wynajem, bo Katowice również w ilości takich transakcji okazują się przewyższać okoliczne miasta. Podczas gdy na stolicę regionu przypada 2 tys. ofert, w Gliwicach takich lokali jest o połowę mniej, a w Sosnowcu, Bytomiu czy Zabrzu znajdziemy ich nie więcej niż 250, wynika z ogłoszeń na portalu Otodom.pl.

W podobnej kolejności miasta ustawiłyby się, gdyby głównym kryterium była wysokość czynszu — tak jak w Katowicach można spodziewać się od lokatorów średnio 1,9 tys. zł miesięcznie, w Gliwicach stawka wynosi 1,6 tys. zł, trochę mniej zarobimy w Zabrzu i Sosnowcu, a w Bytomiu liczyć możemy już tylko na 980 zł. Ze wszystkich statystyk wynika, że najpewniej byłoby wybrać taki ośrodek, którego rynek jest najbardziej prężny, ale zawężając się do Katowic, dobrze nie ograniczać się tylko do sprawdzenia na mapie, czy wybraliśmy dobry adres.

W starej zabudowie da się zarobić na nowoczesnych loftach, ale można też stracić, nie wiedząc, jakich lokatorów będziemy mieli jeszcze długo w środku, a jakie zasypane szyby będą pod naszym domem już zawsze. Kiedy więc usłyszymy, że chałpa idzie kupić, a wiela nie kosztuje, miejmy w zanadrzu odpowiedź, że chcemy zarobić na tym geld, a nie opróżnić tak zwany bajtlik do nula. [FOT. FOTOLIA]

5 tys. zł Tyle trzeba zapłacić na rynku pierwotnym za mkw. mieszkania w Katowicach...

4 tys. zł ...a taka jest średnia cena mkw. na rynku wtórnym w stolicy Górnego Śląska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane