Inwestycyjna bitwa o Bałtyk

PŻB nie chce ulec konkurencji. Czekając na Batorego, będzie wozić pasażerów używanym promem Nova Star

Stena Line uruchomiła niedawno połączenia promowe z Gdyni do Nynäshamn. W kwietniu wprowadzi na tej linii nowy statek Bore Bay, do przewozów frachtowych — ciężarówek, naczep czy kontenerów. Polska Żegluga Bałtycka (PŻB) Polferries nie chce zostać w tyle za konkurencją i szykuje kursy używanym promem Nova Star. Został zbudowany w 2011 r. w Singapurze, a niedawno pływał na linii z Maroka do Hiszpanii. Teraz, dzięki współpracy finansowej z Polskim Funduszem Rozwoju, został wyczarterowany przez PŻB Polferries.

Z RĄK DO RĄK:
Zobacz więcej

Z RĄK DO RĄK:

Prom Nova Star pływał pierwotnie we flocie kanadyjskiej firmy, która zbankrutowała, kiedy zaprzestano dopłat do lokalnych kursów. Później trafił do Marokańczyków, a niedawno umowę na czarter bez załogi podpisała PŻB Polferries. fot.polferries

— Został nieco zniszczony przez Marokańczyków, więc właściciel musi go odnowić zgodnie z warunkami umowy. Spodziewamy się, że będzie eksploatowany od maja — mówi Piotr Redmerski, prezes PŻB Polferries. Posłuży do przewozu pasażerów i ciężarówek — będzie realizował kursy wahadłowe z promem Wawel, także używanym przez kołobrzeskiego armatora. Podczas jednego będzie mógł przewieźć 1-1,2 tys. pasażerów oraz 70 ciężarówek.

— Dzięki temu PŻB Polferries umocni pozycję konkurencyjną. Musimy o to zadbać. W przyszłym roku Stena Line odbiera przecież kolejne zamówione promy, a polscy armatorzy nie mogą pozwolić się zdystansować — podkreśla Grzegorz Witkowski, wiceminister gospodarki morskiej.

Z Chin czy z Polski

Skandynawski armator zamówił jednostki w Chinach. Dla PŻB Polferries jest natomiast budowany prom na terenach Stoczni Szczecińskiej. Jego koszt jest szacowany na ponad 100 mln EUR. Bez serii nowych jednostek polski armator w długiej perspektywie nie wygra z konkurencją. Nowym promem chce pływać ze Świnoujścia do Ystad. Będzie on jednak gotowy dopiero za kilka lat, konieczne więc są zakupy albo czartery kolejnych używanych jednostek. Budowa promu w Szczecinie to projekt realizowany w ramach rządowego programu Batory. Wielu armatorów planuje kupowanie jednostek w Chinach. Sugerują jednak, że ceny budowanych tam promów będą rosnąć w miarę zmiejszania substydiów ze strony państwa. W szczecińskiej stoczni w czerwcu ubiegłego roku położono stępkę, teraz kończony jest projekt techniczny statku. Wykonano też część prac modernizacyjnych na pochylni Wulkan. Od lat nie budowano na niej statków, więc odbudowa infrastruktury jest dużym wyzwaniem. Nie mniejszym jest pozyskanie fachowej kadry. Piotr Redmerski uważa jednak, że w tym roku wykonane będą kolejne sekcje promu, choć to zależy od stoczni.

Czekają na Batorego

Grzegorz Witkowski podkreśla, że port w Ystad już prowadzi prace modernizacyjne, które pozwolą przyjąć i rozładować tak dużą jednostkę, jaką ma być Batory.

— Zanim zbudujemy prom, port w Ystad będzie gotowy, a jeśli nie, to przygotowany jest plan B, czyli kursy do Trelleborga — mówi Piotr Redmerski.

Jego zdaniem, skandynawskie porty intensywniej przygotowują się do przyjęcia polskiego Batorego i kolejnych jednostek z tej serii niż krajowe. Rodzime realizują wprawdzie unijne inwestycje w rozbudowę infrastruktury, ale będzie dostępna dla wszystkich klientów. Zagraniczni armatorzy są silni kapitałowo, inwestują we flotę z Chin, więc Piort Redmerski obawia się, że szybciej i bardziej skorzystają na unijnych inwestycjach w polskich portach niż krajowe firmy żeglugowe, które dopiero przygotowują się do odnowy floty. Ma ona już ponad 30 lat. Postuluje opracowanie programu, dzięki któremu, zamiast realizować unijne projekty, krajowi armatorzy oraz rodzime instytucje finansowe rozbudują istniejącą infrastrukturę portową wyłącznie na swoje potrzeby.

— Mówimy o inwestycjach wartości około 50 mln zł. To kwota zbliżona do naszego rocznego zysku. Możemy je sfinansować, ale pod warunkiem, że armatorzy już działający na Bałtyku będą mieć wyłączność na korzystanie z nich — uważa Piotr Redmerski.

Jak twierdzi, Skandynawowie prognozują, że rynek bałtyckich przewozów zwiększy się do 2030 r. o 50 proc. Armatorzy mają więc dobre perspektywy rozwoju. Jednocześnie obawia się, że takie prognozy zachęcą zagranicznych armatorów do żeglugi po Bałtyku, a starcie z gigantami dla krajowych firm może być bolesne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Inwestycyjna bitwa o Bałtyk