Inżynier z patentem na Bieszczady

opublikowano: 18-02-2015, 00:00

Tajemniczy inżynier-milioner dekadę temu sprzedał świetnie prosperujący biznes. Teraz za 370 mln zł wybudował hotel w Arłamowie. Kto to taki?

„Amortyzator sprężynowy, talerzowy zawierający zestaw sprężyn talerzowych umieszczonych w korpusie, który to korpus ma kształt tulei i zakończony jest z jednej strony wewnętrznym kołnierzem…” — bez wniosku patentowego, zaczynającego się tymi zdaniami, zapewne nie byłoby dziś największej, prywatnej inwestycji hotelarskiej w Polsce.

Zobacz więcej

PIOTR KOWALCZYK

Nie byłoby jej też bez pewnego szacownego inżyniera, który powyższy wniosek pisał w niewielkim mieszkaniu w kilkupiętrowym bloku w rodzinnym Przeworsku, nieopodal Rzeszowa. Antoni Kubicki — bo o nim mowa — pomimo osiągnięć w nauce i biznesie woli pozostać anonimowy. Jednak dzieło jego życia, które właśnie szturmem zdobywa portfele turystów, każe zapytać raz jeszcze — kim pan jest, panie inżynierze?

Zderzenie z patentem

Antoniego Kubickiego nie ma w bazach fotograficznych, w internecie ślad o nim urywa się w 2006 r., gdy inżynier sprzedał świetnie prosperujące przedsiębiorstwo Kamax w Kańczudze, 30 km od Rzeszowa. Historia Kamaksu sięga lat 50., gdy zawiązała się Spółdzielnia Pracy Metalowców.

Jednak eksplozja biznesu metalowców nastąpiła dopiero w połowie lat 80., wraz z wybuchem talentu Antoniego Kubickiego. To dzięki patentom jego zespołu Kamax zaczął produkować m.in. zderzaki i amortyzatory dla kolei. Ich przewaga polegała na opatentowanej technologii elastomerowej, znacznie zmniejszającej ryzyko uszkodzenia wagonów.

Polimery wypchnęły kańczucką firmę w świat, głównie dzięki Kubickiemu, który w 1992 r. zaryzykował i zastawił niemal cały majątek, by przejąć prywatyzowane zakłady. Efekt? Ochrona patentowa napędzała zyski, które w 2006 r. przekroczyły 34 mln zł przy niecałych 190 mln zł przychodów.

Przez cały ten czas Kubicki trzymał się z boku medialnego szumu. Robił swoje — zarabiał krocie — i w 2006 r. sprzedał całość Kamaksu funduszowi Advent International, który zmienił nazwę spółki na Axtone. Obrotny inżynier dostał do ręki ponad 200 mln zł, zostawił sobie też m.in. spółkę budowlaną, pakiet 12-procentowyakcji ZNTK Łapy oraz stary, rządowy i niesławny ośrodek wypoczynkowy w bieszczadzkim Arłamowie.

Styl w kieszeniach

I to właśnie Arłamów stał się dziełem życia Antoniego Kubickiego.

— Właściciel jest tu niemal codziennie, dogląda spraw, choć zarządowi zostawia pełną swobodę. Doradza, ale nie rozkazuje, taki ma styl — opisuje Piotr Korczak, prezes Hotelu Arłamów.

66-letni dziś Kubicki zasiada w nadzorze hotelowej spółki, zarządzającej obiektem o powierzchni ponad 50 tys. m.kw. Sam teren to 213 ha, są tam boiska i hale sportowe, wyciągi narciarskie, baseny, strzelnice, pole golfowe, SPA, a nawet lądowisko dla samolotów. W sumie kompleks hotelowy, otwarty pod koniec 2013 r., kosztował 370 mln zł, z czego 60 mln zł to dofinansowanie unijne (głównie na ekologiczne walory projektu). Resztę, nie licząc niewielkiego kredytu, wyłożył Kubicki, po raz kolejny ryzykując niemal całym swoim dobytkiem.

— To jedna z największych prywatnych inwestycji hotelowych w historii III RP, na pewno najbardziej spektakularna — przyznaje Wojciech Budzowski, członek zarządu hotelu, odpowiedzialny za marketing.

Znawcy tematu wymieniają jeszcze Hotel Gołębiewski w Karpaczu i Ossę w Rawie Mazowieckiej. I owszem, oba obiekty kosztowały po około 400 mln zł, jednak finansowane były głównie z potężnych kredytów bankowych. Tymczasem Kubicki wyłożył na stół 300 mln zł z własnej kieszeni. I — jak twierdzą jego współpracownicy — już w tym roku będzie mógł zacząć znów chować gotówkę w kieszenie.

Pobity Palikot

— Owszem, zapaść na Ukrainie i w Rosji zniweczyła naszą kampanię marketingową w tamtych regionach. Jednak nie narzekamy na brak gości z Polski, nastawiamy się na trzy grupy: gości konferencyjnych, turystów z rodzinami oraz tych szukających aktywnego wypoczynku. Rośniemy na tyle szybko, że mogę spokojnie powiedzieć, że ten rok zakończymy na plusie. Dalszy potencjał wzrostu jest potężny — ocenia Piotr Korczak, były burmistrz Ustrzyk Dolnych, i zapowiada, że już teraz hotel gotowy jest na zmianę szyldu na 5 gwiazdek. 20 lat temu wydawało się, że po Arłamowie zostanie co najwyżej kupa gruzu.

Jedna z osób, która pracowała z Antonim Kubickim, pamięta czasy, gdy w 1996 r. Kamax kupował ośrodek w Arłamowie. Kubicki, zapalony myśliwy, doskonale znał ten teren i miał wobec niego dalekosiężny plan. Wydawało się, że jedynie on jest takim wizjonerem, by wśród bieszczadzkiej głuszy widzieć przyszłą gwiazdę polskiego hotelarstwa, obiekt mogący pomieścić niemal 500 gości.

— Po rozstrzygnięciu przetargu śmialiśmy się, że patenty wzięły górę nad procentami — mówi nasz rozmówca. Skąd procenty? W 1996 r. o Arłamów walczył także producent tanich win — Janusz Palikot. Kubicki jednak na tyle wierzył w swój plan, że bez wahania przebił ofertę właściciela Ambry. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy