Irak — bez punktów za pochodzenie

Kazimierz Krupa
10-06-2003, 00:00

Z naszym udziałem w odbudowie Iraku wiązane są ogromne nadzieje. Ma się on stać jednym z istotnych kół zamachowych, które pchną gospodarkę na nowe tory, w zasadniczy sposób wpłynąć na koniunkturę. Czy te nadzieje nie są rozbudzone zbyt mocno, czy nie przecenia się kontraktów irackich, czy one w ogóle będą, a jeżeli tak, to na ile istotne?

Z Irakiem jest tak jak z tym czeskim filmem — nikt nic nie wie (pozdrawiam Braci Czechów dwa dni po referendum unijnym u nas, trzy dni przed u nich i życzę, co najmniej, takiego samego wyniku). Tam nie ma prawa, nie ma władzy, nie ma struktur — to jest jedna wielka magma, którą dopiero trzeba będzie uformować. Ale co po uformowaniu wyjdzie — nie wie nikt. Amerykanie, którzy — przynajmniej teoretycznie — powinni być najlepiej zorientowani, nie pozostawiają nam złudzeń. Jeżeli Polakom wydaje się, że wiedzą mniej niż Amerykanie, to się mylą. Wiedzą dokładnie tyle samo. A że jest to bardzo niewiele, by nie powiedzieć nic, to już zupełnie inna sprawa — twierdzą.

Wiadomo natomiast, że o kontrakty irackie nie będzie wcale łatwo. Ponieważ prawa irackiego zwyczajnie nie ma, wszystko będzie układane według prawa amerykańskiego, prawa stanu Nowy Jork. A jego znajomość, obowiązujących w nim procedur z pewnością nie będzie silną stroną polskich przedsiębiorstw ubiegających się o kontrakty. Polskie firmy z pewnością nie mogą też liczyć na „punkty za pochodzenie” wynikające z naszej przynależności politycznej i zbrojnej koalicji antysaddamowskiej. To już historia, teraz zasługi i sentymenty odchodzą na dalszy plan — liczy się kasa.

Brak preferencji, wysokie progi kapitałowe, pełne gwarancje finansowe, dopuszczenie do rokowań wyłącznie silnych konsorcjów — to kryteria, które zdecydują o obecności naszych inżynierów i robotników w Iraku. Mitem jest również polskie doświadczenie przy pracach, budowach w tamtym rejonie. To zupełnie inna bajka. To zupełnie inny Irak, zupełnie inne warunki działania. Wtedy polski robotnik, zarabiając na budowie w Iraku czterysta dolarów miesięcznie był najszczęśliwszym, i bardzo zamożnym na polskie warunki, człowiekiem. Teraz za czterysta dolarów nikt nawet nie kiwnie palcem.

Przyjdzie więc chyba zweryfikować nieco nasze oczekiwania. Co nie znaczy, że nie należy zrobić wszystkiego, by o kontrakty irackie skutecznie zawalczyć.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Irak — bez punktów za pochodzenie