Irak obiecuje firmom kokosy

Małgorzata Grzegorczyk; Współpraca: Michalina Szczepańska
28-09-2011, 00:00

W Bagdadzie wartość kontraktów liczy się nie w milionach, lecz miliardach USD. Konkurencja jest mała. Jeszcze

Polski biznes nie skorzystał na polskiej interwencji w Iraku, choć politycy obiecywali sobie po niej sporo. Kilka lat temu Roman Karkosik zastanawiał się, czy nie zrobić w Iraku interesu na złomie. O sprawie ucichło. Może powiedzie się teraz? Po trzydziestu latach wojen, okupacji, sankcji, Irak liczy na lepsze czasy.

— Zasługujemy na to. Liczymy, że od przyszłego roku rozpocznie się okres odbudowy gospodarki. Przez najbliższych 10 lat będzie to kosztować 500-700 mld USD. Rząd będzie rocznie wydawał 30-40 mld USD. Potrzebujemy inwestycji — mówi Saad Jawad Kindeel, ambasador Iraku w Polsce.

Tu leżą pieniądze

Największe możliwości widzi w sektorze produkcji ropy i gazu, elektryczności, telekomunikacji, rolnictwa, wodno-kanalizacyjnym, transportu, budownictwa, deweloperskim, turystyce, ochronie zdrowia i szkolnictwie. Irak chce czterokrotnie zwiększyć wydobycie ropy, na której dziś zarabia 80 mln USD rocznie, co będzie kosztować 200 mld USD. Zasoby są oceniane na 115 mld baryłek, ale zostały zbadane tylko na 20 proc. powierzchni kraju i mogą wzrosnąć o 50- 200 mld baryłek.

— Drugim po ropie najważniejszym sektorem jest budownictwo. Tylko na infrastrukturę rząd chce do 2014 r. wydać 186 mld USD. Jeszcze 20 mld USD potrzeba na dokończenie budowy Portu Fao, który będzie jednym z największych na świecie — mówi Saad Jawad Kindeel. Budownictwo mieszkaniowe też czekają wielkie inwestycje. Rząd Iraku chce, by w 10 lat powstały 2 mln domów i mieszkań. Irak chce też przywrócić do życia rolnictwo, które dziś stanowi 3 proc. PKB, wobec 9 proc. w latach 60. ubiegłego wieku.

Jak to się robi

— Inwestycje muszą być finansowane całkowicie przez firmy. Rząd będzie płacił dopiero po zakończeniu projektów. Inwestorom, którzy mogą je realizować poprzez spółki z firmami irackimi, gwarantujemy zwolnienie z podatków na 10 lat, możliwość zatrudniania zagranicznych pracowników, 3-letnie zwolnienie z cła, podatek liniowy wysokości 15 proc. — wymienia Saad Jawad Kindeel. Zapewnia, że inwestorzy mogą czuć się w Iraku bezpiecznie, bo liczba aktów terrorystycznychspadła do 10 proc. poziomu z najgorszych lat 2006-7.

Ambasador zachęca, by firmy, które myślą o nawiązaniu kontaktów, odwiedziły Irak. — Możliwości są ogromne i otwarte nie tylko dla dużych, ale też małych i średnich firm. Projekty można znaleźć w Krajowej Korporacji Inwestycyjnej (National Investment Corporation), na stronach internetowych ministerstw i rządów prowincji — wymienia ambasador.

Jego zdaniem, polskie firmy mają przewagę, bo w latach 70. i 80. brały udział w budowie dróg, miast i fabryk. — Ale zdecydować się trzeba dziś, gdy nie ma dużej konkurencji, gdy jest dużo projektów, a niewielkie zainteresowanie. Za 2-3 lata na każdy projekt będzie kilku chętnych — mówi Saad jawad Kindeel. Dostrzegli to już inni: firmy z Turcji i Iranu, ale także Niemiec, Francji, USA, Chin, Korei i Japonii.

Polak (nie) potrafi...

Na tym tle Polska wypada bardzo słabo. — Import z Iraku praktycznie nie istnieje, przez 7 miesięcy tego roku wyniósł 100 tys. USD. Eksport rośnie, w tym roku wyniósł 15 mln USD. Eksportujemy głównie papierosy, ser, maszyny rolnicze. Polscy przedsiębiorcy powinni uczestniczyć w misjach, szukać kontraktów, bo Irak stanie się w przyszłości bardzo interesującym rynkiem. Ale dziś polskie firmy nie chcą angażować kapitału w inwestycje — mówi Jan Przegaliński z Ministerstwa Gospodarki.

...ponieważ się nie interesuje

O małym zainteresowaniu świadczy fakt, że na spotkanie z ambasadorem Iraku przyszła garstka firm, w tym kancelaria prawna i firma konsultingowa. — To dla nas sygnał, żeby zorganizować do Polski misję irackich przedsiębiorców, aranżować spotkania B2B, promować handel — mówi Jan Rafałowski z Krajowej Izby Gospodarczej. Brak wiedzy jest największym problemem. Tymczasem Irak to bardzo obiecujący rynek.

— 75 proc. polskiego eksportu trafia do krajów UE, które teraz czekają lata stagnacji. Polskie firmy muszą znaleźć nowe rynki zbytu. Są szybko rozwijające się kraje azjatyckie, jak Chiny i Indie, oraz kraje, które mają ropę lub gaz, jak Irak, Libia, Kazachstan czy Azerbejdżan. Polscy przedsiębiorcy już się zainteresowali Kazachstanem. Może nasze firmy mogłyby znaleźć niszę także w Iraku — zastanawia się Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk; Współpraca: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Irak obiecuje firmom kokosy