Wczoraj Unia Europejska dała szansę Irlandczykom. Dzisiaj widać, że ją wykorzystali. Jutro dowiemy się, czy pozwolą na to Polakom.
- Dlaczego Irlandia przeprowadza referendum w sprawie ratyfikacji traktatu z Nicei?
- Za każdym razem, gdy nasz rząd podpisuje umowę międzynarodową, związaną z suwerennością kraju, musi przeprowadzić referendum ratyfikacyjne. Traktat z Nicei wpływa na suwerenność Irlandii. Jego przyjęcie oznacza dla nas wniesienie dwudziestej szóstej poprawki do konstytucji, obowiązującej od 1947 roku. Dlatego pytanie w referendum 19 października brzmi: czy jesteś za 26. poprawką do Konstytucji?
- A Pani jest za, czy przeciw?
- (bez odpowiedzi)
- Czy umowa akcesyjna, którą — wchodząc do Unii — podpiszą obecni kandydaci, też będzie wymagała w Irlandii referendum?
- Nie. W tym przypadku tak, jak w pozostałych państwach członkowskich, wystarczy ratyfikacja przez parlament.
- Referendum, związane z poparciem traktatu nicejskiego, już raz się w waszym kraju odbyło — w czerwcu zeszłego roku. Większość Irlandczyków powiedziała wtedy „nie”! Dlaczego?
- Frekwencja w tamtym referendum wyniosła zaledwie 34 proc. To był dla wszystkich wielki szok, bo zwykle w irlandzkich referendach głosowała ponad 50 porc. uprawnionych. Drugą niespodzianką stała się przewaga głosów na „nie”. Od kiedy w 1973 roku 83 proc. Irlandczyków opowiedziało się za wejściem do Unii, referenda potwierdzały poparcie dla członkostwa w Unii, choć nie było ono tak wysokie jak przed 29 laty.
- To znaczy, że dzisiaj w Irlandii już nie podchodzi się do UE z tak dużym entuzjazmem jak kiedyś? Jesteście przeciwko rozszerzeniu Unii Europejskiej?
- Irlandia nie jest przeciwko ani rozszerzeniu, ani Unii Europejskiej. Zawsze byliśmy i jesteśmy entuzjastycznym członkiem UE i gorąco popieramy jej rozszerzenie. Część naszych wyborców obawiała się jednak, że ratyfikacja traktatu z Nicei ograniczy neutralność państwa. Dlatego dali wyraz nieufności wobec Unii. Byli tacy, którzy poczuli, że decyzje zapadają gdzieś w Brukseli — z dala od nich i nie mają na to wpływu. A przecież przedstawiciele rządu irlandzkiego biorą udział w podejmowaniu tych decyzji.
- Co było przyczyną tego lęku?
- Brak informacji i nieporozumienia.
- Ale ostatnie sondaże wskazują, że w sobotnim referendum będzie więcej głosów „tak”.
- To prawda — im bliżej referendum, tym więcej zwolenników ratyfikacji. Nasz rząd podjął wiele działań. Cały czas prowadzi kampanię informacyjną...
- W jaki sposób?
- Po pierwsze: przyjęto formalne oświadczenie, że traktat z Nicei nie narusza tradycyjnej neutralności militarnej Irlandii. Po drugie: ustanowiono tzw. Irlandzkie Narodowe Forum Europejskie, służące otwartej dyskusji o Europie, w którym każdy może zabrać głos. W jego skład wchodzą reprezentanci wszystkich partii parlamentarnych — także z Parlamentu Europejskiego i Irlandii Północnej. Oprócz nich znajdują się tam m.in. przedstawiciele pracodawców, związków zawodowych i organizacji pozarządowych. Po sześciu miesiącach pracy forum sporządziło raport, z którego wyraźnie wynika, że Irlandia nie jest przeciwna rozszerzeniu. Mamy jednak pewne obawy co do kierunku rozwoju Unii w zakresie „odpowiedzialności demokratycznej”. Ale nasz rząd stara się walczyć także z tymi obawami. Dlatego parlament powołał komitet, opiniujący wszystkie nowe regulacje prawne, wprowadzane przez Brukselę.
- Kto w Irlandii nawołuje do sprzeciwu?
- Główne partie w irlandzkim parlamencie popierają przyjęcie traktatu z Nicei. Należą do nich tworzące koalicję rządzącą Fianna Fail i Progressive Democrats, oraz największa partia opozycyjna — Fine Gael i Partia Pracy. Grupy popierające ratyfikację obejmują też pracodawców i organizacje biznesowe, związki zawodowe i grupy rolników. Oczywiście są też przeciwnicy Unii Europejskiej, którzy prowadzą aktywną kampanię przed referendum. Przeciw ratyfikacji występują Partia Zielonych, Sinn Fein i niektóre organizacje pozarządowe.
- Ale oni powinni chyba zrozumieć sytuację Polaków. Przecież Irlandia też wstępowała do Unii jako biedny kraj...
- Zapewniam, że jednym z głównych argumentów zwolenników ratyfikacji traktatu z Nicei jest to, że kraje kandydujące, w tym Polska, mają prawo do czerpania korzyści z członkostwa w UE. Ale nie można zapominać, że w Irlandii — od czasów integracji — dorosło całe pokolenie. Wielu młodych Irlandczyków po prostu nie pamięta, jak wyglądało życie przed wejściem do Unii. Oni nie pamiętają też, jak wchodziliśmy do UE, tak jak wielu ludzi w Polsce nie wie, jak wyglądało życie w czasie stanu wojennego. Trzeba przyznać, że to były kompletnie inne realia.
- To znaczy?
- Kiedy wstępowaliśmy do Unii, a raczej do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, wyglądała ona zupełnie inaczej niż teraz. Było tylko 6 państw członkowskich, a polityka wspólnotowa nie była jeszcze tak rozwinięta jak dzisiaj. Brakowało rąk do pracy, tak więc nadmiar naszej siły roboczej był potrzebny. Negocjowaliśmy jedynie kilka okresów przejściowych — m.in. dla przemysłu samochodowego i rynku pracy (obywatele UE nie mogli pracować w Irlandii).
- I co z tego wynikło?
- Przede wszystkim zwiększyła się ekonomiczna niezależność Irlandii. Uniezależniliśmy się gospodarczo od Wielkiej Brytanii. Kiedy wstępowaliśmy do UE, 70 proc. naszego eksportu trafiało do tego kraju. Teraz to jakieś 20 proc. Zatrudnienie w rolnictwie spadło z 17 proc. do 7 proc. Rozwinęła się opieka społeczna, prawa kobiet, ochrona środowiska... Ale te sukcesy zawdzięczamy wykorzystaniu możliwości zaoferowanych nam przez Unię.
Thelma Maria Doran
Ambasador Irlandii w Polsce od września 2001 roku. Przedtem przez sześć lat była ambasadorem w Austrii, z akredytacją obejmującą także Słowację i Słowenię.
Karierę w dyplomacji rozpoczęła w wieku 26 lat, w departa-mencie Unii Europejskiej irlandzkiego ministerstwa spraw zagranicznych. Po pracy w irlandzkich placówkach dyploma-tycznych w Szwajcarii, Niemczech i Stanach Zjednoczonych, wróciła w połowie lat 80. do minister-stwa, gdzie zajmowała się m.in. kwestiami rozbrojenia i stosunkami Wschód- -Zachód, w tym kontaktami z krajami Europy Centralnej i Wschodniej. Od 1991 r. do1995 r. pozostawała ambasadorem Irlandii w Chińskiej Republice Ludowej.
