Jabłka mogą wjeżdżać do Chin

Michalina Szczepańska
opublikowano: 29-08-2018, 22:00

Nie ma formalnych przeszkód w wysyłce do Państwa Środka, a walczy o to 97 sadowników.

Miało być 40 tys. ton rocznie tylko z jednego kontraktu, a łącznie w pierwszym sezonie sprzedaliśmy 1 tys. ton jabłek, zaś w kolejnym — 6,5 tony. O tych wynikach sprzedaży zagranicznej na najbardziej oczekiwany przez sadowników rynek pisaliśmy w poniedziałek. Appolonia, konsorcjum producentów, które chwaliło się podpisaniem rekordowej w historii polskiego sadownictwa umowy na dostawy oraz kontrahentem, z którym zrealizowało historycznie pierwszą wysyłkę polskich jabłek za Wielki Mur, tłumaczyła niskie statystyki nieco słabnącym zapałem importera, a później formalną blokadą. Przemysław Błądek, członek zarządu Appolonii, wyjaśniał, iż to kwestia zmiany instytucji po stronie chińskiej — inna podpisywała protokół otwierający rynek, a inna działa teraz, zaś protokół nie został aneksowany. To miało prowadzić, jego zdaniem, do tego, iż urzędnicy nie są w stanie wydawać świadectw fitosanitarnych, które są niezbędne do wysyłki.

— GACC, czyli nowa instytucja [w jej skład weszło m.in. AQSIQ, z którym został podpisany protokół dla jabłek — red.], rozpoczęła funkcjonowanie od maja 2018 r. Ze względów jakościowych jednak polskie jabłka nie mogą być eksportowane do Chin później niż w I kw. roku, a nowa instytucja powstała już po zakończeniu potencjalnego sezonu eksportowego jabłek ze zbioru ubiegłorocznego — wyjaśnia Agnieszka Sahajdak, dyrektor Biura Nadzoru Fitosanitarnego i Współpracy Międzynarodowej w Głównym Inspektoracie Ochrony Roślin i Nasiennictwa.

Zmian nie ma…

Nie ma żadnych sygnałów ze strony chińskiej, iż cokolwiek się zmieniło.

— Żaden kraj, a przecież do Chin eksportuje ich wiele, nie podpisywał nowego protokołu w związku z tym, iż pojawił się GACC, nie tworzono również aneksów. Sprawdziliśmy to w instytucjach rządowych — dodaje Agnieszka Sahajdak.

W obecnym, niedawno rozpoczętym, sezonie jabłka nie zostały wyeksportowane, bo jest na to za wcześnie. Kontrole w sadach nie zostały jeszcze zakończone,więc eksport ruszyć nie mógł. Według inspektoratu, działania kontrolne prowadzone są u 97 sadowników, a wydanie pierwszych świadectw fitosanitarnych powinno nastąpić w drugiej połowie września.

— W pierwszym sezonie po otwarciu o pozwolenie na eksport do Chin starało się kilkuset sadowników. Później zainteresowanie zmalało. 97 nie będzie w stanie sprzedać większych wolumenów, choć to świetny moment na sprzedaż jabłek do Chin — twierdzi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

…a moment jest dobry

Przy średniej powierzchni sadów wynoszącej około 10 hektarów i bardzo wysokich zbiorach na poziomie 50 ton z każdego hektara do Chin mogłoby trafić ponad 48 tys. ton. Ale oczywiście wszystko do Chin nie trafi. Sadownicy mówią, że jeśli 20 proc. owoców będzie odpowiadać Chińczykom — pod względem jakości, tzn. wybarwienia, wielkości czy też używanych do ich ochrony środków — będzie to świetny wynik.

— Chińczycy stracili kilkadziesiąt procent zbiorów z powodu przymrozków, a to oni są największym producentem jabłek na świecie, więc w grę wchodzą ogromne ilości. Jest duże zainteresowanie tamtejszych importerów, ale to my musimy wyjść z inicjatywą poluzowania części norm, które znalazły się w protokole, żeby ułatwić sadownikom sprzedaż. Przykładowo — Chińczycy nie dopuszczają części środków stosowanych powszechnie w Europie przeciwko chorobom i szkodnikom. Warto więc podjąć się szybkich renegocjacji. Tłumaczyliśmy to ministrowi — dodaje Mirosław Maliszewski. © Ⓟ

Na krajowym podwórku

W przypadku batalii o eksport do Chin chodzi o jabłka deserowe, które odpowiadają za około połowę produkcji. W tym roku duże są też zbiory jabłek przemysłowych, przerabianych na koncentrat, z którego produkowane są później np. soki i który jest też dodatkiem do wielu przetworów warzywno-owocowych. Trafiają one do przetwórni czy też powinny tam trafiać. Grójecka inicjatywa — Młodzi dla Sadownictwa, czyli po prostu młodzi sadownicy z regionu specjalizującego się w jabłkach — wystosowała w tym tygodniu apel o wstrzymanie się z oddawaniem owoców do punktów skupu przez co najmniej 10 dni. Chodzi oczywiście o ceny: „Cena skupu jabłka przemysłowego — 15 groszy za kilogram. Jabłka deserowego na eksport — 60 groszy. Wchodzimy do popularnego hipermarketu i tu spotyka nas niespodzianka: za kilogram jabłek zapłacimy 5 złotych, zaś na polskiej stacji benzynowej Orlen za jedno (!) jabłko zapłacimy »zaledwie« 1 złoty 20 groszy” — czytamy w piśmie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Jabłka mogą wjeżdżać do Chin