JACEK BUCHACZ: WINNY BYKOWSKI

Paweł Zielewski
25-05-2000, 00:00

JACEK BUCHACZ: WINNY BYKOWSKI

Były minister broni się, oskarżając byłego pracodawcę o ukrywanie informacji

ŻAL: Jedno mogę stwierdzić — nikomu nie życzę takiego końca kariery, jak w przypadku Piotra Bykowskiego — mówi Jacek Buchacz. fot. MW

Upadek Banku Staropolskiego oraz — dosłownie i w przenośni — Piotra Bykowskiego jeszcze długo będą stanowiły temat spekulacji i domniemań. Jacek Buchacz, jeden z głośnych współpracowników Bykowskiego, jest przekonany, że były prezes Staropolskiego pociągnie za sobą w dół jeszcze wiele osób, o ile tylko uda się rozwikłać łamigłówkę wzajemnych powiązań dziesiątek firm kontrolowanych przez jednego człowieka.

Jacek Buchacz, który przez kilka lat blisko współpracował z Piotrem Bykowskim, jest dziś bardzo krytyczny wobec swojego byłego szefa. Były minister współpracy gospodarczej z zagranicą w rządzie Waldemara Pawlaka, były przewodniczący rady nadzorczej niezwykle kontrowersyjnego Polskiego Funduszu Gwarancyjnego (który w 1996 roku dokapitalizował Bank Staropolski), były wiceprezes rady Invest-Banku, były członek rad m.in. Kredytowo-Inwestycyjnego Banku w Charkowie i kilku innych firm „z kręgu Bykowskiego”, twierdzi, że współpracownicy poznańskiego biznesmena mieli niewiele wspólnego z kreowaniem strategii tak Staropolskiego, jak i spółek zależnych i współpracujących.

— Współzarządzający poszczególnymi spółkami mieli niewielki wpływ na sposób działanie tych firm. Mało tego — wiele razy zdarzało się, że raz przyjęte strategie były uzupełniane o elementy wzajemnie się wykluczające, narzucane przez Piotra Bykowskiego. Często członkowie rad nadzorczych nie mieli dostępu do bilansów firm. Z tego powodu składałem kolejne rezygnacje z pełnienia funkcji w radach — twierdzi Jacek Buchacz.

Wschodnie sieci

— Podjąłem się prowadzenia spraw związanych z budową sieci hipermarketów na Ukrainie. W kraju zostałem przewodniczącym rady nadzorczej Polskiego Towarzystwa Samochodowego. Jesienią 1998 r. zostałem wiceprezesem rady Invest-Banku i członkiem rady banku w Charkowie, przemianowanego na Invest--Bank Ukraina. Bank ten początkowo miał kredytować budowę sieci handlowej. Po roku pracy okazało się, że koncepcja budowy sieci marketów jest zbyt ryzykowna i wymaga ogromnych nakładów finansowych. Szybko została więc zastąpiona programem Invest-Kredyt Ukraina, dużo łatwiejszym do realizacji, ale też nie zrealizowanym — tłumaczy Jacek Buchacz.

Winny temu ma być jedynie Piotr Bykowski, który samodzielnie podejmował wszelkie decyzje.

Autokaruzela

Nasz rozmówca twierdzi, że początkiem końca Banku Staropolskiego było pozyskanie w końcu 1999 r. inwestora strategicznego dla Invest-Banku.

— Polsat wprowadził do Invest--Banku swoich przedstawicieli, którzy zapoznali się z sytuacją spółek zależnych, w tym Staropolskiego. O ile wcześniej istniała szansa na sprzedaż całej grupy, o tyle po zbadaniu finansów BS koncepcja ta przestała być brana pod uwagę. Przed możliwym zaangażowaniem się w Staropolski znalazłem się w radzie nadzorczej banku z ramienia Polsatu — twierdzi Jacek Buchacz.

Jego zdaniem, Bank Staropolski wymagał nie tylko natychmiastowego podniesienia kapitału, ale także dalszej zgody na funkcjonowanie systemu finansowania kredytowania zakupu samochodów, zwanego Auto Kredyt Polska. To właśnie ten system opierał się na zamianie depozytów ludności na środki służące do wykupu wierzytelności z tytułu udzielonych kredytów.

Koło ratunkowe

— Nie potrafię powiedzieć, czy upadkowi Banku Staropolskiego można było zapobiec. Z jednej strony banki funkcjonują pod kontrolą GINB, który przez lata zezwalał na funkcjonowanie Auto Kredyt Polska. Z drugiej strony — raz jeszcze powtarzam — Piotr Bykowski w specyficzny sposób współpracował z kierowniczymi kadrami swojej grupy. Znam tylko kilka osób, które współpracowały z nim przez kilka lat. W składach rad i zarządów trwała prawdziwa karuzela nazwisk. Rzadko kto sprawował funkcję dłużej niż rok, dwa. W dodatku wiedział tylko tyle, ile dotyczyło bezpośrednio jego odcinka. Ja nie jestem wyjątkiem — mówi eks-minister.

Luksemburski epizod

Istnieją podejrzenia, że część środków, które wypłynęły w niebyt z BS, znalazła się w spółkach Piotra Bykowskiego w Luksemburgu.

— Prowadzone śledztwo powinno to wyjaśnić. Ja do takich rzeczy nie miałem dostępu. Do rady spółki w Luksemburgu zostałem wybrany latem 1998 roku. We wrześniu 1999 r. udało mi się doprowadzić do sporządzenia bilansu za rok 1998. Sytuacja była zła, więc zrezygnowałem. Piotr Bykowski twierdzi, że wszystko zainwestował i że inwestycje powinny się zwrócić — twierdzi Jacek Buchacz.

A sam Piotr Bykowski? Jacek Buchacz twierdzi, że jego kontakty z poznańskim biznesmenem były stricte służbowe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Zielewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / JACEK BUCHACZ: WINNY BYKOWSKI