Podatkowe rozwiązania antykryzysowe oferowane przez państwo nie przynoszą znaczącej ulgi firmom będącym w kłopotach. Z raportu „Jak koronawirus wpływa na kondycję polskich firm”, przygotowanego przez portal księgowy ifirma.pl, wynika, że przedsiębiorcy chętniej występują o zwolnienie z opłacania składek ZUS wprowadzone tzw. tarczą antykryzysową. Natomiast są wstrzemięźliwi w deklaracjach co do korzystania z jej rozwiązań przyjętych w podatkach dochodowych — od osób fizycznych (PIT) i prawnych (CIT).

Jedna z wymiernych antykryzysowych ulg podatkowych pozwala na odliczenie straty poniesionej w 2020 r. od dochodu uzyskanego w 2019 r. — maksymalnie o 5 mln zł. Kwoty ponad ten limit podatnicy rozliczą w ciągu najbliższych kolejnych lat podatkowych. Odpisu dokonuje się w zeznaniach rocznych, które wyjątkowo można składać później niż zwykle, bo do 31 maja (w większości przypadków). Jeśli ktoś wywiązał się z tego obowiązku wcześniej, np. w marcu, ma prawo złożyć korektę, w której uwzględni stratę. Respondenci ankiety przeprowadzonej przez ifirma.pl wśród ok. 2 tys. przedsiębiorców podnoszą, że jest zbyt wcześnie na ocenę, jak bardzo kryzys faktycznie się na nich odbije. Tylko 11,6 proc. badanych zapowiada już teraz, że odliczy tegoroczną stratę od dochodu za ubiegły rok. Prawie połowa ankietowanych przewiduje taką konieczność, a 41,2 proc. w ogóle tego nie planuje.
Zaproszenie do ordynacji
„Chcę umorzenia podatku dochodowego, umorzenia VAT — zdecydowanie więcej by to dało niż ulga w ZUS czy inne pomysły rządu” — m.in. tak respondenci oceniają działania władz, w których nie przewidziano ustawowych zwolnień podatkowych, chociażby na podobieństwo uwolnienia firm od składek ubezpieczeniowych za marzec, kwiecień i maj. Przedsiębiorcy mogą natomiast skorzystać z istniejącego od dawna, przewidzianego w Ordynacji podatkowej prawa do wnioskowania o umorzenie zaległości w PIT, CIT, VAT i o odroczenie terminu płatności daniny lub rozłożenie jej (także zaległej) na raty. Rząd do tego nawet zachęca, a tarczą antykryzysowązniósł jedynie opłatę prolongacyjną (wynoszącą 4 proc. kwoty należności podatkowej) od pozytywnie rozpatrzonych wniosków w tych sprawach.
Z raportu ifirma.pl wynika, że o umorzenie zaległości podatkowych wystąpiłoby 21 proc. badanych, a 29 proc. najchętniej skorzystałoby z obniżenia zaliczek na PIT i CIT, czego tarczą antykryzysową też szczegółowo nie uregulowano. Tymczasem, zdaniem przedsiębiorców, w obecnej sytuacji należałoby ulżyć im właśnie przy rozliczaniu tych podatków na bieżąco. Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club (BCC), uważa, że jest to konieczne teraz, gdy rząd zaczyna odmrażać gospodarkę.
Nie czekać do nadpłaty
— Ciągle aktualne jest wprowadzenie rozwiązań wspomagających utrzymanie płynności firm, zachowanie miejsc pracy i przynajmniej części wynagrodzeń pracowników — twierdzi Marek Goliszewski.
Jego zdaniem jednym z takich rozwiązań wspierających przedsiębiorców powinno być odstąpienie na cztery miesiące od poboru zaliczek CIT i PIT od firm, których obroty uległy obniżeniu o ponad 25 proc. z powodu ograniczeń związanych z epidemią. Takiego pomysłu jednak nie wdrożono. Przedsiębiorcom, którzy spodziewają się tak znaczącej obniżki przychodów w kolejnych miesiącach, że zaliczki podatkowe będą niewspółmiernie wysokie do spodziewanego dochodu lub zysku za cały rok, pozostaje po prostu wystąpić do skarbówki o ograniczenie ich poboru. Taką możliwość Ordynacja podatkowa przewiduje nie od dziś na wypadek różnych sytuacji.
— Możemy mieć z tym do czynienia na przykład wtedy, gdy w pierwszej połowie roku podatnik uzyskuje wysokie dochody determinujące konieczność odprowadzania wysokich zaliczek, podczas gdy na drugą zaplanował kosztowne inwestycje, których przewidywanym skutkiem będzie odnotowywanie strat. Mogłyby więc one znacząco obniżyć wysokość podatku należnego za cały rok i w efekcie zeznanie roczne wykazywałoby wysoką nadpłatę — wyjaśnia Aleksander Dyl, prawnik w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. Rozwiązanie przewidziane w ordynacji jest przydatne m.in. w biznesach sezonowych, które odnotowują dochody tylko w niektórych miesiącach, podczas gdy wydatki mają na stałym poziomie przez cały rok i przekraczają one w sumie wysokość przychodów.
— Również w takich przypadkach strata wygenerowana w miesiącach ponoszenia kosztów bez uzyskiwania znaczących przychodów mogłaby neutralizować zaliczki na poczet PIT lub CIT należne do zapłaty za miesiące dochodowe, co z pewnością prowadziłoby do powstania nadpłaty na etapie składania zeznania rocznego — mówi Aleksander Dyl.
W tym roku na skutek kryzysu wynikającego z epidemii można wyobrazić sobie wiele sytuacji uzasadniających wystąpienie z wnioskiem do urzędu skarbowego o ograniczenie poboru zaliczek na podatek dochodowy.
— Typowo „koronawirusowy” przykład: gdy przedsiębiorca jeszcze odnotowuje dochody powodujące powstanie obowiązku odprowadzenia zaliczki, jednak już widzi, że jego kontrahenci wycofują się z kolejnych zleceń i poziom przychodów systematycznie spada przy stałych kosztach. To niechybnie doprowadzido powstania strat w dalszej części roku podatkowego — stwierdza przedstawiciel Kancelarii Ożóg Tomczykowski.
Jego zdaniem warto zwrócić się do urzędu skarbowego o ograniczenie poboru zaliczek, jeśli podatnik jest w stanie przewidzieć i uprawdopodobnić, że zaliczki odprowadzane według zasad określonych w ustawach o PIT czy CIT będą niewspółmiernie wysokie do podatku należnego od dochodu przewidywanego na koniec roku podatkowego. Wniosek można złożyć w dowolnym momencie, nie może on jednak dotyczyć tych zaliczek, które nie zostały opłacone, a właściwy termin ich zapłaty już upłynął. Ten przywilej nie obejmuje bowiem zaległości.
Podatnicy piszą do urzędów
Aleksander Dyl zwraca uwagę na istotne udogodnienie wprowadzone w warunkach trwającej epidemii. Mianowicie: do wniosku o ograniczenie poboru zaliczek składanego za pośrednictwem oficjalnej strony biznes.gov.pl podatnicy nie muszą dołączać dokumentów potwierdzających okoliczności przedstawionych przez nich we wniosku.
— Organy podatkowe mogą je bowiem sprawdzić na podstawie materiału dowodowego zebranego we własnym zakresie, choć oczywiście dołączenie odpowiednich dokumentów może znacząco przyspieszyć rozstrzygnięcie sprawy. Gdy wniosek zostanie rozpatrzony pozytywnie, podatnik otrzyma decyzję, że w danym wskazanym okresie zaliczki nie będą podlegały wpłacie do urzędu skarbowego — podkreśla prawnik.
W Ministerstwie Finansów dowiedzieliśmy się, że na koniec marca 2020 r. podatnicy złożyli 3541 wniosków w sprawie zwolnienia płatnika z obowiązku pobrania podatku lub ograniczenia poboru zaliczek na podatek. W analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli na koniec marca 2019 r., było 3465 wystąpień w takich sprawach. Natomiast według najnowszych dostępnych danych, to jest stanu na 29 kwietnia 2020 r. — licząc pisma kierowane od początku marca 2020 r. — do organów podatkowych wpłynęły 1294 wnioski o ograniczenie poboru zaliczek na podatek, w których w uzasadnieniu podatnicy powołali się na okoliczności związane z epidemią koronawirusa.
— Z takiego rozwiązania przedsiębiorcy korzystają w dużo mniejszym stopniu niż z innych form pomocy udzielanej przez urzędy skarbowe, takich jak odroczenie terminu płatności, rozłożenie na raty lub umorzenie zaległości podatkowych — podaje resort w informacji dla „PB”.
Sprawdź program webinarium "Rozliczanie i kontrola dotacji - aspekty prawne", 5 czerwca 10:00 >>