Najbliższy nam kraj był dotąd zaskakująco daleki. Czechy? To po drodze do Austrii i Bawarii. Można przeskoczyć w dzień. I ta Praga jest podobno ładna...
To często cała wiedza Polaka o sąsiadach zza miedzy. Zwolennicy wyjazdów za Sudety jako do kraju docelowego są nieliczni. Czas to zmienić.
Czeska stolica wśród wielkich miast naszej części kontynentu jest bez-dyskusyjnie numerem 1, chociaż w Polsce, ze względu na tradycyjnie przyjęte kierunki wyjazdowe, za takowy uchodził raczej Budapeszt. Jeżeli planujemy krótki wyjazd typu „przedłużony weekend”, Praga będzie jego samodzielnym celem, gdyż na pobieżne choćby zapoznanie się z tym miastem zarezerwować trzeba co najmniej 2-3 dni.
Do obowiązkowych punktów programu pobytu należeć wówczas będą: część staromiejska, a właściwie dwie samodzielne starówki po obu stronach Wełtawy, połączone kilkusetletnim kamiennym mostem Karola (gdy instalowano elektryczne tramwaje, wybudowano torowisko także na tym moście, ale — w trosce o stan obiektu — tory zdemontowano), kompleks Hradczan z przyległymi pałacami, Wyszehrad, czyli pozostałości drugiego zamku czeskich władców, Nowe Miasto, a zatem obszar wielkomiejskiej zabudowy, ukształtowany ostatecznie w XIX stuleciu i stanowiący do dzisiaj centrum komunikacyjne i handlowe Pragi symbolizowane przez znane każdemu Vaclavske namesti (ale nie wszyscy już wiedzą, że Vaclavak jest wydłużonym placem, a nie szeroką ulicą).
Można także zaplanować wycieczki tematyczne po mieście. Szlak piwny wiódł będzie do browarów Smichov, Branik, Holeszowice (teraz w remoncie), Wielkie Popowice oraz znanych piwiarni (nieco już cepeliowskich), w tym U Kalicha i U Fleku. Wędrówka śladami społeczności żydowskiej obejmie dzielnicę Josefov, a w niej ratusz, zachowane synagogi i cmentarz oraz kilka obiektów rozrzuconych po mieście.
Miłośnicy urbanistyki i architektury z drugiej połowy XIX w. i początków XX stulecia, a więc z czasów, gdy kształtowały się oblicza miast, uznawanych dzisiaj za „europejskie”, obejrzą okolice placu Wacława i zamożną dzielnicę Vinohrady, wytrzymującą porównanie z Paryżem i Mediolanem.
W ostatnich 10 latach centrum Pragi bardzo się unowocześniło — z turystycznego punktu widzenia: w złym znaczeniu. Być może cieszy to mieszkańców i licznych, zwłaszcza w weekendy, przybyszy z Niemiec, zaś chętnie lokujący tu swe firmy Amerykanie czują się jak u siebie. Ale Praga płaci za ten postęp powolną, lecz postępującą utratą tożsamości. Poszukiwacze lokalnych klimatów zmuszani są powoli do zaglądania na przedmieścia, gdyż centrum oferuje coraz mniej naturalności i coraz więcej produktów przemysłu turystycznego.
Praga jeszcze długo będzie zachwycać, ale pewien proces już się rozpoczął i — jak należy się obawiać — jest nieodwracalny. Całe szczęście, że istnieje jeszcze czeska prowincja, mniej dotknięta zmianami.
Brno to czeski (ściślej — morawski) odpowiednik Poznania, miasto solidne, żyjące rytmem godzin pracy w licznych fabrykach i urzędach, dające poczucie spokoju i stabilizacji. Zachowana część historyczna, z nieregularnym rynkiem, w ostatnich latach zmienia charakter, przeistaczając się z centrum handlowego i biurowego w dzielnicę antykwariatów, knajp i lokali rozrywkowych. Godna uwagi jest centralnie położona, ale ukryta na zadrzewionym wzniesieniu twierdza Szpilberk, a w niej ponure więzienie z czasów austriackich, dzisiaj ekspozycja.
Ołomuniec, historyczna stolica Moraw, to dzisiaj duże, ale senne — i jakby na uboczu — miasto pełne wartościowych zabytków. Są pomiędzy nimi istne perły, jak kościół św. Michała, z zewnątrz nie rzucający się w oczy, za to z olśniewającym, barokowym wnętrzem, czyniącym zeń bodaj najpiękniejszy obiekt sakralny w całym państwie. Wszystkie ulice prowadzą w Ołomuńcu do dwóch stykających się rynków. Mniejszy (Dolny) wypełniają latem piwiarniane ogródki. Centrum większego zajmuje ratusz o bardzo skomplikowanej bryle, pełnej wieżyczek, dobudówek i łamanych dachów. Jedną z wnęk budowli zajmuje duży zegar ścienny z systemem ruchomych figur — ciekawy o tyle, że w czasach komunistycznych miejscowi nadgorliwcy zastąpili procesję świętych postaciami robotników i chłopów.
Pilzno jest przemysłowe, a turystom proponuje przede wszystkim udostępnione do zwiedzania browary (bo są dwa: powszechnie znany Prazdroj i drugi — Gambrinus), można też rzucić okiem na stare miasto oraz wielką synagogę, trzecią co do rozmiarów na świecie.
Czeskie Budziejowice mają nastrój miasta południowego, w którym czas płynie wolniej. Znany browar jest mniej ciekawy od pilzneńskiego, ale jego produkt Budvar skutecznie rywalizuje z Prazdrojem o palmę pierwszeństwa wśród piwoszy. Centrum miasta, odbudowane po wielkim pożarze w połowie XVII w., ma układ szachownicy, zaś regularny rynek jest największym placem miejskim w Czechach i jednym z większych w Europie.
Liberec i Jablonec to zespolone linią tramwajową dwumiasto położone blisko polskiego worka turoszowskiego. Większy Liberec jest miastem przemysłowym, a jego najciekawszy obiekt to gigantyczny ratusz. Jablonec ma rozległą starówkę rozpostartą na ostro nachylonym zboczu.
Ale prawdziwy urok Czech ukryty jest gdzie indziej. Mniejsze miasta czeskie i morawskie są ciekawsze od większości regionalnych centrów. Są wśród nich dwie perły pierwszorzędnej wartości, co ciekawe — w Polsce prawie nieznane.
Czeski Krumlov, położony nad Wełtawą na południe od Czeskich Budziejowic, długo pozostawał w zaniedbaniu i zapomnieniu, dopiero w 90. latach minionego wieku odkryto go dla turystyki, odnowiono i rozreklamowano. Teraz to numer 2 na mapie Czech: ściąga tłumy gości. Wełtawa płynie tu trzema zakolami. Jedno z nich otacza bajkowe stare miasto typu „domki dla lalek”. Z niemal każdego punktu widać stąd położony za rzeką na wysokim skalistym wzniesieniu ogromny zamek z niepowtarzalną kolorową wieżą.
Kutna Hora (około 80 km na wschód od Pragi) była w średniowieczu drugim co do wielkości i znaczenia miastem w Czechach, ośrodkiem wydobycia i przetwórstwa srebra, tu także królowie ulokowali swoją mennicę. Pozostałością po dawnej świetności są liczne budowle o wielkości niecodziennej w małym dziś miasteczku, a wśród nich ogromna katedra w stylu francuskiego gotyku — najdalej na wschód wysunięty kościół tego typu. Osobliwością jest zaś tzw. kostnica, makabryczna kaplica, w której zgromadzono kości 40 tys. osób przeniesione z dawnego cmentarza. Z kości wykonano wyposażenie wnętrza, kielichy, krzyże, napisy, nawet żyrandole.
Do godnych krótkiej choćby wizyty miejsc zaliczyć też należy:
Litomyśl, miasto we wschodniej części Czech rozpostarte na dwóch tarasach, połączonych schodami ukrytymi w tunelu, który wieczorem jest zamykany na klucz. Górny taras ma charakter reprezentacyjny, jest tu zamek, wielki kościół i kilka muzeów. Dolny taras mieści długi i wąski rynek otoczony przez podcieniowe kamieniczki.
Kromieryż (południowe Morawy) z obowiązkowym rynkiem i starówką oraz bogatym pałacem arcybiskupim, w którym kręcono film „Amadeus”. Turystów nieodmiennie dziwi podwójne łoże w zachowanej sypialni purpurata.
Litomierzyce (Czechy północne) z zachowanym historycznym układem urbanistycznym śródmieścia i architekturą właściwą raczej miastom południowym.
Nowy Jicin (Morawy) z efektowną i bogata starówką jest ciekawszy od Jicina (północ Czech), tak naprawdę wypromowanego dopiero po sukcesie serii kreskówek o zbójniku Rumcajsie.
Osobną kategorię stanowią zamki, zbudowane najczęściej w miejscach trudniej dostępnych, poza głównymi szlakami. Do najbardziej znanych należą: Karlsztejn, Pernsztejn, Konopiszte, zespół Zvivkov-Orlik, Trosky i Waldsztejn. Najważniejszym w Czechach ośrodkiem pielgrzymkowym jest morawski Velehrad, z wielką świątynią i klasztorem cystersów.
Warto też zaplanować sobie trasę szlakiem znanych uzdrowisk, a na niej Karlowe Wary, Franciszkowe i Mariańskie Łaźnie.
Podróżowanie do i po Czechach nie nastręcza dziś najmniejszych trudności. Kontrola graniczna? Formalność. Szosy, nawet boczne, są bardzo dobrze utrzymane, a postęp w budowie tras szybkiego ruchu jest godny podziwu. Znacznie sprawniej od polskich funkcjonują koleje, także na gęstych lokalnych liniach.
Nocować najlepiej w mniejszych miejscowościach, w małych prywatnych hotelikach obficie rozmnożonych w ostatnich latach. Bez trudu można dostać czyściutki pokój z łazienką za 600-800 koron (80-100 zł). W wielkich miastach obowiązują już niestety niedobre, „światowe” reguły, zwłaszcza gdy idzie o ceny.
Tradycyjna kuchnia czeska bywa przez Polaków — niesłusznie — lekceważona. Tymczasem jest ona po prostu inna od tej, do której przywykliśmy, choć opiera się na tych samych surowcach. To kuchnia mięsna, ale mięso jest zwykle bardziej przetworzone, więcej zastosowań mają sosy i przyprawy.
Słynny knedlik nie ma nic wspólnego z naszymi knedlami. Określić go trzeba jako rodzaj podgrzanej na parze bułki krojonej na grube plastry i maczanej w sosie (występuje też w odmianie ziemniaczanej). Do niedawna potrawy czeskie były bardzo ubogie w warzywa i sałatki, ale zmienia się to w oczach.
Faktem są natomiast wielkie różnice w mentalności przeciętnego Czecha i Polaka. Czesi nie śpieszą się, liczą siły na zamiary, za to nie podważają i nie łamią wszystkich zasad. Dlatego należy przyjąć za normalne, że miejscowy kierowca jedzie sobie 60 km/h, choć droga przed nim jest dobra i pusta. Wszelkie zakazy i ograniczenia są rygorystycznie przestrzegane. Gdyby nie goście z Polski, czeska policja drogowa wymarłaby z nudów...
