Jak dostać odszkodowanie po nawałnicy

Wystarczy niewiele, by zniszczenia w wyniku żywiołów pozostały bez rekompensaty z polisy. Często decydują o tym niuanse

Ubezpieczyciele po szkodzie z polisy od skutków żywiołów sprawdzają, czy są podstawy do tego, żeby nie wypłacić pieniędzy, szczególnie przedsiębiorcom.

Zobacz więcej

PAWEŁWYSZOMIRSKI-FORUM

— Wynika to nie tyle ze złej woli, co z faktu, że w likwidacji szkód niestety wciąż dominują schematy myślowe rodem z PRL, gdzie przedsiębiorca to potencjalny kombinator. Dlatego też w razie szkody ubezpieczyciele przed wypłatą odszkodowania dokładnie zbadają, czy wszystkie warunki umowy ubezpieczenia zostały spełnione — tłumaczy Łukasz Wawrzeńczyk, prezes firmy Profika Broker. A o podstawę do odmowy nietrudno. Wystarczy zbyt mała intensywność wiatru, czy fakt, że to nie piorun był bezpośrednią przyczyną szkody — tylko powstałe w jego wyniku przepięcie.

Mylące pojęcia

Warto pamiętać, że ubezpieczyciele lubią pozostawiać sobie pole do interpretacji. Wiele szczegółów, które mogą być różnie rozumiane, znajduje się w definicjach zjawisk objętych ochroną. To one często bywają powodem odmowy wypłaty.

— Na przykład deszcz nawalny musi spełniać odpowiednie parametry odnośnie ilości wody, która w jego ramach spadła. Trudno to zmierzyć na dużym obszarze, szczególnie jeśli baza meteorologiczna jest oddalona od miejsca,w którym pojawiły się szkody. Może się okazać, że nawet 500 metrów dalej opady nie były już tak intensywne, jak w rejonie, gdzie deszcz spowodował szkody — zwraca uwagę Kamil Kutycki, wicedyrektor departamentu ubezpieczeń ochronnych w Grupie Europa. Podobnie jest z huraganem, który zależy od prędkości wiatru.

— Jednak to zmierzyć łatwiej, niż poziom wody — zauważa Kamil Kutycki. W ubezpieczeniu PZU Doradca, aby można było liczyć na wypłatę z tytułu huraganu, wiatr musi wiać z siłą nie mniejszą niż 13,8 m na sekundę, a w Ergo Hestii i Warcie odpowiedzialność zaczyna się od 17,5 m/ sek.

Natomiast w towarzystwie ubezpieczeń Uniqa wystarczy 11 m/sek. Podobnymi ograniczeniami ubezpieczyciele zabezpieczają się przed nadużyciami. Jeżeli siła wiatru była za słaba albo w okolicach nie pojawiły się podobne szkody, to trudno będzie dowieść, że do tragedii nie przyczynił się choćby słaby stan techniczny dachu czy okien.

— Warto zaznaczyć, że po sierpniowych nawałnicach nie było problemu z podobnymi niuansami, ponieważ o wypłacie odszkodowania decydował rozmiar zniszczeń — podkreśla Kamil Kutycki. Nieporozumienia często pojawiają się także w przypadku przepięcia, którego skutki standardowo nie są objęte ochroną, pomimo, że często bywa ono następstwem uderzenia pioruna. Podobnie ze szkodami spowodowanymi przez roztopy czy podtopienia powstałe w wyniku cofnięcia się wód kanalizacyjnych albo zalania przez podniesienie się wód gruntowych.

— Niektóre polisy zabezpieczają te zjawiska w standardzie, ale są też takie, które je wyłączają. Niestety małe i średnie przedsiębiorstwa mają zbyt małą siłę negocjacyjną, żeby włączyć podobne elementy do standardowego zakresu ochrony. Produkty dla nich są pakietowane i wykluczają możliwości jakichkolwiek większych zmian — podkreśla Kamil Kutycki.

Jedno słowo

Zdaniem Łukasza Wawrzeńczyka problemem jest fakt, że mali przedsiębiorcy najczęściej ubezpieczają się u agentów, a ci — ponieważ obsługują głównie osoby indywidualne — nie znają specyfiki biznesu i niejako z definicji reprezentują interesy ubezpieczycieli. — Właśnie na etapie konstrukcji produktu ubezpieczeniowego pojawia się najwięcej pułapek, szczególnie przy ubezpieczeniu OC działalności gospodarczej. Jednak nawet najprostsze produkty jak ubezpieczenia mienia są pełne wyłączeń ograniczających ochronę.

Trudno więc oczekiwać, że standardowy produkt ofertowany przez ubezpieczycieli w sieci agencyjnej dostarczy pełnego odszkodowania umożliwiającego całościową odbudowę czy remont — twierdzi Łukasz Wawrzeńczyk. Zmiany w konstrukcji ubezpieczenia często wprowadzają natomiast brokerzy, modyfikując znacząco zapisy Ogólnych Warunków Ubezpieczenia.

W niektórych definicjach ubezpieczeniowych nawet jedno słowo może rodzić wątpliwości co do późniejszej wypłaty odszkodowania. Np. Ergo Hestia pisze, że „ochrona ubezpieczeniowa obejmuje szkody polegające na utracie, uszkodzeniu lub zniszczeniu ubezpieczonego mienia będące bezpośrednim następstwem przewidzianego w umowie zdarzenia o charakterze losowym i niepewnym, które wystąpiło nagle, nieprzewidzianie i niezależnie od woli ubezpieczającego a także zaistniało w miejscu i okresie ubezpieczenia”.

— Pytanie, czy przez określenie „bezpośrednio” nie będzie problemu z wypłatą, jeżeli szkodę w budynku spowoduje choćby nie wiatr, ale powalone w wyniku jego działania drzewo — zastanawia się Łukasz Wawrzeńczyk. Jest tu pewne pole do interpretacji, choć Ergo Hestia zapewnia, że wypłaciłaby w takiej sytuacji należne pieniądze. — W przypadku szkód z tytułu huraganu nasza odpowiedzialność zachodzi zarówno, gdy silny wiatr bezpośrednio uszkadza budynek, jak i wtedy, kiedy w jego wyniku przewraca się drzewo, które jest przyczyną zniszczeń — tłumaczy Piotr Koralewski, zastępca dyrektora ds. likwidacji szkód w Ergo Hestii.

Wartość mienia

Ale definicje to nie wszystko. Trzeba też wybrać odpowiedni zakres ubezpieczenia. — To mogą być ryzyka nazwane, w przypadku których po szkodzie ubezpieczony musi udowodnić, że należy mu się odszkodowanie, albo wszystkie ryzyka, gdzie ciężar dowodu, że konkretne zdarzenie nie jest objęte ochroną, spoczywa na ubezpieczycielu — mówi Łukasz Wawrzeńczyk.

— Od wielu lat standardem na rynku jest zawieranie umów ubezpieczenia od wszystkich ryzyk, co gwarantuje szerszy zakres i uwzględnia pokrycie kosztów dodatkowych poniesionych w związku z uprzątnięciem pozostałości po szkodzie, m.in. oczyszczania terenu, wywozu i utylizacji czy rozbiórki oraz demontażu — zwraca uwagę Marlena Stańczak-Libich, broker dyrektor w dziale klienta strategicznego w Marsh Polska.

Problemem jest także wartość, zgodnie z którą najlepiej oszacować sumę ubezpieczenia.Może ona być odtworzeniowa (nowa) albo rzeczywista (amortyzowana). Pierwsza polega na tym, że w razie szkody ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie, które pozwoli naprawić albo kupić utracony przedmiot tego samego lub podobnego rodzaju. Natomiast przy ubezpieczeniu na wartość rzeczywistą dostaniemy odszkodowanie pomniejszone o stopień zużycia technicznego utraconej rzeczy.

— W ubezpieczeniu dwudziestoletniego budynku według tak zwanej wartości rzeczywistej trudno oczekiwać pełnego odszkodowania umożliwiającego restytucję utraconego mienia. Ten system szacowania wysokości odszkodowania, wbrew nazwie, ma niewiele wspólnego z rzeczywistą szkodą, bo z definicji bazuje na teoretycznym stopniu zużycia przedmiotu ubezpieczenia, określonym w tabeli ubezpieczyciela — tłumaczy Łukasz Wawrzeńczyk.

Głowa na karku

Niezrozumienie konstrukcji wybranej przez siebie polisy i poleganie na doradztwie zależnego od ubezpieczyciela agenta — to elementy, które często skutkują niezadowoleniem, kiedy przychodzi czas na wypłatę. Eksperci podkreślają, że trzeba dokładnie czytać warunki, zanim cokolwiek ubezpieczymy.

— Drobny druczek już dawno zniknął z umów, bo obie strony są zainteresowane tym, żeby zostały zawarte świadomie. Co z tego, kiedy wielu klientów ich nie czyta, nie zdaje sobie więc sprawy z wyłączeń i obowiązków. Po szkodzie może być już za późno — zwraca uwagę Kamil Kutycki. Dodaje, że w polisach od żywiołów nie można pominąć choćby wątku o wymaganych zabezpieczeniach. Chodzi m.in. o przeglądy instalacji, na które trzeba mieć odpowiednie dokumenty.

— Istotne jest sprawdzenie, czy uwzględniliśmy w polisie wszystko, co trzeba — budynki i budowle, nakłady adaptacyjne, wyposażenie, środki obrotowe, sprzęt elektroniczny, mienie na stałe zainstalowane na zewnątrz budynków, a także czy mamy włączony limit w zakresie pokrycia kosztów uprzątnięcia pozostałości po szkodzie — tłumaczy Marlena Stańczak-Libich.

Przedsiębiorcy często zapominają, że jedną z większych bolączek w przypadku zniszczeń spowodowanych żywiołami nie są wyrządzone przez nie szkody, tylko ich skutek w postaci przestoju działalności.

— Można rozszerzyć ochronę o ryzyko utraty przychodu na skutek szkody majątkowej, czyli tzw. ubezpieczenie Business Interruption, lub zwiększone koszty działalności, np. użytkowania pomieszczeń, maszyn, urządzeń zastępczych, zatrudnienia dodatkowego personelu czy przeniesienia mienia — podkreśla Marlena Stańczak-Libich. Uważać też trzeba na klauzule restrykcyjne — np. zabezpieczeń. Szczegółowo określają one wymogi w stosunku do ubezpieczającego, m.in. odnośnie do przeglądów obiektów czy instalacji, a brak spełnienia ich zapisów skutkuje odmową wypłaty odszkodowania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Jak dostać odszkodowanie po nawałnicy