Jak Karolinka otworzyła drzwi do muzyki

Marzena Sobala
opublikowano: 26-11-2021, 14:15

Prezes Targów Kielce, menedżer, fotografik i znawca gór Andrzej Mochoń najbardziej lubi jednak opowiadać o jazzie. Fotografia też jest dla niego ważna. Członek Związku Polskich Artystów Fotografików nie wyobraża sobie, że mógłby wybrać się na koncert bez aparatu. To jego nieodłączny atrybut. Bardzo lubi fotografować muzyków.

Rocznica:
Rocznica:
Dwadzieścia lat temu przed Kieleckim Centrum Kultury stanął pomnik Milesa Davisa. Odlana w brązie rzeźba słynnego trębacza powstała z inicjatywy Kieleckiego Klubu Jazzowego. Dzieło Grzegorza Łagowskiego jest jedynym w Europie pomnikiem artysty – mówi Andrzej Mochoń, prezes Targów Kielce.
Michał Walczak Szkielu

Muzyka jak zupa pomidorowa

Rzadko jestem po godzinach, bo moja praca wymaga ciągłego zaangażowania, ale gdy wreszcie wracam do domu, chcę usunąć narosłe w ciągu dnia napięcie, przemywam twarz zimną wodą, biorę gitarę i gram kilka minut. Nie jestem muzykiem. Mama zapisała mnie do szkoły muzycznej w Jarosławcu, gdzie mieszkaliśmy, ale źle trafiłem. Nauczycielka biła uczniów linijką po palcach przy każdym błędzie, a ja nie miałem swojego instrumentu, mało ćwiczyłem, więc obrywałem często. Co prawda woźny w mojej szkole niemuzycznej pozwalał mi grać przed lekcjami na fortepianie, który stał w rogu jednej z klas. Przychodziłem godzinę przed czasem, ale zimą, jesienią marzłem, bo woźny dopiero brał się za rozpalanie w piecach, i nie powiem, żeby mi się to podobało. Pamiętam, jak błagałem mamę, żeby zabrała mnie ze szkoły muzycznej. Posłuchała, więc edukację przerwałem bardzo szybko. Potem jeszcze chodziłem na lekcje gry na fortepianie prywatnie, w domu pojawiło się stare pianino, ale żaden ze mnie muzyk. Nie mam techniki. Tylko czuję, słyszę i coś tam gram.

Koncert grupy Charlie Love & Silky Smooth Band w klubie Chicago Blue
Koncert grupy Charlie Love & Silky Smooth Band w klubie Chicago Blue
Andrzej Mochoń

Ta miłość do dźwięków zaczęła się od słuchania radia Luksemburg i odtwarzania płyt na Karolince, protoplaście Bambina. Psuł się ten gramofon strasznie, ale miałem lutownicę, więc ciągle go naprawiałem i słuchałem. Najczęściej tych samych pocztówek dźwiękowych. Nie miałem ich zbyt dużo, bo były bardzo drogie. Pamiętam, że pocztówka z jedną piosenką kosztowała 7 zł, a z dwiema – 12. A moja mama zarabiała tysiąc złotych. Potem miałem już magnetofon, więc przegrywaliśmy piosenki. Uganiałem się za tą muzyką na wszelkie sposoby. W rezultacie nigdy nie słuchałem tego co koledzy. Byłem zawsze trochę dalej. Kiedy moi rówieśnicy słuchali Trubadurów, to ja Hendrixa, oni Hendrixa, to ja Pink Floyd, oni Pink Floyd to ja już sięgałem po jazz. Skąd taka fascynacja jazzem? W liceum słuchałem sporo muzyki klasycznej. Podziwiałem konsekwencję wykonania. Artyści nie odstępowali o krok od tego, co napisał kompozytor. Aż nagle natknąłem się na jazz-rock. To taki nurt, który jest połączeniem muzyki jazzowej i rockowej. Do końca nie wiem, dlaczego tak mnie ta muzyka zafascynowała, ale to chyba ten kontrast z muzyką poważną, ta swoboda interpretacji. To były lata siedemdziesiąte. Herbie Hancock, Chick Corea, Frank Zappa, no i oczywiście Miles Davis.

Krzesimir Dębski – kompozytor, skrzypek jazzowy i dyrygent
Krzesimir Dębski – kompozytor, skrzypek jazzowy i dyrygent
Andrzej Mochoń

Ta i inne odmiany jazzu zostały ze mną do dzisiaj. Nadzwyczajne poczucie wolności, jakie daje jazz, porywa i zniewala. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, że słuchając jednego kawałka, mam dreszcze, a przy innym nie. Nie do końca wiemy, dlaczego coś nam odpowiada. Po latach, po tylu koncertach, słuchaniu tak różnych wykonań i gatunków jazzu coś zaczynam rozumieć. Ale nie do końca. Śmiesznie zabrzmi to zaskakujące porównanie, ale i tak je przytoczę: lubię muzykę, a najbardziej jazz. Lubię pomidory, ale zupę pomidorową mogę jeść trzy razy dziennie codziennie. Dlaczego? Nie wiem.

Mistrz wyznacza kierunki

Targi Kielce Jazz Festival
Targi Kielce Jazz Festival
Andrzej Mochoń

Nie potrafię nazwać wzruszenia, które czułem na jedynym koncercie Milesa Davisa, na jakim byłem. Przyjechał po raz drugi i ostatni do Polski w 1988 r. na Jazz Jamboree. Towarzyszyli mu sami młodzi muzycy. W powietrzu czuć było niesamowitą energię idącą od widowni. Tam nie było nikogo przypadkowego. Wiedzieliśmy, że zaraz będziemy uczestniczyli w czymś, co zostanie z nami do końca życia. To było wydarzenie muzyczne najwyższej rangi, mimo że artysta przeżywał wtedy okres fascynacji popem.

Stanisław Sojka – wokalista jazzowy, pianista, gitarzysta, skrzypek, kompozytor
Stanisław Sojka – wokalista jazzowy, pianista, gitarzysta, skrzypek, kompozytor
Andrzej Mochoń

Myślę, że już nigdy nie będzie takiego koncertu. Są oczywiście genialni muzycy lepsi od Davisa, szybsi trębacze, z lepszą techniką. Ale to on był najlepszy. On w jazzie był tym, kim w muzyce klasycznej byliby Bach i Beethoven razem. Dziś także wyznacza kierunki, jest punktem odniesienia. Czy często słucham jego płyt? Znacznie częściej wracam do tych z lat 50. i 60. niż późniejszych. Ale nie za często. Zostawiam sobie czas na inne kawałki. Tak dużo się dzieje, szczególnie w polskim młodym jazzie. Brakuje czasu na wyłapywanie perełek. Wychodzi około 200 płyt jazzowych rocznie. Trudno być na bieżąco. Ale muszę się pochwalić, że kiedyś wyłapałem w tym zalewie dobrych muzyków Dominika Wanię, pianistę genialnego. Teraz wszyscy już o tym wiedzą, jest doceniany i nagradzany, ale moim odkryciem był dwa lata temu. Potrafi zagrać wszystko. Polecam płytę Doroty Miśkiewicz „Piano.pl”, która jest hołdem złożonym polskiej pianistyce. Tam grają różni artyści. Ale Wania jest niedościgniony. Gra na granicy jazzu i muzyki współczesnej. Byłem na trzech jego koncertach, więc dobrze znam te dźwięki.

Jedyny taki pomnik

Artysta:
Artysta:
Pomnik Milesa Davisa odsłonięto 28 września 2001 r. w dziesiątą rocznicę śmierci artysty. Rzeźba słynnego trębacza w charakterystycznej pozycji stanęła na niewielkim cokole przed Kieleckim Centrum Kultury.
Michał Walczak Szkielu

Od 19 lat odbywa się w Kielcach Memorial To Miles Targi Kielce Jazz Festival. Tegoroczny poprzedził dwie ważne rocznice: trzydziestą śmierci Milesa Davisa i dwudziestą odsłonięcia pomnika artysty przed Kieleckim Centrum Kultury. Odlana w brązie rzeźba słynnego trębacza powstała z inicjatywy Kieleckiego Klubu Jazzowego. Dzieło Grzegorza Łagowskiego jest jedyną w Europie rzeźbą artysty, który zresztą jest patronem naszego dorocznego jazzowego święta.

Tegoroczny festiwal zakończył się koncertami na cześć Davisa. Dwa ostatnie były odmiennymi stylistycznie muzycznymi hołdami złożonymi Milesowi Davisowi przez dwóch trębaczy. Pierwszy złożył Jeremy Pelt ze swym nowojorskim kwintetem, a drugi brytyjski trębacz Matthew Halsall.

Tomasz Stańko – trębacz jazzowy, kompozytor
Tomasz Stańko – trębacz jazzowy, kompozytor
Andrzej Mochoń

Natomiast dwa dni wcześniej zagrał właśnie Dominik Wania. Przemysław Jarosz na perkusji, Tomasz Pruchnicki na saksofonie i Kajetan Galas grający na organach Hammonda, czyli Yarosh Organ Trio, zaprosili wybitnego artystę do swojego najnowszego projektu „Progressive Synthesis”. Jak w tekście do płyty napisał Adam Domagała: „Jego solistyczne osiągnięcia na światowych estradach nikogo tu nie onieśmielają, a przeciwnie: wyzwalają nową energię, otwierają nowe drzwi, podsuwają nowe pomysły”.

I jak tu nie fotografować

Małgorzata Ziółkowska, Kielecki Teatr Tańca
Małgorzata Ziółkowska, Kielecki Teatr Tańca
Magdalena Zacharska

Gdy pokazuję swoje zdjęcia, jestem dumny, ale zarazem skrępowany. Trwa wystawa, a ja żałuję, że dałem się na nią namówić. Bo moje zdjęcia są bardzo osobiste. To emocje, przeżycia i fascynacje. Przedstawiają mistrzów muzyki jazzowej z Polski i ze świata. Najczęściej to fotografie robione podczas koncertów w Kielcach, Warszawie, na Zadymce Jazzowej w Bielsku-Białej, w Nowym Jorku, Chicago czy Perugii, choć w moim gabinecie na ścianie wiszą także inne zdjęcia, choćby tancerki w czerwonej sukience – na którym widać wysiłek, lecz także lekkość, z jaką poddaje się wyczerpującemu tańcowi – czy Stanisława Sojki zasłuchanego, nieco zmęczonego, opartego o ścianę. To nie jest zdjęcie z jego koncertu. Dwa lata temu z okazji 10-lecia śmierci wybitnego perkusisty jazzowego Michała Zduniaka, mojego przyjaciela, żona artysty Ewa Wiśniewska-Zduniak przygotowała wyjątkowe wydarzenie artystyczno-towarzyskie „Michał Zduniak in Memoriam”. Miałem tam swoją wystawę, ale oczywiście byłem z aparatem, z którym właściwie nigdy się nie rozstaję.

Wayne Shorter – kompozytor i saksofonista jazzowy
Wayne Shorter – kompozytor i saksofonista jazzowy
Andrzej Mochoń

Moim guru fotografii jazzowej jest Marek Karewicz. Często go obserwowałem pod sceną, kiedy szykował się do zrobienia zdjęcia. Najpierw patrzył na artystę, słuchał, aby wiedzieć, jakie fragmenty chce sfotografować. Staram się robić podobnie. Patrzeć, słuchać, żeby poczuć. I wybrać chwilę. Na przykład kiedy muzyk zmienia instrument. Chciałbym zasłużyć na opinię dyrektorki kieleckiego Biura Wystaw Artystycznych Stanisławy Zacharko, która w katalogu do wystawy poświęconej pamięci Michała Zduniaka napisała: „znakomicie przekazuje muzyczno-wizualny klimat i nastrój koncertu, wzbogacony o jego własne przeżycia i reakcje. To niezwykła wystawa pełna ułamkowych chwil bezruchu, w którego ciszy wybrzmiewa do końca lewitujący w przestrzeni dźwięk”. Cieszę się z takiego opisu. Wynika z niego, że pokazałem emocje, które widzę na twarzach muzyków oświetlonych reflektorami, skupionych na dźwiękach, błyszczących z wysiłku. Fotografia nie ma dźwięku, ale musi pulsować rytmem, który można usłyszeć, gdy ma się serce otwarte na jazz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane