Bracia Rosjanie mawiają, że mieć sprawę z tigrem, to i smieszno i straszno. Być może właśnie z tej przyczyny, a może z zupełnie innej, tygrysy traktowane są z rezerwą. Podobnie bywa z tygrysami gospodarczymi. Jak skończyły azjatyckie, no, może nie skończyły, ale jakie mają problemy, nie trzeba przypominać. Do niedawna Polska określana była mianem tygrysa europejskiego. Dziś to przeszłość, a nam się ostał nie tyle sznur, co konieczność codziennej, pozytywistycznej pracy. A z tym, jak wiadomo, nie jest u nas najlepiej.
Na tym tle przedstawiony wczoraj oficjalnie w Strasburgu, i przekazany naszemu rządowi, raport Komisji Europejskiej o postępach Polski w drodze do integracji z Unią należy chyba ocenić pozytywnie. Jego wymowa jest istotna z tego choćby powodu, że stanie się on podstawą, podobnie jak w przypadku raportów na temat każdego z 13 kandydujących państw, do określenia szans na wejście do Unii już w 2004 r. Przywódcy krajów UE wypowiedzą się na ten temat podczas grudniowego szczytu w Laeken. Wydarzenia z 11 września spowodowały znaczne zliberalizowanie podejścia negocjatorów unijnych i nieoficjalnie mówi się, że aż 10 państw kandydujących (poza Rumunią, Bułgarią i Turcją) ma realne szanse na wejście do Unii w pierwszym możliwym terminie. To są jednak przesłanki polityczne. Ekonomika, gospodarka — to odrębne zagadnienia.
Zmianę polityczną w podejściu do rozszerzenia Unii widać już w samym dokumencie Komisji Europejskiej: inaczej rozkładane są akcenty. W poprzednich latach raporty eksponowały różnice ekonomiczne (inflacja, deficyt budżetowy, siła nabywcza, poziom bezrobocia), w tym roku na plan pierwszy wybijają się aspekty polityczne. Zarówno po stronie plusów, jak i minusów. Eksponuje się stabilność systemu politycznego, znaczący postęp legislacyjny w wypracowywaniu standardów jednolitego rynku czy większą liczbę kobiet w Sejmie i Senacie. Z troską mówi się o korupcji, głównie wśród sędziów, braku służby cywilnej czy nieprzejrzystej lustracji.
Pozostawiając innym niepokoje unijnych ekspertów w sprawie samopoczucia obywateli, w tym cudzoziemców, w polskich izbach wytrzeźwień, skoncentrujmy się na gospodarczych rozdziałach raportu. Bruksela skonstatowała, nie bez zaskoczenia, że Polska przestała być tygrysem Europy, że spadek tempa wzrostu gospodarczego spowodował, iż dołączyła do licznej grupy krajów z tempem wzrostu PKB w okolicach 2 proc. Co niezwykle istotne, po raz pierwszy unijni eksperci pokusili się o próbę zdiagnozowania przyczyn takiego stanu rzeczy. I dostrzegli problemy budżetowe, wzrost deficytu spowodowany problemami wewnętrznymi i brakiem koordynacji polityki gospodarczej między władzami odpowiedzialnymi za jej stronę fiskalną (Ministerstwo Finansów) i mone- tarną (RPP). Ich zdaniem, uniemożliwiło to wypracowanie równowagi między polityką obniżania inflacji i stymulowaniem wzrostu gospodarczego, stało się przyczyną szybkiego wzrostu bezrobocia i rosnącego deficytu fiskalnego.
Tak więc tygrysem już nie jesteśmy. Przyczajonym smokiem, ani koniem trojańskim, też chyba nie. Może więc czas na normalne i zwyczajne partnerstwo, tym bardziej gdy rozmowa, z wielkiej polityki, zejdzie na pieniądze.