Ile procent planu wykonali prezesi stref? Jednym poszło lepiej, innym gorzej, część nie miała szansy się sprawdzić.
Na początku tego roku ośmiu z 14 prezesów specjalnych stref ekonomicznych opowiedziało nam o swoich planach. Części udało się je zrealizować w 100 proc., a nawet lepiej. 1 mld zł inwestycji przewidzieli szefowie stref Katowickiej, Wałbrzyskiej i Łódzkiej. Dużo więcej zezwoleń, niż planowali wydali prezesi Katowickiej, Wałbrzyskiej i Krakowskiej. Za to ta ostatnia powiększyła się nie o 50 ha, jak planował jej poprzedni prezes, ale o… 1,7 ha. To dlatego że nowe tereny dołączane były po wyłączeniu ze strefy zbędnych obszarów.
Kogo rozliczyć?
Trudno jednak w pełni zweryfikować prezesów, skoro w czterech z ośmiu opisanych stref szefowie się zmienili. Nic dziwnego w przypadku spółek, w których skarb państwa jest zwykle większościowym akcjonariuszem… Rekordzistką w rotacji prezesów okazała się strefa łódzka. W marcu odwołany został Andrzej Ośniecki i na miesiąc zastąpił go Piotr Oleś. Potem prezesem został Maciej Rapkiewicz, który w październiku złożył rezygnację ze stanowiska z powodów zdrowotnych (obecnie jest członkiem zarządu TFI PZU). Dziś prezesem strefy jest Marek Cieślak.
Lekki poślizg
Andrzej Ośniecki trochę się przeliczył. Myślał, że nowi inwestorzy obiecają 5 tys. miejsc pracy. Jest 2,6 tys. Trzeba jednak dodać, że strefa wkrótce wyda zezwolenia kilku nowym inwestorom (m.in. firmie Dell), dla których została poszerzona. Dzięki nim powstanie 3850 miejsc pracy i napłynie 935 mln zł inwestycji. Poślizg w wykonaniu jednego z założeń ma też Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej SSE. Chciał w tym roku zdywersyfikować tereny strefy dla dużych inwestorów.
— Mamy w bazie takie tereny, będziemy wnioskować o włączenie ich do strefy — mówi Justyna Romańczyk z Katowickiej SSE.
Także Dorota Groszkowska, prezes Warmińsko-Mazurskiej SSE, ma opóźnienie. Na początku roku zapowiadała, że nowe tereny dokupi Michelin, a w strefie zainwestuje też IKEA. Na szczęście te inwestycje nie przepadły, ale pewnie dojdzie do nich w przyszłym roku. We wrześniu strefa złożyła w resorcie gospodarki wniosek o poszerzenie, m.in. dla tych projektów.
— Strefa to nie fabryka gwoździ, żeby zakładać produkcję 1000 sztuk na godzinę. Wyniki zależą od gospodarki, podatków, możliwości dołączania nowych terenów, zmian w zarządach — broni kolegów Cezary Tkaczyk, wiceprezes SSE Starachowice.