Odmrożenie gospodarki przebiega szybciej w jednych sektorach, a wolniej w innych. Branże można pod tym względem zasadniczo podzielić na trzy grupy.
W grupie pierwszej znajdują się te, w których popyt jest wyraźnie większy niż przed pandemią ze względu na realizację tzw. odłożonego popytu, czyli decyzji zakupowych, których nie można było zrealizować w warunkach lockdownu. Najlepszym przykładem jest ochrona zdrowia (dziurę w zębie trzeba zaleczyć), ale oznaki realizacji odłożonego popytu widać też w branży restauracyjnej.
W grupie drugiej znajdują się te branże, w których popyt wraca po prostu w pobliże normy sprzed kryzysu – nie jest ani dużo większy, a nie dużo mniejszy. To jest przypadek handlu detalicznego, np. sprzedaży odzieży.
W trzeciej grupie zaś znajdują się branże, które mogą odczuwać ubytek popytu jeszcze przez wiele miesięcy, a może nawet lat. Dzieje się tak ze względu na utrzymujące się ryzyko związane z pandemią lub z powodu zmian nawyków konsumentów. Do tej grupy należą m.in. linie lotnicze oparte na ofercie długodystansowych lotów.
Na podstawie danych różnych instytucji pokazujemy, jak wygląda dynamika odmrożenia gospodarki światowej w różnych jej segmentach. Pokazujemy cały świat, nie Polskę, choć w niektórych danych widać też sytuację w Polsce.
Warto zacząć od ogólnej sytuacji gospodarczej. OECD wykonuje na bieżąco szacunek bieżącego PKB. Porównujemy ten szacunek z analogicznym momentem sprzed dwóch lat (odniesienie rok do roku jest zaburzane przez bardzo niską bazę odniesienia, a szukamy odniesienia do jakiejś miary normy przedkryzysowej). Widać, że w większości krajów PKB jest już blisko poziomu z późnej wiosny 2019 roku – w Polsce nawet wyraźnie powyżej. Polska zresztą wyróżnia się bardzo pozytywnie na tle innych krajów. Solidnie wygląda również ogólna wartość bieżącej aktywności w Czechach (zapewne kwestia ożywienia przemysłowego), Wielkiej Brytanii (wielkie odmrożenie po dużej akcji szczepień) oraz USA (podobna sytuacja, co w Wielkiej Brytanii). Ważne zjawisko, które widać w tych danych, to znacznie szybszy powrót do jako takiej normy niż oczekiwano jeszcze trzy-sześć miesięcy temu. Na przełomie 2020/2021 roku uważano, że przedkryzysowy poziom aktywności zostanie osiągnięty raczej pod koniec tego roku, a nie już na wiosnę. Gospodarka światowa prze mocno do przodu.

W sektorze handlu detalicznego i rozrywki, a więc największym zamrożonym dotychczas obszarze gospodarki, widać powrót do poziomów bardzo bliskich punktowi referencyjnemu sprzed pandemii – choć w tym przypadku punktem odniesienia są średnie wartości dla pierwszych tygodni 2020 roku, a nie rok 2019. W Polsce wizyty konsumentów w tego typu miejscach są już wyższe niż przed kryzysem, natomiast w większości krajów jeszcze nie. Widać tu zatem intrygujące zjawisko – czyżby konsumenci odwrócili się od fizycznych zakupów i rekreacji? Czy jest to jeszcze efekt strachu przed tłumem, trwającego zamknięcia niektórych miejsc, czy już bardziej trwały wynik nowych nawyków zakupowych? Zobaczymy w kolejnych tygodniach. Co do zasady handel powinien wrócić do trybu przedkryzysowego lub w jego pobliże, natomiast inaczej wyglądać może sytuacja w miejscach rozrywki typu kina. Odzwiedzalność kin może stanowić jeden z najlepszych papierków lakmusowych do mierzenia zmian w nawykach konsumentów. Jest to bowiem obszar, w którym teoretycznie oferta wirtualna była w czasie pandemii bardzo mocno eksploatowana. I teoretycznie jakaś część konsumentów powinna zwiększyć preferencje dotyczące tej oferty w relacji do tradycyjnych kin.

Z kolei restauracje stanowią przeciwieństwo kin. Jeszcze tego nie wiadomo na 100 proc., ale jest szansa, że przez pewien okres konsumenci spragnieni pobytu wśród ludzi będą generowali podwyższone zapotrzebowanie na usługi restauracyjne. Podwyższone w relacji do trendów przedkryzysowych. Co więcej, możliwe jest, że w warunkach zwiększonego zasięgu pracy zdalnej restauracje i kawiarnie staną się dla niektórych pracowników trzecim biurem. To są oczywiście na razie hipotezy, ale już nadchodzi czas, by je weryfikować. I tak w Wielkiej Brytanii widać, że popyt jest rzeczywiście bardzo wysoki – wyższy niż przed pandemią. Ale już w innych dużych krajach sytuacja nie wygląda tak różowo. Niestety w tej dziedzinie nie mamy danych z Polski. Ale pewne informacje można pozyskać z publikowanych danych banków dotyczących transakcji kartami kredytowymi. Na przykład, z danych PKO BP wynika, że popyt w restauracjach w Polsce przypomina to, co dzieje się w Wielkiej Brytanii. Na przełomie maja i czerwca wydatki klientów banku w restauracjach były ok. 50-80 proc. powyżej analogicznego momentu z 2019 roku (w jakiejś mierze to może być efekt wcześniejszego Bożego Ciała). Zobaczymy teraz w kolejnych tygodniach, na ile jest to zjawisko trwałe.

W dużo trudniejszej sytuacji są linie lotnicze i wszystkie firmy obsługujące dalekie podróże. Z danych flightradar24.com wynika, że na początku czerwca liczba lotów pasażerskich na świecie była wciąż o ok. 30 proc. niższe niż w analogicznym momencie 2019 roku. Co gorsze, nie za bardzo widać poprawę w tym wskaźniku na przestrzeni ostatnich miesięcy. To oczywiście nie oznacza, że liczba pasażerów się nie zwiększa, ponieważ te dane pokazują tylko liczbę lotów. Ale jest to wyraźny sygnał, że na razie ten segment gospodarki pozostaje przytłumiony. Zresztą widać to też w prognozach Międzynarodowego Stowarzyszenia Transportu Lotniczego IATA. Z kwietniowych prognoz wynika, że liczba pasażerów lotów na świecie ma wrócić do poziomu sprzed pandemii (ok. 8,2 biliona pasażero-kilometrów) dopiero w 2024 roku. Może to być jeden z sektorów najdłużej dotkniętych przez skutki epidemii, z dwóch powodów. Po pierwsze, na skalę globalną pandemia zapewne nie minie w najbliższym roku. Po drugie, wielu pracowników na długo zrezygnuje z długodystansowych podróży służbowych.
Choć firmom w przytłumionych segmentach gospodarki można przypomnieć, że większości branż, które dziś wracają do normy, ekonomiści w zeszłym roku wróżyli długotrwałą stagnację lub przynajmniej długotrwale niższy niż przed pandemią poziom aktywności. To się w większości przypadków nie sprawdziło. I w branży lotniczej może być podobnie.

