Szczygło w rozmowie z gazetą przyznaje, że na prośbę ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry wydał takie polecenie. "To był mój prawny obowiązek, nie było powodu, abym odmówił" - podkreśla były szef MON. "Gazeta Wyborcza" przypomina, że chodziło o pomoc w zastawieniu pułapki 13 lipca 2007 roku na Krauzego. Był to tydzień po fiasku akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa, która miała się zakończyć złapaniem na przyjęciu łapówki wicepremiera Andrzeja Leppera. Tego samego dnia w Warszawie przesłuchiwany był szef MSWiA Janusz Kaczmarek. Ziobro zdecydował, że w tym samym czasie trzeba też przesłuchać Krauzego. "Chodziło o to, by uniemożliwić porozumienie i ustalenie wspólnej wersji" - tłumaczy Ziobro. "Gazeta Wyborcza" zauważa, że nie tłumaczy, dlaczego nie zaplanowano tych przesłuchań na tyle wcześnie, by warszawscy prokuratorzy mogli dostać się do Gdańska nie na pokładzie wojskowych śmigłowców. Więcej szczegółów na ten temat - w "Gazecie Wyborczej".
Jak prokuratorzy lecieli do Krauzego
Gdy były szef MON w rządzie PiS Aleksander Szczygło nakazał, by wojskowe helikoptery przewiozły prokuratorów, którzy mieli uczestniczyć w zatrzymaniu Ryszarda Krauzego, Krazue nie został zatrzmany, a wojsko na przelot wydało 40 tys. zł - czytamy w "Gazecie Wyborczej".