Jak prywatni chcą na węglu zarabiać

Australijczycy mają studium, które daje nadzieje na zyski z wydobycia. Będą drażnić nierentownych gigantów.

To będzie wkładanie kija w mrowisko, ale może dać efekty. Australijska firma PD Co przedstawi dziś wstępne studium wykonalności kopalni węgla kamiennego, którą chce wybudować na Lubelszczyźnie, w sąsiedztwie państwowej kopalni Bogdanka. Prywatni biznesmeni będą dowodzić, że dadzą radę zarobić pieniądze w sektorze, w którym stratami straszą trzy państwowe giganty — Kompania Węglowa, Katowicki Holding Węglowy i Jastrzębska Spółka Węglowa. Podrażnią, ale dadzą też do myślenia.

Tani kontra drodzy

— Wyniki analiz są nawet lepsze od wstępnych założeń. Uruchomienie kopalni planujemy na drugą połowę 2022 r. Przewidujemy, że wtedy wystąpi deficyt węgla dobrej jakości w Europie. Nasza kopalnia będzie więc elementem bezpieczeństwa energetycznego kraju — uważa Artur Kluczny, wiceprezes PD Co.

Plany PD Co i innych [w ramce — red.] wyglądają z grubsza tak: za 2-3 mld zł budujemy nową kopalnię, na świeżym złożu, pracującą 7 dni w tygodniu, na trzy zmiany, przy elastycznym modelu wynagrodzeń, zbliżonym do modeli z innych sektorów gospodarki. To da atrakcyjne koszty wydobycia, które obronią biznes przy spadających obecnie cenach węgla. Funkcjonujące już od kilkudziesięciu lat giganty mają w portfelach głównie stare kopalnie, eksploatujące coraz głębsze i trudniejsze pokłady węgla (płytkie są już wyczerpane), nie pracują w weekendy, borykają się z przerostem zatrudnienia w administracji, a w wynagrodzeniach dominują elementy sztywne (barbórki, czternastki, deputaty etc.). Na dodatek gwarantem tych przywilejów jest rząd, co uniemożliwia zarządom prowadzenie skutecznych negocjacji ze związkami. Efekt jest taki, że ceny węgla dawno spadły poniżej kosztów wydobycia, a straty idą w miliardy (strata netto całego sektora węgla kamiennego w 2015 r. to 1,9 mld zł).

Projekt kontra impas

Plany PD Co będą więc kontrastować z impasem bankrutujących KW, KHW i JSW. Wszystkim potrzebny jest plan ratunkowy, gotówka liczona w miliardach, porozumienie z bankami, a co najważniejsze — ścięcie kosztów wydobycia, głównie osobowych. Na to ostatnie związki się nie zgadzają, winą za złe zarządzanie obwiniają menedżerów, a sukcesem w perswazji nie może się pochwalić ani poprzedni rząd PO-PSL, ani obecny PiS. Drażnienie przyszłą rentownością prywatnych kopalni może ten impas przełamać — dać władzomi związkom do myślenia. Rentowne kopalnie to podstawa bezpieczeństwa energetycznego kraju, w którym 90 proc. prądu wytwarza się z węgla. Prywaciarze nie mają jednak pewności, czy politycy PiS zechcą utrzymać dogmat węgla jako towaru rynkowego (Piotr Naimski, energetyczny „mózg” PiS, nie jest jego zwolennikiem). Ponadto w Ministerstwie Środowiska słychać nieprzychylne głosy pod adresem zagranicznego kapitału w surowcach. Nie zapominajmy też o tym, że projekt PD Co zlokalizowany jest tuż obok Bogdanki, należącej do państwowej Enei. Bogdanka robi, co może, by blokować konkurenta. Co na to PD co? Dowiemy się dziś. © Ⓟ

Mało śmiałków

Poza Australijczykami z PD Co o budowie kopalni myśli polski Kopex (projekt w Przeciszowie), niemiecki HMS Bergbau (w Orzeszu) i też australijska Balamara (Nowa Ruda). W Polsce funkcjonują tylko trzy prywatne kopalnie: czeska PG Silesia i polskie Siltech i Eko-Plus. W ostatnim roku silnie protestowały przeciwko dumpingowym cenom węgla z Kompanii Węglowej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu