Jak Putin przeprawiał się łodzią do Hiszpanii

AR
opublikowano: 2014-12-06 14:17

Dwadzieścia lat temu rosyjski prezydent wolał przemykać się przez Gibraltar w stylu szmuglerów narkotyków zamiast legalnie przekraczać granicę z Hiszpanią - wynika z dokumentalnej książki Karen Dawisha "Kleptokracja Putina – Do kogo należy Rosja”.

Hiszpańskie wizyty

Pod koniec lat 90. Władimir Putin, wówczas szef FSB (Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej), były urzędnik państwowy (w latach 1991-96 był zastępcą mera miasta Petersburg), musiał bardzo się starać, żeby niepostrzeżenie spotkać się ze swoimi "przyjaciółmi" z rosyjskiej mafii. Jako były agent KGB zapewne był wytrenowany w podróżach incognito. Przeprawy łodzią przez Gibraltar do Hiszpanii, czyli coś, co robili na ogół tylko przemytnicy narkotyków i imigranci z Afryki Północnej, były wtedy u niego częstą „rozrywką”, jak wynika z raportów hiszpańskiej policji, która obserwowała działalność rosyjskich oligarchów podejrzanych o zorganizowaną działalność przestępczą na terenie swojego kraju. Dokumenty opublikowane przez "The Gurdian" za Wikileaks zdradzają, że prokuratura w Hiszpanii miała nawet opracowaną strategię tego, jak pozbyć się z kraju tzw. „wor w zakonie” (ros. "honorowy złodziej, bandyta"), czyli ludzi stojących najwyżej w hierarchii rosyjskiej mafii.

Władimir Putin
Bloomberg

W jakim stopniu Putin był zaangażowany w jej działalność nie jest do końca jasne. Prawdopodobnie jednak mocno ją wspierał, wykorzystując swoją pozycję. Prominentni Rosjanie ze środowiska przyszłego prezydenta Rosji (został nim po raz pierwszy w 2000 roku) chętnie wtedy stawiali sobie w Hiszpanii wille. Spółka, która je budowała, zatrudniająca rosyjskich robotników, dostała dotację z publicznych pieniędzy miasta Petersburg (w czasach urzędowania Putina).

Cała historią związków Putina ze swoim krajem chwali się hiszpański „The Local”. Ale to tylko urywki życiorysu Putina i etapów zdobywania przez niego i jego przyjaciół z czasów KGB władzy z książki Karen Dawisha, która jest profesorem politologii na Uniwersytecie Miami w Ohio i autorką wielu książek naukowych. Jej wymowny tytuł i okładka – z literami w słowie „Rosja” zawieszonymi na długich linach jak marionetki  – mówią już same za siebie.

Dawisha dotarła do stosów dokumentów źródłowych dotyczących KGB i rosyjskich syndykatów przestępczych, w tym m.in. archiwów Stasi (Władimir Putin pracował jako agent KGB w NRD – przyp. red.), zachodnich urzędników pracujących w Rosji, relacji Rosjan mających związki z Putinem i artykułów dziennikarzy śledczych z USA i Europy –  wynika z opisu książki na Amazonie). Wszytko udało jej się połączyć w spójne opowiadanie o człowieku, który rządzi dzisiaj na Kremlu, marzy o powrocie rosyjskiego imperium i uważany jest za najbogatszego polityka świata (a nawet przez niektórych najbogatszego człowieka tego globu), mimo, że nikt nie jest w stanie tak naprawdę policzyć jego domów, samochodów i udziałów w rosyjskich spółkach państwowych.

– Gromadząc materiały (na temat Rosji – przyp. red.) doszłam do wniosku, że tym, co łączy historię w spójną całość jest żądza zawładnięcia całym prywatnym bogactwem tego państwa” – mówi Karen Dasha, pytana o swoją książkę w jednym z wywiadów.

Autorka powołuje się m.in. na ubiegłoroczny raport Credit Suisse. Według niego w Rosji tylko 110 ludzi kontroluje 35 proc. (!) całego bogactwa kraju. To dysproporcja między biednymi i bogatymi jakiej nie ma nigdzie indziej na świecie i przewyższa skalą nawet słynną tezę "1 procenta" ultrabogaczy.

Dochód Rosji (jej PKB wynosi ponad 2 bln USD) w dużej mierze oparty jest na ropie naftowej. Według amerykańskiej profesor dopóki ceny tego surowca utrzymują się na wysokim poziomie rosyjska klasa średnia, która powstawała przez ostatnie 20 lat, może żyć spokojnie.

– Ale co będzie jeśli te ceny pójdą w dół? – zastanawia się ekspertka. – Kto poniesie konsekwencje, tych "110" czy reszta? Historia Rosji mówi nam dobitnie, że to zawsze jest ta "reszta" – mówi.

Skutki tego mechanizmu możemy obserwować już dzisiaj (>>> zobacz, jak Rosjanie zamieniają futra na jedzenie). Nie bez powodów w reakcji na działania Rosji na Krymie Zachód nałożył sankcje nie na cały kraj, tak jak to zwykle bywa, ale na pojedynczych ludzi - pisze ekspertka.

Dacze, pieniądze, kliki, państwo

Historia opisana w książce rozpoczyna się w czasach upadku ZSSR i pieriestrojki, a następnie pokazuje i etapy i kulisy zdobywania władzy przez Władimira Putina i  lojalnych mu oligarchów, znajomych z czasów KGB, dzisiaj właścicieli bajecznych fortun – korupcję, która była i jest w Rosji wszechobecna, wykorzystywanie urzędniczych wpływów do realizowania prywatnych interesów, zmiany legislacyjne ograniczające prawa leżące u podstaw demokracji, a wprowadzane przez Michaiła Gorbaczowa, i wreszcie stworzenie autorytarnego reżimu, którego nie powstydziliby się carowie. Jednym słowem życiorys Władimira Putina od momentu gdy był zastępcą mera Petersburga, sięgający momentami do czasów jego kariery w KGB, do dzisiaj.

Dużą część książki napisali rosyjscy dziennikarze w czasach gdy tamtejsze media były jeszcze wolne, wyjaśnia autorka. "Wielu z nich zapłaciło życiem za tą historię, ich praca w większości została wymazana z Internetu, a nawet z rosyjskich bibliotek. Ale część tej pracy wciąż istnieje" - pisze.

Wątek hiszpański to tylko część układanki o włodarzu Kremla. Karen Dawisha wyjaśnia m.in. kulisy działania grupy „Ozero” - właścicieli daczy niedaleko Petersburga, przyjaciół Putina, którzy inwestowali w nieruchomości, po czym przejmowali różne mniejsze biznesy obracając pieniędzmi z niewiadomych źródeł. „Sygnitariusze” tego nieformalnego układu są dzisiaj prominentnymi biznesmenami i politykami. Jurij Kowalczuk, nazywany prywatnym bankierem Putina, jest największym udziałowcem i przewodniczącym rady dyrektorów w Banku Rossjia, objętym amerykańskimi sankcjami w związku z kryzysem na Ukrainie. Podobnie jak wszyscy oligarchowie z układu (>>> zobacz, jak się kurczył majątek rosyjskich oligarchów po wybuchu kryzysu na Ukrainie). Pozostaje pytanie, jak wszystkim z pozycji średnich przedsiębiorców udało się awansować na biznesowych magnatów, ministrów i prezesów klubów futbolowych?

Przez książkę przewijają się też historie wyklętych miliarderów, np. Borysa Bieriezowskiego, który wypadł z łask kremlowskiej rodziny, gdy Putin został prezydentem i ukrywał się w Londynie pod zmienionym nazwiskiem. To dzięki niemu i innym rosyjskim emigrantom „z przymusu”, zbiegom z KGB, którym nie podobała się polityka Putina, jak np. Aleksandrowi Litwienience, wiemy więcej o kulisach władzy w dzisiejszej Rosji.

W recenzji książki znana publicystka Anne Applebaum-Sikorska na łamach „New York Rewiew of Books” pod tytułem „Jak on i jego kumple wykradli Rosję” przytacza cytat Karen Dawisha:

Zamiast patrzeć na Rosję jak na kształtujący się demokratyczny system rozbierany przez historię, przypadkowych autokratów, popularną inercję, biurokratyczną niekompetencję albo kiepskie zachodnie wsparcie ideowe, dochodzę do wniosku, że od samego początku Putin i jego otoczenie dążyło do stworzenia autorytarnego reżimu rządzonego przez zwartą klikę, która wykorzystywała demokrację raczej jak dekorację niż kierunek.

Applebaum wtóruje autorce. Pisze: 

"Zamiast podejmować próby wyjaśnienia porażek reform (mowa o rządach Gorbaczowa i Jelcyna oraz próbach wsparcia rosyjskiej zmiany ustrojowej przez zachodnie kraje – przyp. red.) i intelektualistach, którzy próbowali zaprowadzić radykalne zmiany, powinniśmy skupić się na niewiarygodnej historii pozbawionych skruchy, ukierunkowanych na cel, odwetowców z szeregów oficerów KGB, którzy byli przerażeni upadkiem Związku Radzieckiego i perspektywą utraty własnych wpływów” – pisze publicystka.

>>> Więcej o wydarzeniach związanych z Rosją czytaj TUTAJ