Jak relaks zamienić na godziwy zysk

Sylwester Sacharczuk
opublikowano: 2006-06-26 00:00

Carskie łowy na żubra, bal na Olimpie, gorąca noc w kasynie — to świetne sposoby na integrowanie pracowników. A dla szefa

Akademii Przygody — biznes.

Kiedyś integracji załogi służyła nasiadówka w zamkniętym pomieszczeniu. Dziś, aby pracownicy się zrelaksowali, a przy okazji zaznali mocnych wrażeń i poczuli się członkami zespołu, wysyła się ich na imprezy integracyjne.

— Zabawa świetnie służy poznawaniu się. Najlepiej wyjść w teren i dołączyć humor, sport i adrenalinę. To odreagowanie, wyjście poza rutynę codziennych spraw, dzięki czemu szybciej tworzą się relacje i wzrasta motywacja pracowników. Może to być także dobrym sposobem na zarabianie — mówi Adam Mularczyk, właściciel białostockiej Akademii Przygody.

Zabijanie farbą

Firmę założył w 2001 r. Zajęła się tzw. eventami — organizuje zdarzenia i sytuacje, których celem jest przyjemne spędzanie czasu. Zaczęła od paintballu — zabawy w wojnę na markery strzelające kolorową farbą. Maski chroniące twarz i szyję, mundury moro, barwna amunicja, sędziowie, kilka hektarów odpowiednio ukształtowanego terenu — i zabawa gotowa.

— Pierwsi w regionie zaczęliśmy się tym zajmować komercyjnie, inni robili to tylko przy okazji. Zabawa trafiła na podatny grunt. Zapotrzebowanie rosło z roku na rok — mówi Adam Mularczyk.

Aby klient miał większy wybór, stale poszerzał ofertę — kupił m.in. quady, zestawy łucznicze, wiatrówki. Nawiązał stałą współpracę z zespołami muzycznymi i tanecznymi, trenerami od wspinaczki, iluzjonistami, połykaczami ognia.

— Jeśli tworzymy scenariusz imprezy strażackiej, to potrzebne działania ćwiczymy razem ze strażą pożarną. Przed imprezą w kasynie naszych ludzi szkolili fachowi krupierzy. To ma być pełen profesjonalizm — podkreśla Adam Mularczyk.

Poznają siebie na nowo

Dziś dzięki Akademii można przenieść się na przykład na imprezę z czasów prohibicji lub lat 30. albo radzić sobie jak Robinson Cruzoe na bezludnej wyspie. Na chętnych czekają też bal z bogami na Olimpie lub carskie łowy na żubra. Amatorzy wysokości mogą zmierzyć się z indiańskim i tybetańskim mostem. Sporym zainteresowaniem cieszą się loty balonem na uwięzi, pilotowane poduszkowce, ścianka wspinaczkowa. Panie lubią oglądać pokazy taneczne, seanse iluzjonistów i hipnotyzerów.

Niebawem będzie też można zostać reżyserem — przygotowywana jest impreza, podczas której uczestnicy dostaną scenariusz, kamery i będą kręcić film. Na koniec czeka ich wielka gala, czerwone dywany i nerwowe napięcie, kto dostanie Oscara.

— Emocje uczestników są jak najbardziej prawdziwe. W trakcie imprezy odkrywają oni przez niecodzienne zachowania nieznane sobie dotąd cechy. Poza tym takie specyficzne sytuacje dają bardzo trwałe wspomnienia — podkreśla Adam Mularczyk.

Pomysły na jeden sezon

Aby nie mieć problemu z odpowiednim miejscem na imprezy, Akademia kupiła dwie pięciohektarowe działki pod Białymstokiem. Ma tam tor dla quadów, pole do paintballu, stanowiska do strzelania z wiatrówek, plac na grilla i ogniska.

— Chodzi o to, by ćwiczenia w terenie były praktycznym zastosowaniem wiedzy ze szkolenia. Dlatego firma dostaje indywidualny program atrakcji, który uwzględnia jej specyfikę i temat zajęć — tłumaczy Adam Mularczyk.

Klienci wciąż chcą czegoś nowego. Nie mogą się nudzić. Dlatego firma co roku zmienia ofertę.

— Nie może być tego samego przez dwa sezony z rzędu. Wciąż musimy zaskakiwać klienta, bo wybierze konkurencję. Oferta niektórych firm jest rzeczywiście podobna, dlatego trzeba być o krok przed i stale się wyróżniać — mówi szef Akademii.

Na ostatni guzik

Zaplanowanie i wykonanie nowego zlecenia zajmuje co najmniej kilka tygodni. Niekiedy jednak klienci mają życzenia tak wymyślne, że nawet firmowi scenarzyści są bezradni.

— Niedawno pewna firma chciała zorganizować przejażdżkę quadami, które byłyby podczepione do balonów. Musieliśmy im wyperswadować, że fizycznie jest to niemożliwe — mówi Adam Mularczyk.

Jego zdaniem z zabaw integracyjnych korzysta w Polsce coraz więcej firm.

— Widać to choćby po liczbie pytań. Popyt na takie zabawy jest coraz większy, a kumulacja następuje w weekendy. Wtedy często w ciągu jednego dnia obsługujemy trzy imprezy w trzech różnych miastach. Trudno się ze wszystkim wyrobić, ale się udaje. Jesteśmy przygotowani na najgorsze. Nawet jeśli będzie awaria prądu — mamy własny agregat. Bo wszystko musi być dopięte na ostatni guzik — podkreśla Adam Mularczyk.